Bezkarność naćpanych kierowców

Bezkarność naćpanych kierowców

330 tys. kierowców jeździ po zażyciu narkotyków.
Dwa razy więcej niż po alkoholu

Zdjęcia zmasakrowanego samochodu osobowego 2 stycznia 2012 r. trafiły do niemal wszystkich portali internetowych, TVN, lokalnej telewizji i prasy dolnośląskiej. W wypadku na autostradzie A4 zginęła 29-letnia kobieta oczekująca na pasie awaryjnym na pomoc drogową. Pozostawiła rodziców, pełnych bólu i cierpienia, dla których śmierć córki jest największą tragedią. Nie miała żadnych szans, samochód ciężarowy z wielotonowym ładunkiem wjechał z pełną prędkością na pas awaryjny, staranował prawidłowo ustawiony i oświetlony samochód osobowy i zabił stojącą przy nim kobietę. Jej śmierć należy traktować jak zabicie pieszego – stała między samochodem a barierką, sygnalizowała awarię wystawionym trójkątem ostrzegawczym. Z badań toksykologicznych przeprowadzonych na zlecenie Prokuratury Rejonowej w Oławie wynikało, że sprawca wypadku, kierowca samochodu ciężarowego z przyczepą, był pod wpływem amfetaminy.
Zdarzenie to było jednym z tysięcy wypadków powodowanych przez kierowców pod wpływem alkoholu lub narkotyków. W latach 2006-2008 Komenda Główna Policji, Instytut Ekspertyz Sądowych i Instytut Transportu Drogowego przeprowadziły badania w celu określenia liczby prowadzących pojazdy pod wpływem alkoholu i narkotyków. Badania te objęły ponad 4 tys. kierowców, były anonimowe i dobrowolne. Stężenie alkoholu przekraczające 0,2 promila wykryto u 1,02% zbadanych kierowców, a 2,53% prowadziło pojazd po zażyciu narkotyków. Jeżeli prawo jazdy kategorii B ma w Polsce 13 mln osób, oznacza to, że po drogach porusza się co najmniej 130 tys. kierowców pod wpływem alkoholu i 330 tys. po zażyciu narkotyków (np. amfetaminy, kokainy, marihuany). Tymczasem kierowcy są badani przede wszystkim na zawartość alkoholu. Badania na obecność narkotyków są sporadyczne – nie przeprowadza się ich nawet po wypadkach ze skutkiem śmiertelnym.

Ofiar coraz więcej

W 2011 r. w Polsce wydarzyło się 40.065 wypadków drogowych, o 1233 więcej niż w roku 2010. Ich wynikiem była śmierć 4189 osób, o 282 więcej niż rok wcześniej. Zwiększyła się również liczba rannych – z 48.952 w 2010 r. do 49.501 w 2011 r. Analiza danych publikowanych przez Komendę Główną Policji wskazuje, że najważniejszym czynnikiem sprawczym wypadków ze skutkiem śmiertelnym jest człowiek. W 2011 r. 67,8% wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowali kierowcy, 18% – piesi, a w 2,2% współwinnymi byli pasażerowie. Przyczyny 12% wypadków nie zostały ustalone.
Szczególną rolę w statystyce wypadków drogowych odgrywają ciężarówki. Już w 2005 r. w artykule „Ciężarówki wiozą śmierć” („Przegląd”, nr 41/2005) znalazła się informacja, że te samochody – stanowiące wówczas ok. 15% pojazdów jeżdżących polskimi drogami – uczestniczyły w ok. 20% wypadków, w których zginęła aż co trzecia spośród wszystkich ofiar, ranna zaś została co piąta.
Niemal każdy prowadzący pojazd co najmniej raz cudem uniknął zderzenia z ciężarówką, gdyż ich kierowcy całkowicie lekceważą pozostałych uczestników ruchu drogowego. Rozmawiając przez CB-radio, nazywają ich szczurkami.

Zaniedbania policji

Wydawałoby się, że działania policji i prokuratury podejmowane po wypadku, w którym były ofiary śmiertelne, są ściśle określone. Powinny one zmierzać do ustalenia sprawcy, przyczyn, okoliczności i świadków wypadku. Obowiązkiem jest zabezpieczenie śladów, zatrzymanie sprawcy i jego prawa jazdy, niezwłoczne spowodowanie pobrania krwi do badania zawartości alkoholu, narkotyków i innych substancji odurzających. Tymczasem po wspomnianym na wstępie wypadku policja tego wszystkiego nie zrobiła, nie spisała też świadków zdarzenia, mimo wielogodzinnego zatrzymania ruchu. Na poboczu pozostały niezabezpieczone szczątki rozbitych pojazdów.
Powszechne jest niewykonywanie badań na obecność środków odurzających i narkotyków, nawet u kierowców, którzy spowodowali wypadek ze skutkiem śmiertelnym.
W sytuacji, gdy w wypadku drogowym uczestniczy ciężarówka firmy transportowej, decyzją prokuratury natychmiast powinny zostać zabezpieczone: dokumentacja tej firmy i samego pojazdu, tachograf, karta kierowcy, wykazy czasu pracy i badania lekarskie. Niestety, często się tego nie robi, co umożliwia firmie „skorygowanie nieprawidłowości” i zacieranie dowodów. Zaniedbania policji i prokuratury skutkują niepełną dokumentacją powypadkową, błędami podczas zbierania dowodów i zabezpieczania śladów, co z kolei powoduje błędy w opiniach biegłych. Prowadzi to w konsekwencji do niewykrycia sprawcy lub nieustalenia właściwego sprawcy, błędnego stwierdzenia przyczyn wypadku oraz do uniknięcia kary przez firmy transportowe.
Bardzo często sprawca wypadku nie jest zatrzymywany w areszcie, a nawet nie traci prawa jazdy.
Łaskawość sądów

Orzecznictwo sądowe dotyczące wypadków śmiertelnych spowodowanych przez kierowców nietrzeźwych lub po zażyciu środków odurzających cechuje wyjątkowa niekonsekwencja, przypadkowość i łagodność. Porównując najlepiej znane i najczęściej ostatnio komentowane w prasie wyroki sądowe, można stwierdzić, że sądy skazują sprawców wypadków śmiertelnych, którzy byli pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, średnio na karę około czterech lat pozbawienia wolności w przeliczeniu na jedną ofiarę śmiertelną.
Według obecnego stanu prawnego w Polsce maksymalna kara za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym przez sprawcę będącego pod wpływem alkoholu lub narkotyków to 12 lat więzienia. Nie ulega zatem wątpliwości, że sędziowie, łagodnie traktując alkoholików i narkomanów za kierownicą, nie powstrzymują tragicznego żniwa śmierci na polskich drogach. Powstaje przekonanie, że w państwie prawa prawo nie jest egzekwowane, a nawet można zaryzykować tezę, że istnieje przyzwolenie na zabijanie.

Łagodne prawo

Przekonanie ustawodawców, że w procesie tworzenia prawa najważniejsza jest nieuchronność kary, rozmija się z oczekiwaniem społeczeństwa, które uważa, iż ważniejsza jest represyjność. Czym jest owa nieuchronność, gdy kara zostaje zawieszona, a sprawca wypadku oddycha z ulgą, że znów się udało? Ktoś, kto siada za kierownicą po alkoholu lub narkotykach, powinien mieć świadomość, że za spowodowanie wypadku śmiertelnego naraża się nawet na 25 lat więzienia lub dożywotnie pozbawienie wolności. Dopiero wówczas skończy się horror na polskich drogach, a statystyki śmiertelnych wypadków zaczną przypominać te z krajów Europy Zachodniej.
Innym patologicznym objawem w polskim prawie jest słowo MOŻE. Policjant, prokurator lub sędzia MOŻE zarządzić: zatrzymanie sprawcy w areszcie, odebranie prawa jazdy, zbadanie krwi nie tylko na zawartość alkoholu, ale również środków odurzających itp. Pojęcie „może” jest korupcjogenne, gdyż podejmujący decyzje może ulegać „sile argumentów”. Dlatego fakultatywność omawianych działań powinna zostać zastąpiona obligatoryjnością, tak aby nie powtarzały się sytuacje, gdy zabójca nadal jeździ samochodem mimo toczącego się postępowania karnego. Po spowodowaniu wypadku śmiertelnego obligatoryjne powinno być badanie krwi sprawcy na zawartość alkoholu, narkotyków oraz innych środków odurzających. Obowiązkiem prokuratora i policji powinno być również zarządzenie pobrania i zbadania włosów sprawcy, aby ustalić zawartość narkotyków w organizmie i wyjaśnić, czy jest on nałogowym narkomanem.
Żadne jednak działania nie poprawią tragicznej sytuacji na polskich drogach, jeśli nie dokona się zmian ustawodawczych i nie obejmie się aktem oskarżenia również zarządów i właścicieli firm transportowych. Obecny stan prawny i praktyka stosowania prawa pozwala im bowiem uniknąć odpowiedzialności nawet wówczas, gdy permanentnie naruszają polskie przepisy (Kodeksu pracy, Kodeksu drogowego itp.) oraz rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE nr 561/2006) dotyczące m.in. pracy kierowców.

Pozorne kontrole

Przejawem słabości naszego państwa jest także brak właściwego nadzoru nad firmami transportowymi. Inspektoraty ruchu drogowego i Państwowa Inspekcja Pracy najczęściej pozorują przeprowadzenie kontroli, wpisując do protokołu mało znaczące uwagi. Dopiero gdy kontrola zostaje zlecona przez prokuraturę, okazuje się, jak poważne bywają naruszenia prawa w firmach transportowych. Nagminne są przekraczanie czasu pracy kierowców, fałszowanie tachografów przez stosowanie magnesów, fałszowanie kart pracy, brak aktualnych badań lekarskich i psychologicznych kierowców, brak kart oceny ryzyka dla kierowców z uwzględnieniem zagrożeń związanych z zaśnięciem w czasie pracy, zażywaniem środków odurzających itp. Będąc pod presją zarządów firm, które domagają się intensyfikacji pracy i generowania jak największych zysków, kierowcy wypracowali wiele metod omijania prawa. Jedną z nich jest jazda parami samochodów i zamienianie się miejscami, gdy kierowca wyczerpał limit czasu pracy. W pogoni za zyskiem spółki transportowe zmuszają kierowców do stosowania stymulatorów, a niekiedy spedytorzy sami zaopatrują ich w amfetaminę.
Obecny system kontrolowania firm transportowych jest korupcjogenny i jedynym wyjściem z sytuacji wydaje się zorganizowanie systemu nagłych kontroli spółek, dokonywanych przez centralne inspektoraty nadzoru transportowego po przeprowadzeniu kontroli przez inspektoraty lokalne. Takie działania muszą być poprzedzone zmianami w przepisach prawa.

Co trzeba zmienić

W latach 2001-2011 w Polsce odnotowano 528.164 wypadki drogowe, z 57.082 ofiarami śmiertelnymi. To tak, jakby z mapy kraju zniknęło średniej wielkości miasto. Z tej liczby ok. 12% zostało zabitych przez kierowców będących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Nakazem chwili jest więc podjęcie zdecydowanych kroków w celu przeciwdziałania tej patologii. Do najważniejszych należą:
1. Obligatoryjne zatrzymywanie sprawcy wypadku śmiertelnego w areszcie, zatrzymanie jego prawa jazdy, natychmiastowe pobranie krwi do badania zawartości alkoholu, narkotyków i innych substancji odurzających, a także próbek włosów do badania obecności narkotyków. Już samo stwierdzenie prowadzenia pojazdu przez kierowcę będącego pod wpływem środków odurzających powinno się kończyć natychmiastowym odebraniem prawa jazdy na okres pięciu lat przy pierwszym przestępstwie tego typu, a w warunkach recydywy na okres 10 i więcej lat.
2. W sytuacji, gdy sprawcą wypadku jest kierowca ciężarówki firmy transportowej, decyzją prokuratury natychmiast powinna zostać zabezpieczona dokumentacja firmy go zatrudniającej, tachograf, karta kierowcy, zapisy GPS i dokumentacja pojazdu. Prokuratura powinna rozpocząć postępowanie wyjaśniające w związku z możliwością naruszenia prawa przez zarząd lub właściciela firmy transportowej.
3. Niezbędna jest zmiana prawa karnego w kierunku zaostrzenia kar za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Minimalną karą za takie przestępstwo powinno być osiem lat pozbawienia wolności bez zawieszenia kary oraz orzeczenie dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Natomiast wypadek śmiertelny spowodowany pod wpływem alkoholu lub środków odurzających powinien być kwalifikowany jak zabójstwo. Kierowca bowiem, siadając za kółkiem w stanie odurzenia alkoholowego lub narkotykowego, zdaje sobie sprawę, że na skutek wypadku może stracić życie niewinna osoba, i równocześnie godzi się na to.
4. Zmiana przepisów powinna także iść w kierunku obligatoryjnego przeprowadzania kontroli przestrzegania prawa pracy i kodeksu drogowego w spółkach transportowych. Po stwierdzeniu naruszenia tych przepisów aktem oskarżenia należałoby objąć zarząd i właściciela firmy transportowej zatrudniającej kierowcę – za niedopełnienie obowiązków, brak właściwego nadzoru i dopuszczenie do naruszeń prawa. Wyrok sądu karnego pomógłby poszkodowanym w dochodzeniu odszkodowań i zadośćuczynienia przed sądem cywilnym.
5. Ponieważ na tragiczny stan bezpieczeństwa na polskich drogach znaczny wpływ ma niewydolność Inspekcji Pracy i Inspektoratu Transportu Drogowego w zakresie kontroli firm transportowych, konieczna jest organizacja niezależnego systemu weryfikacji wyników kontroli.
Wdrożenie tych zmian w odniesieniu do kierowców, którzy prowadzą pojazd po zażyciu szeroko rozumianych substancji odurzających i powodują pod ich wpływem wypadki ze skutkiem śmiertelnym, jest nakazem chwili. Wzorem dla Polski powinna być zainicjowana obecnie w USA akcja przeciwko odurzonym kierowcom. U nas rozwija się kampania „Tiry na tory”, coraz częściej także zwoływane są marsze protestu i akcje społeczne. Jedynie wspólne działania wielu instytucji i osób pokrzywdzonych mogą przerwać krąg milczenia wokół tysięcy osób zabijanych przez piratów będących pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Najwyższa pora, by władze państwowe zrozumiały, że ponoszą odpowiedzialność za brak bezpieczeństwa korzystających z polskich dróg. Czas zakończyć śmiertelne żniwo na polskich drogach.

Z ostatniej chwili

Sprawca opisanego na początku wypadku jest na wolności, mimo że grozi mu kara 12 lat więzienia. 26 listopada br. Sąd Okręgowy we Wrocławiu uchylił wobec niego areszt. Nic nie stoi na przeszkodzie, by oskarżony uciekł za granicę.
Rodzice zabitej w wypadku kobiety będą skarżyć do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości nierealizowanie przez państwo polskie zaleceń Unii Europejskiej w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Jerzy Hanuza
Urszula Ropuszyńska-Hanuza

Wydanie: 49/2012

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonimowy
    Anonimowy 4 lutego, 2013, 09:48

    Jak wielki musi być Państwa ból – coś nieprawdopodobnego! Córka, która wiele dałaby jeszcze naszej Polsce, została zabita przez jakiegoś ćpuna w wielotonowym pojeździe. I policja, która znowu popełnia błędy w zbieraniu danych. Szokujące, że badanie krwi zrobiono po paru miesiącach (na narkotyki) – to skandal, za który ktoś powinien polecieć ze stanowiska!
    Często ludziska podpisują jakąś kredytową umowę, ale ignorują zapisy małymi literkami. Potem przegrywają w sądach, bo czegoś nie doczytali. Dlaczego zatem kierowcom zawodowym nie dajemy do podpisania umowy, że „jeśli spowodują śmiertelny wypadek pod wpływem narkotyków albo alkoholu, to wyrażają zgodę na poniesienie kary 1-25 lat więzienia”? Umowa kredytowa jest ważniejsza od umowy o życie?
    I dlaczego nie są podawane nazwiska takich zabójców? Proszę wskazać inne państwo, w którym ukrywane są takie dane. Tam podawane są dane podejrzanych a u nas nawet skazanych nie podają – kolejny polski durnowaty obyczaj. Czy Polacy są temidowymi kretynami?

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonimowy
    Anonimowy 4 lutego, 2013, 18:46

    Współczuję tragedii, ale mało rzetelnym jest artykuł pisany przez rodziców ofiary wypadku drogowego w nim opisanego. Pewnie dlatego propozycje po tytułem „co trzeba zmienić” są zwyczajnie idiotyczne bowiem wprost zakładają zrównanie odpowiedzialności za przestępstwo nieumyślne jakim jest spowodowanie wypadku drogowego z umyślnym jakim jest zabójstwo. Kara za zabójstwo też zaczyna się od 8 lat. Ciekawe czy autorzy tego „artykułu” dalej popieraliby takie rozwiązania gdyby jedno z nich na śliskiej drodze wpadło samochodem w poślizg i w efekcie najechało na pieszego który zginąłby na miejscu. I wtedy obligatoryjnie do aresztu, a potem na osiem lat do więzienia? Przecież to czysty idiotyzm. Szkoda też, że autorzy ukrywają fakt, że w artykule piszą o sobie i swojej córce, a także to że chyba nie mają najmniejszego pojęcia o prawie karnym, a mimo to proponują w nim zmiany. Artykuł jest żenująco słaby. Szkoda, bo problem istnieje.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Anonimowy
    Anonimowy 7 lutego, 2013, 12:19

    Rozprawmy się w końcu z pijakami i narkomanami za kierownicami

    W koszmarnym wypadku uczestniczyła pani Magdalena (29 lat). Sąd orzekł wobec oskarżonego dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Prokurator domagał się 10 lat pozbawienia wolności, ale sędzia zawyrokował tylko 7. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Zapewne opinia publiczna oczekiwała sytuacji odwrotnej – prokurator chciałby 7, zaś sędzia dałby 10 lat. Gdyby wszyscy prokuratorzy i sędziowie byli wzorowymi, uczciwymi i mądrymi obywatelami, to wyroki byłyby zbieżne z odczuciami społecznymi, jednak często się zdarza, że takimi nie są (i te osoby, i te wyroki).
    Do tragedii doszło 2 stycznia 2012 roku, czyli rok temu, na autostradzie A4, w okolicach Oławy. Samochód ciężarowy wjechał z pełną prędkością na pas awaryjny, staranował prawidłowo ustawiony i oświetlony samochód osobowy oraz przejechał stojącą przy nim p. Magdę (przebywała między autem a barierką, sygnalizowała awarię prawidłowo wystawionym trójkątem ostrzegawczym, oczekując na pomoc drogową). Nie było śladów hamowania a tir zatrzymał się pół kilometra dalej.
    Podczas procesu biegli w sposób niebudzący żadnych wątpliwości orzekli, że sprawca wypadku był pod wpływem amfetaminy. Dla tego typu zdarzenia Kodeks karny przewiduje dla sprawcy do 12 lat więzienia. Prokurator podkreślił, że nie ma żadnych okoliczności łagodzących dla sprawcy, bowiem od kierowcy zawodowego, który prowadzi ciężki samochód, wymaga się dochowania szczególnej ostrożności i przestrzegania przepisów. Jeżeli kierowca zawodowy ma zaplanowany kurs tuż po Nowym Roku, to jest zobowiązany do odpoczynku i odpowiedniego przygotowania się do jazdy. Jeżeli jednak sprawca świętował Nowy Rok, to nie powinien wyjechać w trasę. Zdaniem prokuratora było to zabójstwo! Może jednak zorganizować sędziom kursy orzekania sprawiedliwych wyroków? Powinny być jakieś zalecenia, aby wszyscy sędziowie wydawali podobne wyroki w podobnych sprawach, czyli aby nie obrażali poczucia sprawiedliwości, skoro nie mogą dać dożywocia za tego typu przestępstwa. Tu powinno być co najmniej 10 lat i wcześniejsze wyjście po co najmniej 75% odsiadki.
    Pogrążona w rozpaczy rodzina uważa, że nie ma w tej sprawie żadnych okoliczności przemawiających na korzyść oskarżonego. Z opinii, badań i zeznań wynika, że kierowca świętował dwie noce oraz cały dzień i zamiast odpocząć, zażył amfetaminę, usiadł za kierownicą, pojechał i zabił. Rodzina uważa, że zawodowy kierowca wykazał się okrucieństwem, głupotą, brakiem wyobraźni i arogancją, czyli czynnikami wyłącznie obciążającymi.
    Feralnego dnia p. Magda jechała do pracy. Była dziewczyną wesołą, zawsze uśmiechniętą, nieprzeciętną i niezwykłą – ukończyła szkołę muzyczną, posiadała dyplomy ukończenia trzech wyższych uczelni, znała trzy języki obce, świetnie jeździła na nartach i desce śnieżnej oraz bardzo dobrze pływała. Nie bała się żadnej pracy, była energiczna i zdecydowana oraz chętna do pomocy, dobrze zorganizowana, odpowiedzialna i pełna pomysłów. Miała wspaniałe plany na przyszłość, które przerwał drogowy bandyta, zabijając wzorowego obywatela RP, który wiele jeszcze dałby swej Ojczyźnie. A kim był zabójca i i co takiego uczynił dla swego kraju? Pochlał sobie, poćpał (jak przystało na stereotypowego Słowianina – w zachodnich mediach znowu ugruntował się ten stereotyp!) i wyruszył w drogę, bo musiał zawlec jakiś zafajdany towar w inne miejsce, towar, który powinien być wożony transportem kolejowym lub wodnym, towar, na który czekali złaknieni rodacy w jakichś supermarketach, towar, na którym jest krew wzorowego obywatela i nikczemność obywatela cokolwiek przecież niższej kategorii.
    W latach 2006-2008 Komenda Głowna Policji, Instytut Ekspertyz Sądowych i Instytut Transportu Drogowego przeprowadziły badania w celu określenia liczby prowadzących pojazdy pod wpływem alkoholu i narkotyków. Na ich podstawie oszacowano, że pośród 13 mln posiadaczy prawa jazdy kategorii B, po drogach porusza się co najmniej 130 tys. kierowców pod wpływem alkoholu i 330 tys. po zażyciu narkotyków.
    Obywatel polski – w porównaniu z jego odpowiednikiem w bardziej cywilizowanych państwach – ma pecha, czyli większe prawdopodobieństwo utraty życia na naszych drogach, bowiem rodacy piją, ćpają, są przemęczeni, wożą towary, które powinny jeździć po torach, drogi są gorszej jakości a pojazdy są przestarzałe i często nie spełniają wymogów bezpieczeństwa (techniczne usterki oraz fałszerstwa dokumentów i tachografów). Z każdej setki naszych obywateli, zapewne połowa żyłaby znacznie dłużej, gdyby urodzili się i mieszkali w lepiej zorganizowanych i zarządzanych społeczeństwach. Tu, nad Wisłą, płacimy frycowe w postaci gorszych warunków życia (praca – dochody) oraz większej umieralności (i to nie tylko w aspekcie ruchu drogowego).
    Jak wielki musi być ból Rodziny – coś nieprawdopodobnego! Córka, która wiele dałaby jeszcze naszej Polsce, została zabita przez jakiegoś ćpuna, szarżującego wielotonowym pojazdem. Popełniono błędy w zbieraniu danych – szokujące, że badanie krwi (na narkotyki) zrobiono dopiero po paru miesiącach; to skandal, za który ktoś powinien polecieć ze stanowiska!
    Często ludziska podpisują jakąś kredytową umowę, ale ignorują (nie doczytują, lekceważą) zapisy małymi literkami. Potem przegrywają w sądach, bo czegoś nie przeczytali. Inni rodacy często przyznają sądom i cwaniakom rację – nie przeczytałeś, zatem to twoja wina! Dlaczego zatem kierowcom zawodowym nie dajemy do podpisania umowy – „jeśli spowoduję śmiertelny wypadek pod wpływem narkotyków albo alkoholu, to wyrażam zgodę na poniesienie kary 15-25 lat więzienia”? Umowa kredytowa jest ważniejsza od umowy o życie? Pierwsza umowa zwykle warta jest kilkanaście tysięcy złotych a sądy i komornicy ścigają za taką kasą latami, natomiast koszty tragicznego wypadku drogowego idą w setki tysięcy złotych, człowiek traci (bezcenne!) życie w sposób nieodwracalny, nikt nie może tej straty powetować, jednak sądy jakoś nie nasyłają na sprawców tragedii komorników, którzy by zastosowali procedury wdrażane wobec oszukanych przez parabanki. Czy drogowego zabójcę zlicytowano kiedykolwiek? Puszczono z torbami? A przecież czyniono to wobec ludzi zalegających jedynie z płatnościami porównywalnymi z ceną przeciętnego używanego auta – oto ludzka sprawiedliwość!
    Wydawane zawodowe prawo jazdy powinno zawierać deklarację – „Niniejszym wyrażam zgodę na natychmiastową utratę pracy w zawodzie kierowcy, jeśli zawartość alkoholu lub narkotyków w moim organizmie przekroczy dopuszczalne stężenie, a jeśli doprowadzę do tragicznego wypadku – na podanie moich danych do publicznej wiadomości i na uwięzienie mnie na co najmniej 15 lat bez prawa do wcześniejszego opuszczenia zakładu karnego. Zgadzam się ponadto na zlicytowanie mojego majątku w celu pokrycia wszystkich strat wynikłych z wypadku spowodowanego przez mnie, w tym kosztów leczenia, pogrzebów oraz zgadzam się na podanie moich danych do publicznej wiadomości”.
    Należy zbadać przebieg kariery zawodowej kierowców, którzy spowodowali tragiczne wypadki pod wpływem alkoholu lub narkotyków, bowiem może się okazać, że już wcześniej byli notowani za podobne przestępstwa, zatem już przed ostatnią tragedią powinni być wykluczeni z zawodu – w takim przypadku odpowiedzialność za śmierć i cierpienia ofiar spada nie tylko na kierowców i Skarb Państwa powinien wypłacić dodatkowe odszkodowanie z tytułu zbagatelizowania sprawy.
    Wszyscy kierowcy, po ujawnieniu powyższych przekroczeń, powinni być aresztowani i finansowa kara zależałyby od zawartości omawianych substancji, jednak odosobnienie trwałoby co najmniej tydzień, zaś zwolnienie następowałoby po uiszczeniu przynajmniej 20% wartości pojazdu, jednak nie mniej niż równowartość jednej płacy minimalnej i nie więcej niż 20 takich płac. Osoby publicznego zaufania miałyby podniesione dolegliwości o 25% (czas odosobnienia) i 50% (opłaty).
    Osoby użyczające swoje pojazdy, które byłyby prowadzone przez kierowców będących pod wpływem określonych substancji, doskonale wiedziałyby, że w omawianych sytuacjach sąd nakaże wykupienie pojazdu z policyjnego parkingu, przy czym wpłaty mógłby dokonać właściciel, który później, w osobnym procesie, mógłby dochodzić swej wyłożonej kwoty od takiego kierowcy. Jeśli pożyczasz komuś auto lub pistolet, to odpowiadasz za czyny dokonane przez przestępcę, jeśli wiedziałeś w jakim jest stanie albo w jakim być może, bo były sygnały o tym świadczące. Musisz liczyć się z kłopotami natury prawnej, etycznej i finansowej, bowiem pożyczyłeś komuś przedmiot wykorzystany w przestępstwie.
    Firmy posiadające środki transportu powinny ubezpieczać się od negatywnej kontroli i wypadku spowodowanego przez ich kierowców spożywających opisane substancje. W razie dojścia do powyższych zdarzeń, firmy uiszczałyby kary finansowe i występowałyby o rekompensatę do towarzystwa ubezpieczeniowego, przy czym kierowca powinien partycypować w karze w odrębnie ustalonej wysokości (np. jego miesięczna płaca i to bez uczestnictwa w poważnym wypadku). Każde takie wydarzenie powodowałoby podniesienie składek danej firmy odprowadzanej do towarzystwa ubezpieczeniowego, zatem właścicielom przedsiębiorstw zależałoby na zatrudnieniu kierowców rzetelnych (w tym niepijących i nienarkotyzujących się), bowiem tacy pracownicy obniżaliby koszty utrzymania firm. Jeśli właścicielowi udowodniono by, że wiedział, że jego kierowca zażywa zabronionych substancji, to również powinien być pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
    Proszę wskazać państwo, w którym ukrywane są dane przestępców. W cywilizowanych państwach ujawniane są dane podejrzanych, a cóż dopiero skazanych. Dlaczego nie są u nas podawane nazwiska takich drogowych zabójców, będących pod wpływem używek? Czyżby przykład na kolejny polski durnowaty obyczaj, tym razem oparty na przesadnej ochronie danych osobowych? Dane tego drogowego bandyty powinny być ujawnione tuż po wykryciu zabronionych substancji w organizmie bez czekania na wyrok. Ponadto powinny być podane szczegóły poniesionych przez niego kosztów. Czy towarzystwa ubezpieczeniowe nakazały mu zapłacić za wszystkie straty spowodowane jego czynem? Kto zapłacił za likwidację skutków wypadku? Kto zapłacił za pogrzeb? Wszak jeśli wybijemy komuś szybę, to musimy za to mu zapłacić, ale jeśli zabijemy człowieka, to prawo tu całkowicie zawodzi! Każdy obywatel powinien mieć wgląd w internetowy informator – gdzie znajduje się przestępca, czy istotnie przebywa w więzieniu (i w którym), czy jest na przepustce, czy mu ten okres dodano do okresu kary, jakie koszty poniósł do danej chwili, jakie kwoty jeszcze zalega.
    Rodziny ofiar mają (wg mnie) niepisane prawo do publikowania w internecie swoich artykułów na temat tragicznych wypadków włącznie z podawaniem nazwisk sprawców i zamieszczeniem ich wizerunków, niezależnie od stanowiska sądów w tej materii. Mają także prawo publikować nazwy firm zatrudniających pijaków i narkomanów. Jeśli rodziny uważają, że urzędnicy i funkcjonariusze popełnili rażące błędy podczas śledztwa i procesu, to mają prawo to opisać włącznie z podaniem nazwisk. Jeśli uważają, że wyrok zapadł zbyt niski, to mają prawo to skomentować a nawet wyrazić swoje oburzenie! Mają także prawo zamieszczać w prasie ogłoszenia dotyczące koszmarnych wypadków, w których przecież także są ofiarami. Takie jest prawo każdego obywatela, który chce opisać jakiekolwiek wydarzenie i to mu gwarantuje Konstytucja. Prawo do rozpowszechniania informacji i prawo innych obywateli do otrzymywania informacji. Opinie sądów są niższej rangi, niż ustawa zasadnicza! Sądy mogą zabraniać takich publikacji, ale dla autorów rozpaczliwych tekstów opisujących krzywdę są konstytucyjnie uprawnione – są ponadto uświęcone krwią swoich bliskich! Zamiast linczu niech mają choć prawo do publikacji! Oczywiście, poszkodowane rodziny powinny to uczynić w sposób wyważony i możliwie obiektywny, choć w opisanych przypadkach zapewne nie będzie to łatwe, zatem Państwo powinno zapewnić bezpłatną poradę psychologa i prawnika.
    Takich tragedii można by uniknąć, gdyby ludzie tacy jak opisany kierowca starali się myśleć; jeśli nie potrafią albo nie chcą – niech pracują w zawodach niezagrażającym współobywatelom. Po makabrycznym zbiorowym gwałcie w Indiach, tamtejsze sądy będą surowiej traktować tego typu przestępców (a przecież były przed tragedią i po niej będą równie niezawisłe). Czy opisany wypadek zmieni cokolwiek w polskim prawie? Ilu jeszcze musi zginąć naszych rodaków, aby poważnie zajęto się pijaństwem i narkomanią na polskich drogach? Może nasi politycy i prawniczy specjaliści przestana ględzić o byle czym, ale się wezmą za konkretne rozwiązania zwalczające patologię na naszych drogach?!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy