Zabawa w mazowiecką kolej

Zabawa w mazowiecką kolej

Obrazki z dziennika podmiejskiego podróżnego

– W dupie ludzi mają… Po prostu głęboko w dupie… – wyrzuca z siebie kobieta w zaawansowanej ciąży, z brzuchem, który sterczy spod niedopiętego płaszcza. Wydmuchuje nos, wyciąga telefon z torebki: – Przyjedź po mnie, nie ma pociągu. Muszę do lekarza, na badania. Co, nie możesz! To poproś! Na dodatek zaczyna lać i łeb urywa na tym wygwizdowie… No, jak zwykle nie możesz! Zrezygnowana wrzuca telefon do torebki i schodzi z peronu. A właściwie z resztek peronu zdemolowanego przez trwające od dziesięcioleci zapomnienie i rozgrzebaną budowę linii kolejowej. Idzie w kierunki wsi.

Ludzie patrzą po sobie, jest godz. 9.20, nie przyjechał pociąg do Warszawy z 8.47. To tylko półgodzinne spóźnienie, nikogo nie dziwi, ogólnie spokój. Tu wszyscy się znają – albo z widzenia, albo od lat, albo od dziecka. Kobiety rozmawiają, mężczyźni palą. Młodzi wklepują w komórki adres strony internetowej Kolei Mazowieckich, sprawdzają zakładkę „utrudnienia aktualne”.

– Jak zwykle gówno, na okrągło to samo: z powodu uszkodzenia, awarii, przyczyn technicznych itd. niektóre pociągi mogą być odwołane, niektóre opóźnione, opóźnienia mogą ulec zmianie… Tylko nie wiadomo, jak długo to potrwa. To co? Jedziemy? – chłopak kiwa ręką na sąsiada.

– Możemy się zabrać? – pyta stojąca obok para: on w dobrze skrojonym płaszczu, z teczką na laptop, ona w dobrze skrojonym płaszczu, z przewieszoną przez ramię markową torbą. – No pewnie! – pada odpowiedź. W myśl zasady: dziś ja podwiozę was, jutro wy mnie. Ci, którzy przyjechali na stację samochodami, zbierają się do Piaseczna, z nimi znajomi – ci bliscy i ci z widzenia. Stamtąd jakoś dotrą do pracy. Znowu spóźnieni.

Obrazek 1.
Zabawa w głuchy telefon

Stacja Ustanówek, 10 km od granic Warszawy. Połowa listopada, poranek zimny, deszczowy i wietrzny. W otoczeniu nowe domy wśród drzew, za nimi połowę horyzontu zamyka wysoki sosnowy las, drugą – rozległe pola. Płaską przestrzeń przecina linia kolejowa Warszawa-Radom. Okolica mogłaby być ładna, gdyby nie późna jesień, ołowiane niebo, rozjeżdżone przez ciężki sprzęt błoto na drogach prowadzących do stacji, wykopy, ogromna hałda tłucznia, baraki ekip budowlanych, pojedyncze nieruchome maszyny. Snują się nieliczni robotnicy. Tego dnia tak wygląda sztandarowa inwestycja pod nazwą modernizacja linii kolejowej R8.

„Modernizacja 27 km linii kolejowej wraz z przebudową peronów i układu torowego na szlakach i stacjach – to główne założenia podpisanej dziś umowy na modernizację trasy między stacjami Warszawa-Okęcie i Czachówek Południowy. Prace o wartości ponad 460 mln zł potrwają 20 miesięcy. Po ich zakończeniu pociągi na znacznej części tego odcinka przyspieszą do 160 km/godz., a pasażerowie skorzystają z nowych, wygodnych peronów” – informacja z końca lipca 2015 r. zamieszczona na stronie internetowej PKP Polskie Linie Kolejowe.

– Proszę państwa, dodzwoniłam się do nich – entuzjastycznie oznajmia drobna starsza pani w moherowym kapelusiku. Trzyma komórkę przy uchu: – Awaria będzie trwała do godz. 11, została uruchomiona komunikacja zastępcza, dwadzieścia po dziewiątej autobus wyjechał z Czachówka…

Stacja w Czachówku jest oddalona o 5 km od Ustanówka, autobus powinien dotrzeć tu po kwadransie. Mamy 10.30.

– Pani Alu, niech pani im powie, że jedziemy do nich z widłami – rzuca jakiś dowcipniś, ale żart raczej kiepski. Nielicznym, którzy pozostali na peronie, nie jest do śmiechu. Deszcz coraz bardziej zacina, próbują szukać schronienia pod czymś, co udaje wiatę – resztkami blachy falistej na metalowych żerdziach.

Dzwonię na infolinię Kolei Mazowieckich. Zadanie wymaga cierpliwości, ale to już wiem. Po 15 minutach muzyczki w telefonie i komunikatu „wszystkie linie zajęte” zostaję połączony. Informuję, na jakiej stoimy stacji, pytam o komunikację zastępczą: kiedy i gdzie przyjedzie wreszcie autobus, chyba powinien podjechać na stację? Słyszę kobiecy głos: – Zaraz ustalę. Cisza, potem muzyczka. Czekam. Kobiecy głos: – No, na najbliższy przystanek autobusowy. – Ale który? – dopytuję. – Jeden jest w Jeziórku, 1,5 km od stacji, drugi w Krępie – też 1,5 km, a trzeci ponad 2 km w Ustanowie. Skoro ma to być komunikacja zastępcza, to chyba autobus powinien podjechać na stację? Z drugiej strony w telefonie cisza, później muzyczka, „Przepraszamy, wszystkie linie zajęte”, muzyczka.

Minęła godz. 12. Na peronie zostały trzy osoby. Nadchodzi kilka nowych, na pociąg o 12.30. W tym czasie w kierunku Warszawy nie przejechał żaden skład. Żaden też nie wyjechał z Warszawy w kierunku Radomia. Z powodu przebudowy czynny jest tylko jeden tor.

Obrazek 2.
Zabawa w pomidora

„Prace – zdaniem rzecznika – przebiegają zgodnie z harmonogramem. Na tym odcinku PKP planuje modernizację trzech stacji i sześciu przystanków, wymianę 77 km torów, montaż ponad 100 rozjazdów i nowych urządzeń sterowania ruchem oraz 75 km sieci trakcyjnej. Koszt inwestycji to 460 mln zł. Prace mają się zakończyć w II kwartale 2017 r.” – informacja z końca lutego 2016 r., podana na konferencji prasowej PKP PLK, źródło Onet.biznes. „Efektem przebudowy linii nr 8 ma być zwiększenie prędkości pociągów do 160 km na godzinę. Po zakończeniu wszystkich prac podróż najszybszym pociągiem między Radomiem a Warszawą zajmie ok. 70 minut”.

Dziś nikt z pasażerów nie wierzy w terminowe zakończenie robót. Na jednym torze ciągle trwają prace, nowe perony niewykończone, stary tor, po którym jeżdżą pociągi – nieruszony. Stare perony rozgrzebane.

Grubo po południu dobijam do pracy. Dzwonię do biura rzecznika prasowego Kolei Mazowieckich. Opisuję sytuację – zresztą to nie pierwsza taka historia, pociągi notorycznie się spóźniają. Proszę o informację, jaki jest stan inwestycji. Co Koleje Mazowieckie zamierzają zrobić, aby poprawić los podróżnych? – To pytanie nie do nas – słyszę chłodny kobiecy głos. – My nie odpowiadamy za inwestycję. Proszę dzwonić do PKP Polskie Linie Kolejowe. – Ale to wy sprzedajecie ludziom bilety i to wy odpowiadacie za dowożenie pasażerów. Mam pani przypomnieć, że bilet jest formą umowy między przewoźnikiem a pasażerem? – To proszę przygotować pytania adresowane do Kolei Mazowieckich. Odpowiemy.

Wysyłam stosowne pismo do Kolei Mazowieckich i PKP Polskie Linie Kolejowe, w którym pytam m.in. o opóźnienia pociągów, o skargi pasażerów, o to, co przewoźnik i zarządca infrastruktury zamierzają zrobić, aby poprawić sytuację. „Koleje Mazowieckie dokładają starań, by jakość świadczonych usług była na możliwie wysokim poziomie. Z prowadzonych w I poł. 2016 r. badań satysfakcji klienta wiemy, że podróżni są bardziej zadowoleni niż rok wcześniej”. Tak zaczyna się odpowiedź. Co ciekawe, kilka akapitów dalej pismo informuje, że liczba skarg w okresie „od 13 grudnia 2015 r. do 17 listopada br., tj. w czasie najbardziej intensywnych prac remontowych na linii, z tytułu utrudnień przekładających się na opóźnienia i odwołania pociągów, wzrosła prawie trzykrotnie”.

Obrazek 3.
Zabawa w chowanego

Dzień Wszystkich Świętych, godziny popołudniowe. Pora powrotów do domu po odwiedzeniu grobów w stolicy. Zziębnięci ludzie wracają do miejscowości podwarszawskich, ale i do tych bardziej odległych – Warki, Radomia, Skarżyska-Kamiennej. W centrum stolicy, europejskiego miasta, na stacji Warszawa-Ochota, pociąg się zatrzymuje, ale już z niej nie rusza. Maszynista przebiega wagonami na koniec składu, potem wraca do kabiny, mrucząc coś niezrozumiałego: – Nie mam, no nie mam…

Pociąg ciągle nie rusza. Dla pasażerów to sygnał, że coś jest nie w porządku. Mija kilkadziesiąt minut, żadnego komunikatu, żadnej informacji. Kobieta podróżująca z dwójką dzieci pyta konduktora: – Kiedy ruszymy? Co się stało? Konduktor odpowiada z uśmieszkiem: – Nie widać? Stało, co się stało… – To kiedy pojedziemy? Co mamy robić? – Nie wiem, nikt nie wie – dowcipkuje dalej konduktor. – Pier… kolo żartowniś – rzuca mu umalowana blondyna w futerku i wychodzi z wagonu. Mijają kolejne minuty postoju. Pociąg pustoszeje. Wysiedli ci, którzy mogą dojechać do domów autobusami podmiejskimi lub zdecydowali się szukać połączenia pociągami z Warszawy Centralnej lub Warszawy Zachodniej. Z megafonów na peronie nie popłynęła żadna informacja, żadna wskazówka, co mają zrobić pasażerowie: czekać, przesiadać się na inne pociągi? Konduktor zniknął w kabinie maszynisty. Na przednim pomoście zbiera się grupka ludzi, starszy mężczyzna wali laską w drzwi kabiny: – Czy ktoś nam powie, co się dzieje?

Drzwi kabiny maszynisty ciągle zamknięte.

Z pisma rzecznika prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe: „Polskie Linie Kolejowe wspólnie z Kolejami Mazowieckimi opracowały rozkład kursowania pociągów dostosowany do możliwości linii. Zacieśniono współpracę dyżurnych z obsługą pociągów KM, by do pasażerów jak najszybciej docierały informacje o ewentualnych zmianach w rozkładzie. Straż Ochrony Kolei zwiększyła częstotliwość nadzoru nad infrastrukturą, szczególnie monitorowane są kable i urządzenia sterowania ruchem. Wykorzystywane są m.in. fotopułapki i terenowe patrole z psami”.

Obrazek 4.
Zabawa w pociąg z gumy

Koniec października. Tego dnia na stację Ustanówek o godz. 6.40 w kierunku Warszawy przyjechał „krótki” – pociąg podmiejski składający się tylko z jednej jednostki, zwykle jest ich więcej. To godziny porannego szczytu, z podwarszawskich miejscowości ludzie dojeżdżają do pracy, uczniowie do szkół, studenci na uczelnie, inni, żeby załatwić różne sprawy w stolicy, starsi do lekarzy. Sytuacja szybko się wyjaśnia. Poprzedniego dnia przez kilka godzin wieczornych nic nie jeździło w stronę Radomia, dlatego rano nie ma co wracać – informują się czekający ludzie. Tłok na przepołowionym wąskim peronie, najbardziej widoczny i odczuwalny efekt przebudowy linii kolejowej R8. Wpychają się nieliczni, najsilniejsi. Na pomoście niewiarygodny ścisk, w wagonie zamglone okna, twarz przy twarzy, opary ubrań. Na pomoście najwięcej uczniów: gimnazjalistów, licealistów – oni nie tracą humoru.

Na następnej stacji, w Zalesiu Górnym, już nikt nie próbuje się wcisnąć, oprócz faceta z rowerem. Przednim kołem blokuje drzwi, pociąg stoi. Łyk świeżego powietrza. – Ty, gościu, rzuć rower na dach, w Piasecznie go zwalimy… Śmiech. – Koleś, śmignij po torach, będziesz szybciej niż my… Śmiech. Facet nie rezygnuje. – Co za p… wał! Śmiech. Facet się poddaje, pociąg rusza po kilku próbach domknięcia drzwi. W Piasecznie wita go zbity tłum na peronie. Część pasażerów wysiada, młodzi do szkoły, starsi do pracy. Znów łyk świeżego powietrza, ludzie z peronu próbują się wepchnąć do pociągu, ci w środku nie mają gdzie się ruszyć, aby zrobić im miejsce. Trwa przepychanka, prośby, okrzyki, apele. Ponaglający brzęczyk w drzwiach, przepychanka. Od wielu minut bez zmian. Z głośników w wagonie przez trzaski i charczenia przebija się głos obsługi: – Proszę państwa, godzina odjazdu pociągu nieznana, pasażerowie zablokowali tory.

Po prostu wściekli i zdesperowani ludzie wyszli na tory – taki odruch protestu i bezsilności.

„Kolejne opóźnienie linii Warszawa-Radom. PLK nie zdąży wyremontować linii nr 8 do końca 2020 r. Obecnie planowany termin zakończenia inwestycji to 2022 rok” – informacja z końca lipca 2016 r., www.rynek-kolejowy.pl.

Obrazek 5.
Zabawa w budowniczych

Poranny pociąg w kierunku Warszawy hamuje tuż po wyjeździe ze stacji Jeziorki. Pasażerów takie niespodziewane przystanki nie dziwią, trwa przebudowa linii kolejowej; krajobraz za oknem: betonowe elementy, kable, wykopy, koparki, maszyny budowlane, robotnicy. Po kilkudziesięciu minutach komunikat z głośników, że z powodu uszkodzenia pociąg dalej nie pojedzie. Ludzie sobie znanymi sposobami otwierają drzwi, przezorni wyskakują na torowisko, nie czekając na rozwój sytuacji. Dzieciaki z beztroskimi minami idą do konduktora po zaświadczenie, że pociąg ma awarię – głośno kombinują, jak wykorzystać labę. Spokojną atmosferę na krótko zakłóca lament starszej kobiety: – Półtora roku czekałam na wizytę u lekarza, wyjechałam trzy godziny wcześniej i nie dojadę…

Białe kołnierzyki zatrzaskują laptopy, wyciągają komórki, zamawiają taksówki lub podwózkę z firmy. Pociąg pustoszeje. Starsi, którzy nie mogą wyskoczyć z wagonów, nieliczni, którym się nie spieszy, i ciekawscy zbierają się na pierwszym pomoście, koło kabiny maszynisty. Okazuje się, że jakaś koparka zerwała schodki we wszystkich wagonach.

– Czekamy na komisję – ze spokojem oznajmia korpulentny maszynista w wieku trudnym do określenia: 50+ albo 60–. Mija już prawie godzina, trzech mężczyzn nadchodzi wzdłuż torów w kierunku pierwszego pomostu. – To komisja od spraw torów – informuje maszynista i zeskakuje z wagonu. Idą wzdłuż składu, oglądają wagony, maszynista wraca i wdrapuje się na pomost. Mężczyźni wyjmują komórki, rozmawiają. Chowają komórki, wyjmują papierosy, rozmawiają. Po kilkudziesięciu minutach pojawia się kilku nowych mężczyzn, maszynista zeskakuje z pomostu, idą wzdłuż składu. Maszynista wraca – komisja od taboru. Mężczyźni na torach wyjmują komórki, rozmawiają. Chowają komórki, wyjmują papierosy, rozmawiają. To druga godzina postoju. Pojawia się dwóch policjantów – profesjonalnie obojętni. Legitymują maszynistę, który już nie zeskakuje z pomostu, tylko kuca i podaje im dokumenty. Jeden z policjantów podsuwa mu alkomat. – Panowie, ale on zdążył wytrzeźwieć! – komentuje jakiś wesołek. Pasażerowie się śmieją, luz, i tak wiedzą, że wszędzie się pospóźniali. Trzecia godzina. Czekamy na kogoś z dyrekcji – informuje maszynista. Wzdłuż składu nadchodzi gość w płaszczu, z teczką, w towarzystwie drugiego w kurtce – zapewne kierowca pana dyrektora. Maszynista zeskakuje. Tuż przy pomoście wszyscy się zbierają: ci z ekipy od torów, ci od taboru, policjanci, gość z dyrekcji. Pojawia się kierownik odcinka budowy. Jak należy: w kasku, jaskrawej kamizelce, młody. – Panowie, ale ja nie wiem, co to za koparka. To nie nasza, o, patrzcie – te nasze tu stoją.

I tak dochodzi południe. W tym czasie w kierunku Warszawy nie przejechał żaden pociąg. Żaden też nie wyjechał z Warszawy w kierunku Radomia. Po raz kolejny, dla podróżnych już nie wiadomo który.

Obrazek 6.
Zabawa w ciuciubabkę

Na tej linii rozkład jazdy sobie, pociągi sobie. Dla pasażerów 15-20 minut spóźnienia to nie spóźnienie. 15-20 minut postoju to nie postój. Brak informacji, jak długo będzie trwał postój – to normalka. Podobnie jest z informacją po kwadransie postoju, że będzie on trwał 10 minut, a w końcu trwa pół godziny. Pociągi kilka razy w tygodniu potrafią się spóźnić o 40 minut, o godzinę. Bywa, że dwa razy dziennie – rano w drodze do Warszawy, wieczorem z Warszawy. Wtedy 30-kilometrowa podróż tam i z powrotem trwa ponad cztery godziny.

„…porównanie liczby i czasu opóźnień linii wyremontowanych do linii będących w remoncie daje zdecydowaną przewagę liniom, na których już został przeprowadzony remont. Zawsze jesteśmy zdania, że należy nieustannie podejmować działania na rzecz poprawy nie tylko punktualności, ale jakości usług w ogóle” – z cytowanego pisma Kolei Mazowieckich.

Ludzie próbują odreagować sytuację na Facebooku. Tworzą profile, pokazują zdjęcia, sypią posty – bez cenzury. Ktoś próbuje zwołać społeczny protest i zorganizować spotkanie pasażerów z przedstawicielem dyrekcji Kolei Mazowieckich. Na bieżąco informuje o bezskutecznych próbach umówienia się na rozmowę. Profil Hejted Koleje Mazowieckie (pisownia oryginalna): „Wybiło nam już 1000 polubień!! jak widać jest nas sporo i dziękujemy za wszystkie hejty 🙂 mamy nadzieję że w związku z nadchodzącą zimą jak i aktualną pogodą będzie ich jeszcze więcej! Zapraszamy na wiadomościach prywatnych lub do wstawienia posta 😉 wyraź swoją opinię, niech dzień stanie się lżejszy 😀 Dziękujemy i Pozdrawiamy Hejted Koleje Mazowieckie!”.

To ma być sztandarowa inwestycja – modernizacja linii kolejowej Warszawa-Radom, wyczekiwana przez mieszkańców podstołecznych miejscowości. W opinii podróżnych najgorsza kolejowa trasa dojazdowa do stolicy. I chociaż coraz więcej jest nowego taboru, ciągle jeżdżą tu rozklekotane składy, które dawno powinny zakończyć żywot w hutniczych piecach. Fatalny rozkład jazdy, z ponadtrzygodzinną dziurą po południu w kierunku Warszawy. Dla kolei na tej linii czas zatrzymał się w epoce, gdy do Warszawy dojeżdżali chłoporobotnicy, ciecie, budowlańcy mieszkający w hotelach robotniczych. Tymczasem okoliczne miejscowości rozrosły się, tereny rolnicze zmieniły się w rozległe osiedla domów jednorodzinnych. Dla wielu miała to być wymarzona ucieczka z wielkiego miasta. A jest koszmar codziennych dojazdów.

Wydanie: 50/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy