Bezpieczna przyszłość na państwowym

Bezpieczna przyszłość na państwowym

Pytałam w Sejmie posłów AWS, jak zamierzają przeżyć “czas opozycji”

Poseł X z AWS popija żubrówkę z sokiem jabłkowym i zastanawia się. – Najwięcej o tym, gdzie politycy Akcji będą szukać zatrudnienia po przegranych wyborach, to może wiedzieć poseł Zygmunt Berdychowski z SKL. No i może poseł Tomasz Karwowski z KPN. Analizowanie AWS-owskich karier to jego hobby – mówi. On sam nie zastanawiał się jeszcze nad własną przyszłością. Tym bardziej nad cudzą, ale przyznaje, że problem jest.
– W 1997 r. przed wyborami parlamentarnymi nie było wśród polityków SLD specjalnej obawy, po prostu nie spodziewali się, że przegrają wybory. Moi koledzy są w lepszej sytuacji, wiedzą, co się szykuje – śmieje się nasz rozmówca. Ale zastrzega jednocześnie, że “paniki nie ma, bo jeśli nie będzie przyśpieszonych wyborów, to Akcji został rok rządów”. – A to dużo. Można się rozejrzeć, pogadać tu i tam, zacząć chodzić koło sprawy.
– Najlepiej byłoby znowu załapać się do parlamentu – troska się poseł X. – Uda się to, plus minus, co dziesiątemu parlamentarzyście AWS. Niektórzy z obecnych posłów myślą już więc o wyborach samorządowych. Funkcja radnego to niezła fucha, można przeczekać, aż prawica się odegra. Politycy z Warszawy, gdzie są urzędy centralne, widzą swą szansę w ustawie o służbie cywilnej. Urzędników służby cywilnej, zatrudnionych w ministerstwach, nie można odwołać. Co najwyżej można ich przenieść na inne stanowisko albo odsunąć od wykonywania obowiązków, ale pensje trzeba im płacić – mówi X.

Prywatyzacyjny wyścig z czasem

– Nieźle jest załapać się do rad nadzorczych i zarządów spółek z udziałem skarbu państwa. Kadencja trwa tam trzy lata. Teraz, we wrześniu, październiku i listopadzie są powoływane nowe rady. W sumie jest około 6 tysięcy członków rad i tyle samo ludzi w zarządach. Nowa władza może ich odwołać przed upływem kadencji, ale będzie miała z tym problem. Musiałaby znaleźć powody do zwolnień, tak by nie było procesów o wyrzucenie z pracy ze względów politycznych, a nie merytorycznych. Jeśli jakaś firma nie jest całkowicie sprywatyzowana i skarb państwa ma w niej ponad 51%, wówczas nowy minister skarbu może zmienić kadrę kierowniczą bez większych problemów. Trudniej to zrobić tam, gdzie skarb państwa utracił pakiet większościowy lub nie ma żadnych udziałów. Dlatego też nasi prywatyzują wszystko, co mogą, z dużym pośpiechem. Zresztą ekipa SLD-PSL robiła to samo. Obecnie jest sprywatyzowanych 1800 zakładów pracy. Myśmy sprywatyzowali największe firmy: KGHM “Polska Miedź”, PZU, Telekomunikacja Polska, Koncern Naftowy “Orlen” itp. W prywatnych firmach ciężko będzie nowej władzy skłonić udziałowców do zmiany kadry kierowniczej – uważa X.
– Ale przecież właścicielom może zależeć na poparciu nowej ekipy rządzącej, więc za cenę tej życzliwości udziałowcy mogą pozbyć się niewygodnych pracowników – zastanawiamy się.
Poseł X uśmiecha się. – I tak, i nie. W końcu nasi ludzie znają czasami nie najbardziej uczciwe kulisy prywatyzowania różnych firm. Wiedzą, dlaczego wygrał ten, kto niekoniecznie oferował najlepsze warunki. Ta wiedza może być niebezpieczna, a i znaczenia długów wdzięczności nie można nie doceniać – mówi X.

Jak nie żona,
to choć szwagier

Na owe długi wdzięczności musiał liczyć szef AWS, Marian Krzaklewski, gdy z pominięciem prawa związkowego “załatwiał” członkom Komisji Krajowej udział w radach nadzorczych. Ale nie w tych regionach, gdzie byli szefami. I tak np. Wacław Marszewski, przewodniczący Regionu Górnośląskiego “S”, jest jednocześnie w Radzie Nadzorczej Zakładów Energetycznych w Zielonej Górze. Do Rady KGHM “Polska Miedź” załapał się były wicepremier, Janusz Tomaszewski.
– Zarobki w radach są różne, ale zawsze niemałe. Zależą na przykład od częstotliwości spotkań. I tak członkowie rady zwołają sobie 10 posiedzeń w miesiącu, każde wycenią na kilkaset złotych, kawkę wypiją, pogadają i już kilka tysięcy zasili domowy budżet. A jeszcze bonusy: komórka, samochód służbowy, opieka medyczna. Nic dziwnego, że jeśli politycy sami nie mogą zasiąść w radzie, to choć starają się to załatwić komuś z rodziny, żonie, córce, szwagrowi – opowiada nasz rozmówca. W Radzie Nadzorczej “Petrochemii” Płock udzielała się córka marszałek Senatu, Alicji Grześkowiak.

Ustawa do łamania

Prawicowy poseł Y. nie lubi byłego ministra skarbu, Emila Wąsacza, i rozmowę zaczyna właśnie od niego. – Jak sobie AWS załatwia posadki, wystarczy spojrzeć na karierę Emila Wąsacza. Po opuszczeniu ministerstwa został prezesem zarządu “Stalexportu” SA. Złamano w ten sposób zapisy ustawy antykorupcyjnej, zgodnie z którymi we władzach firm z udziałem skarbu państwa można zasiadać w rok po odejściu z wysokiego stanowiska rządowego. U Wąsacza pomiędzy dymisją a prezesurą upłynęło 1,5 miesiąca. Jest to tym bardziej karygodne, że jako minister podjął 13 ważnych decyzji, dotyczących “Stalexportu”. Skarb państwa ma w tej firmie 27% udziałów – wylicza Y., dodając, że zmiana ekipy nie pogorszy losu byłego ministra. – Moim zdaniem, Wąsacz jest nieusuwalny. Prezesa może odwołać Rada Nadzorcza, ale do niej były minister powsadzał swoich ludzi. Aby go wyrzucić, trzeba albo czekać do ustania kadencji Rady, albo ją wymienić. Ciężko to będzie zrobić, jeśli członkowie Rady nie złamią prawa – ubolewa poseł Y.
Denerwuje się, wspominając innego byłego AWS-owskiego wiceministra gospodarki, Jana Szlązaka. – Już po kilku miesiącach został wiceprezesem Zarządu Koncernu Energetycznego “Południe”. I znów złamano ustawę antykorupcyjną! Sprawa jest tym bardziej mętna, że Szlązak sam zadecydował o powołaniu tego koncernu. Na zmianie stanowisk byli ministrowie nie stracili, lecz zyskali. Po wyborach na pewno by zostali zdymisjonowani, a może nawet i przed nimi, bo nawet w samej AWS byli mocno krytykowani. A na obecnych stołkach mają szansę utrzymać się dłużej – twierdzi nasz rozmówca.

Normalna kolej rzeczy

Poseł Z. z AWS jest z kolei zdania, że taka jest normalna kolej rzeczy: nowa władza przychodzi i wycina starą ekipę. – Ale – dodaje – są stanowiska, na których przedstawiciele starej ekipy będą mieli szansę przetrwać dłużej niż do wyborów parlamentarnych.
– Powstanie kilka nowych urzędów nadzoru, z kadencyjnymi prezesami na czele. Urzędy będą prowadzić kontrolę nad pracą poszczególnych dziedzin gospodarki, będą miały wpływ na politykę kadrową, będą mogły nakładać kary na podległe im firmy. I będą kontrolować procesy prywatyzacyjne. Tak naprawdę celem powołania urzędów nadzoru jest wyręczenie ministrów od bezpośredniego kontrolowania przedsiębiorstw. Mamy już kilka urzędów, w Sejmie czekają ustawy wprowadzające następne. Urząd Regulacji Górnictwa, Kolejnictwa, Energetyki, Poczty. Na ten ostatni ma ochotę ZChN. Jeśli go dostanie, zmonopolizuje cały sektor łączności i telekomunikacji w Polsce – twierdzi Z.

 

Wydanie: 48/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy