Bez lęku o przyszłość

Bez lęku o przyszłość

Kandydat do Senatu Adam Graczyński: Ja inwestuję w ludzi, w warsztat pracy

25 czerwca zostaną przeprowadzone na terenie dawnego woj. katowickiego wybory uzupełniające do Senatu. Kandydatem SLD jest Adam Graczyński, naczelny dyrektor Głównego Instytutu Górnictwa.

Urodził się w 1939 r. w Gorlicach, ale od 1947 r. jest związany ze Śląskiem. W Gliwicach skończył politechnikę i tam rozpoczął pierwszą pracę – jako asystent na wydziale chemii. Potem było wiele zakładów na terenie śląsko-zagłębiowskim, jednostek badawczo-rozwojowych, administracja państwowa. Był podsekretarzem stanu w Urzędzie Postępu Naukowo-Technicznego i Wdrożeń. Wszędzie ta sama opinia: znakomity organizator. Wtedy jeszcze nie było w obiegu pojęcie menadżer.
W styczniu 1989 r. został dyrektorem naczelnym Głównego Instytutu Górnictwa. Dziesięć lat i imponujący bilans. W ostatnich czterech latach zostały podwojone przychody z działalności rynkowej GIG. GIG zaczął intensywnie pracować na rzecz bezpieczeństwa pracy w górnictwie i środowiska.
Jeden z pracowników, dr Leszek Trząski, był związany etatowo wcześniej z Uniwersytetem Śląskim: – Trzeba było w pewnym momencie dokonać wyboru. Czy zostać na uczelni i robić fuchy gdzieś na boku, czy też w jednym miejscu realizować swoje plany i marzenia.
Wybrał to drugie. Czyli GIG.

Zamiana haseł

Co go skłoniło do tego, żeby rzucać się w politykę? Wybujałe ambicje?
– Na pewno nie chodzi o jakieś moje wybujałe ambicje – zaprzecza. – Ja kocham swoją stabilizację, ale chciałbym jeszcze czegoś więcej. Przepracowałem 37 lat, z czego większość na kierowniczych stanowiskach, byłem w swojej karierze wiceministrem, kieruję Głównym Instytutem Górnictwa. Mam doświadczenie. Moja decyzja właśnie stąd się wzięła. Chciałbym swoją wiedzę i doświadczenia wykorzystać w szerszym stopniu, na większą skalę. Zrobić coś, co sprawi, że to, o czym mówi każdy z kandydatów, w moim przypadku nie stanie się pustymi hasłami. Bo łatwo mówić o tym, że chodzi o dobro regionu, państwa, ludzi. Nie w tym rzecz. Mną kieruje pragmatyzm.
Ma program, ale nie po to, żeby go recytować. Po to, żeby go realizować. Nie musi nikogo przekonywać, że w biznesie ma coś do powiedzenia. Jest członkiem Rady Regionalnej Śląskiej Loży BCC. Nie musi opowiadać o tym, że zależy mu na czystym Śląsku. Zajmuje się tym nie tylko jako dyrektor GIG.
Od wielu lat przewodniczy Radzie Fundacji Ekologicznej Silesia. Jest pomysłodawcą powołania Polskiej Izby Ekologii i przewodniczącym jej rady. Ale do końca kadencji Parlamentu – jeśli nic się nie zmieni – pozostało piętnaście miesięcy. Mało. Graczyński ma jednak swoje zdanie.
– Ktoś może powiedzieć, że to za krótko, żeby w ogóle cokolwiek zrobić. Ja się z tym nie zgadzam. Bo to jest sto, dwieście ustaw. W tym dotyczących integracji z Unią Europejską i dwóch budżetów. To są ogromne problemy związane z polityką ekonomiczną, kwestiami prawno-organizacyjnymi, stworzeniem silnego lobby. Na co pozwala obecna sytuacja gospodarcza? Na wzrost dochodu, płac, na rozwój? Duża część dochodów budżetowych pochodzi ze sprzedaży majątku. To jest bardzo niebezpieczne. Prawo musi być przyjazne dla polskich przedsiębiorstw. A nie jest.

Liczą się konkrety

Ma świadomość, że ludzie coraz mniej chcą słuchać. Słowa i obietnice straciły znaczenie.
– Ja wiem, że ludzie są niecierpliwi. Patrzą na to, co się dzieje, przeżywają, tracą nadzieje. Zagrożeń jest coraz więcej. Niecierpliwość też może być niebezpieczna. Trzeba trochę realizmu. Stan państwa jest tak trudny, że od razu nic się nie zmieni. Ja mogę tylko powtórzyć, że dla mnie naprawdę nie są istotne hasła. Hasła są potrzebne do zdefiniowania programu. Dla mnie liczą się konkrety. Ile środków na wspomaganie eksportu, na budownictwo mieszkaniowe. Wicepremier Komołowski mówi, że w maju bezrobocie spadło. O 40 tys. osób. Ale za miesiąc wzrośnie, bo dojdą absolwenci szkół. Za tymi liczbami kryją się ludzie. Co to znaczy 2,5-milionowa rzesza bezrobotnych? To jest niewyobrażalny dramat społeczny i gospodarczy. Dotyczy to ludzi młodych i tych po czterdziestce. Młodzi nie mają możliwości normalnego startu, a jeśli ktoś po czterdziestce straci pracę, to praktycznie nie ma żadnych szans, żeby znaleźć nową.

Dwa warianty

Na Śląsku i w Zagłębiu złoty okres został już tylko wspomnieniem.
– Przyszłość tego regionu to dwa warianty: optymistyczny i pesymistyczny. Pesymistyczny zakłada, że nic się nie da zrobić, nic się na lepsze nie zmieni. Jedynie na gorsze. Region będzie cały czas przegrywał, bezrobocie rosło, stan bezpieczeństwa będzie się pogarszał, aż w końcu Śląsk i Zagłębie staną się miejscem, z którego można tylko jak najszybciej wyjechać, a nie miejscem, do którego warto przyjechać. Wariant optymistyczny to nadzieja, że tutejsze elity może zdobędą się na wspólne działania, na wspólny wysiłek i te wszystkie bariery zostaną przełamane, powstaną nowe miejsca pracy, będzie inwestować się w wykształcenie. A wariant realistyczny? Dla mnie wariantem realistycznym jest wariant optymistyczny. SLD ma taki program, który powinien pomóc to osiągnąć. Ludzie powinni ten program poprzeć.
Wstępne szacunki określają przypuszczalną frekwencję w wyborach uzupełniających na poziomie kilkunastu procent. To może mieć istotny wpływ na wynik. – W żadnych wyborach uzupełniających nie ma wysokiej frekwencji – mówi Graczyński. – Natomiast w demokracji nie idzie się przecież na barykady, ale bierze udział w podejmowaniu decyzji poprzez głosowanie. Za albo przeciw. Oczywiście, że wynik jest niewiadomą. Ale też oczywiście startuje się po to, żeby wygrać.
Czy gdyby wygrał, odszedłby z Głównego Instytutu Górnictwa?
– Sądzę, że mógłbym pogodzić obie funkcje – odpowiada Adam Graczyński. – GIG to jest XXI wiek. Ja inwestuję w ludzi, w warsztat pracy. Sprawdza się menedżerski sposób zarządzania. Decentralizacja plus konsekwencja. Nie ograniczam czasu, inwencji. Liczą się efekty, kreatywność. Każdy zna swoje miejsce, wie, co do niego należy. Trochę to zastanawiające, ale mam takie wrażenie, że na Śląsku nie ceni się dobrego zarządzania.

Po prostu normalnie

Cały swój program streścił w haśle wyborczym: “Żyć godnie i bez lęku o przyszłość”. Kiedy na konferencji, zorganizowanej przy okazji prezentacji programu rewitalizacji jednej ze śląskich rzek, padło pytanie: – Czy my tego doczekamy? – odpowiedział: – Na pewno doczekamy.
– Czego jeszcze chciałbym doczekać oprócz czystego, bezpiecznego i bogatego kraju i Śląska? Sprawnego zarządzania państwem. Żeby robili to ludzie najlepsi z najlepszych. Nie bardzo wyobrażam sobie nasze miejsce w Unii Europejskiej bez odpowiedniego doboru kadr. W sumie – tak jak przecież każdy – chciałbym doczekać po prostu normalności.
Niedawno wyczytał w prasie, że zakon ojców franciszkanów chce zbudować pod Pilicą centrum ekologiczne. Szybko rosnące rośliny mają służyć po ścięciu do ogrzewania pomieszczeń. Tania i czysta technologia. Szybko zdecydował o nawiązaniu kontaktu z Instytutem Hodowli Roślin w Bydgoszczy i braćmi zakonnymi. Minęły dwa miesiące. Rośliny mają już pół metra.

Wydanie: 25/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy