Biedacy w bogatym świecie

Biedacy w bogatym świecie

Chociaż dla kogoś, kto ciężko pracuje, już sam brak pieniędzy na zapewnienie sobie opieki zdrowotnej na przyzwoitym poziomie jest trudny do wytrzymania, sytuację pogarsza nieustanne pouczanie ze strony personelu medycznego o konieczności dbania o siebie i profilaktyki. Linda mówi wprost: nie jestem głupia, wiem, że lepiej zapobiegać, niż leczyć, ale nie stać mnie na takie fanaberie. Ilustruje swoją postawę przykładem. Jako nastolatka nabawiła się niegroźnej kontuzji kości ogonowej. Po latach w tym miejscu wykształciła się cysta – łagodny nowotwór, który raz na jakiś czas puchł i uniemożliwiał siedzenie. Ponieważ Linda nie miała ubezpieczenia zdrowotnego, nie było jej stać na usunięcie nowotworu. Za to za każdym razem, gdy z powodu tej cysty musiała się pojawić na ostrym dyżurze, lekarze cierpliwie tłumaczyli jej, że powinna coś z nią zrobić. Odpowiadała, że oczywiście, natychmiast, ale czy pan doktor podejmie się tego za kwotę, na którą ją stać. Nie rozwiązywało to problemu cysty, ale przynajmniej uwalniało od konieczności wysłuchiwania komentarzy, że na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego poddanie się zabiegowi chirurgicznemu nie równa się pewnej śmierci w kwiecie wieku, a wręcz przeciwnie, może pomóc jej uniknąć.

Podwójne standardy

Jednym z problemów, na które zwraca uwagę Linda, są podwójne standardy. Amerykańska klasa średnia, szczególnie konserwatyści, nieustannie wypomina klasie niższej niemoralne prowadzenie się, zupełnie jakby częstotliwość występowania chorób wenerycznych nie była zbliżona w obu klasach. Linda podkreśla przy tej okazji, że seks jest jedyną darmową rozrywką. Trudno więc się dziwić ludziom, którzy mając do wyboru nudę i celibat lub brak nudy i seks – decydują się na to drugie. Konserwatyści powtarzają biedakom, że gdyby całkowicie odstawili alkohol, pozbyliby się swoich problemów. Tymczasem, jak zauważa Linda, różnice między upiciem się lokalnym piwem a wytrawnym bordeaux są tylko dwie: koszt i to, kto się upija. Wreszcie konserwatyści zarzucają klasie niższej, że jest leniwa i żeruje na warstwach zamożniejszych, pobierając różnego rodzaju zasiłki od państwa. Linda, mająca zwykle dwie prace, odpowiada, że nikt, kto przechodził przez upokarzającą procedurę uzyskania dowolnego zasiłku, nie decyduje się na to, bo jest to łatwy sposób na życie, ale wyłącznie z konieczności. Znacznie prościej byłoby mieć jedną dobrze płatną pracę. Podkreśla zarazem, że klasy średnia i wyższa też wiele uzyskują od państwa, lecz nie w formie zasiłku na zakup jedzenia, ale np. specjalnych ulg w podatkach od zysków kapitałowych.

Reakcje

Reakcje na słynny już artykuł Lindy Tirado były mieszane. Część czytelników, tych wywodzących się z jej środowiska, zarzuciła jej, że doświadczenia oraz motywacje przez nią opisane nie są ich doświadczeniami i motywacjami. Rzeczywiście, odpowiada Linda w książce, dla każdego biedaka doświadczenie ubóstwa jest inne, a ona nie rości sobie prawa do uniwersalności przeżyć. Jednak dla równie wielu biednych stała się kimś, kto publicznie, bardzo dobitnie i nie przebierając w słowach, mówi prawdę o ich życiu. Podobną funkcję – rzecznika prasowego warstw niższych – pełni Linda wobec amerykańskiej kawiorowej lewicy, która nigdy nawet nie zbliżyła się do podobnych doświadczeń. Dla konserwatystów jest zaś kolejnym lewicowym propagandystą, który postuluje wprowadzenie socjalizmu, zamiast wziąć się do uczciwej pracy. Nimi akurat Linda przejmuje się najmniej, cytując w odpowiedzi słowa Dicka Cheneya, bardzo bogatego i konserwatywnego wiceprezydenta USA w czasie prezydentury George’a W. Busha, wypowiedziane do jednego z demokratycznych senatorów: „Pieprzcie się”.

Foto: youtube.com

Strony: 1 2 3

Wydanie: 6/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy