To będzie taki piękny rok

To będzie taki piękny rok

Nie ma żadnych wątpliwości, że to będzie inny, lepszy, radośniejszy rok. Wszystkie znaki to wieszczą, argumenty się kumulują, nadzieje potężnieją – rok nie ma wyjścia. Jak kapitalizm w latach 90.: There is no alternative, legendarna TINA, nie ma żadnej alternatywy, ponurackie wieszczenia odchodzą do historii, podobnie jak odszedł do historii Fukuyamowski „koniec historii”. Historia będzie się pisać na nowo, co tam, my będziemy ją pisać na nowo. Zacznijmy od samej daty, która wszakże jest liczbą. 2017 to liczba pierwsza, czyli niepodzielna przez inne liczby niż 1 i samą siebie. Liczba bardzo egotyczna, wsobna, niewspólnotowa, taka: ja, ja, ja! W takim roku musiało się stać aż tak wiele, co zawdzięczamy tylko jednemu decydentowi. Ale ten rok dobiegł już końca.

Powodów do radości jest więcej. Jeśli chodzi o samo państwo w dawnych konstytucyjnych ramach – niewiele już można zdemolować, bo wszystko dokonało się już w ubiegłych dwóch latach. Co prawda, inteligentny człowiek zawsze coś jeszcze wymyśli, a inteligencji operacyjnej akurat nie można szeregowemu posłowi odmówić, niech jednak sam się wysila, nie będziemy podpowiadać. Można już teraz zaprojektować całą zmianę, nakreślić plany nowej Polski, wypracować je, przywiązać się do nich, opowiedzieć i przygotować ustawodawczy kręgosłup, a nawet więcej. Uznając, że w momencie niewydrukowania przez rząd wyroków Trybunału Konstytucyjnego państwo w swoim kształcie konstytucyjnym zostało jakby zahibernowane, należy je odhibernować, zasadzić na nowo i pielęgnować. Należy zatem zadbać o wszystko, co było niezadbane, i o wszystkich. Nie wiem, czy relacje z Unią da się w przewidywalnej przyszłości odbudować, ale można zacząć nie od udrożnienia na nowo zasiłków dotacyjnych (te już nie popłyną – rowy zostały skutecznie zasypane), lecz od potraktowania poważnie tych legendarnych wartości europejskich. Są one zapisane w Karcie praw podstawowych, której to – zaraz, zaraz – Platforma Obywatelska (!) nie ratyfikowała. A szkoda, bo to jest pakiet praw i wolności, których można bronić. To realny podział polityczny. Platforma w wyścigu europejskie kontra polskie, nasze, katolickie przegrała, co oczywiste, z jeszcze bardziej polskim, katolickim, naszym PiS, ale chyba wciąż to do niej nie dotarło. Nie liczmy więc na Platformę, bo przez ostatnie dwa lata dowiodła, że jak nie radziła sobie z rządzeniem, tak – lub nawet bardziej – nie sprostała byciu opozycją. Odkreskujmy ją i innych, ze skreśleniami czy gwiazdkami (wedle nowych zasad oddawania głosów nieczytelnych).

Wypatrujmy, współtwórzmy nowych i zaufajmy im – młodszym, mówiącym co innego niż POPiS. Jest czas na inne rozdanie polityczne. Prawica swoją karmę (polityczną) przeżarła. Będzie teraz trawić z trudem, z obolałym brzuchem i otumanionym łbem. Dotąd udawało się prowadzić grę pozorów, która oparta była z jednej strony na kilku posunięciach prosocjalnych, a z drugiej na iluzji bezprzemocowości tej „dobrej zmiany”. Na dokładkę, w bonusie, dostaliśmy nowy język, w którym A nie znaczy A i nikt nie dowiedzie, że czarne jest czarne, a białe – białe. Zabiegi na języku, który przestaje znaczyć to, co znaczy, są zawsze tylko kamuflażem, zwiastunem zmierzchu, demonstracją porażki. Kiedy w zwykłym języku nie możesz powiedzieć, dlaczego to, co robisz, jest w porządku – zamiast skorygować działanie, zaczynasz majstrować przy języku. I nie są to zmiany subtelne, łagodne, niezauważalne, lecz dokonywane młotem (na czarownice i innych obcych). To odwracanie biegunów znaczeń, użycie słów niwelujących treści. „Dobrozmianowe” przesilenie zasiliło już język antynomii politycznych.

Możecie spytać, skąd ta pewność nadchodzącej zmiany i przekonanie o jej nieuchronności (oprócz oczywiście wyjątkowości pożegnanej liczby 2017). Kiedy piszę te słowa, trwa właśnie przesilenie grudniowe, słońce wraca do łask, nawet jeśli go jeszcze nie widzimy. Dzień będzie coraz dłuższy. Odbudujemy siły, wytężymy naszą polityczną wyobraźnię, porzucimy niewydolnych reprezentantów, wypracujemy nową wartość. Może to liche podstawy do optymizmu? Może. Wolę jednak opierać się na Słońcu i ruchu Ziemi wokół niego (co dzisiaj nie jest już dla wielu takie oczywiste…).

Mówi się, że tą siłą, która dała naszemu gatunkowi homo sapiens moc do zdobycia dominującej pozycji wśród ludzkich i innych gatunków zwierząt, była umiejętność układania opowieści abstrakcyjnych, baśni, legend. Jednoczenia wokół nich pragnień i działań. Tworzenia kultury. Przez tysiąclecia żywiły się tą potęgą religie, potem niektóre ruchy polityczne. Czeka nas opowiedzenie sobie i innym nowej baśni politycznej o Polsce – racjonalnej i nowoczesnej, otwartej i krytycznej, potrafiącej się zmierzyć z istotnymi wyzwaniami czasu, systemu i ograniczeń.

Witam w roku zmiany. Nawet jeśli nie mam racji, to nie ma co czekać, aż spadnie z nieba. Bo nie spadnie. Ani w tym, ani w następnym roku.

Wydanie: 1/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy