Bóg wymodelowany przez SS

Praktykowana w SS wiara w Boga nie miała nic wspólnego z Bogiem chrześcijańskim

Z mego artykułu o Waffen SS pan Andrzej Grützmacher z Warszawy zakwestionował słowa „SS była bezkompromisowo zaprogramowana ateistycznie” („P” nr 49). Sprostowanie to spada mi jak z nieba, bo daje okazję ukazania, jak całkiem odmienne treści kryć może to samo słowo, dezorientując czytelnika. Grützmacher wylicza przykłady przyznawania się Hitlera do katolicyzmu (pisałem o SS, nie o Hitlerze), wymienia kilka nazwisk bonzów hitlerowskich, którzy byli „pobożnymi katolikami”. Skąd czytelnik wie, że byli pobożni, czyli wykonywali

gorliwie praktyki religijne?

Nawet w katolickiej Polsce, nawet dziś, Kościół ma z tą gorliwością olbrzymie problemy, bo przybywa gwałtownie statystycznych katolików. Czytelnik przypomina, że przysięga esesmanów kończyła się zwrotem „tak mi dopomóż Bóg”.
Kolejnym dowodem ma być to, że Hitler „był katolikiem, deklarował się jako katolik i regularnie płacił składki na rzecz Kościoła katolickiego” (ostatnią zapłacił w kwietniu 1945 r.). Uściślijmy, nie płacił osobiście, tylko automatycznie potrącano mu z pensji, jak wszystkim zresztą zatrudnionym w Rzeszy Niemcom, i tak jest do dzisiaj. Nie sądzę, by Hitler pilnował, czy potrącany jest podatek kościelny lub nie. To załatwiali urzędnicy trzeciego szczebla. On nawet nie wiedział, że płaci. Był jak dzisiaj wielu tylko statystycznym katolikiem. Chcąc nawet nim nie być, führer musiałby urzędowo wypisać się z Kościoła, do którego trafił jako niemowlę. Po co taka ostentacja? Na pewno władcom Rzeszy niepotrzebna. Że po Anschlussie Austrii „spotykając się z arcybiskupem Wiednia, kard. Innitzerem, ucałował pierścień hierarchy”? Taktycznie, jak najbardziej słusznie. W katolickiej Austrii chciał również tym gestem pokazać, że po wkroczeniu Wehrmachtu do Austrii nic się nie stało. Komunista Piotr Jaroszewicz dwukrotnie wspierał ramieniem prymasa Hlonda podczas procesji Bożego Ciała. Ja zresztą piszę nie o Hitlerze, lecz o światopoglądowym programie SS.
Koronnym argumentem ma być to, że „ogromna liczba nazistów podawała się za gottglaubig, czyli wierzących w Boga”. Tu dochodzimy do sedna nieporozumienia. Bóg w rozumieniu SS nie miał

nic wspólnego z Bogiem,

jak go rozumieją katolicy, ewangelicy, prawosławni, w ogóle chrześcijanie. Nie był to Bóg chrześcijański. Informowanie więc polskiego czytelnika, katolika, że reżim hitlerowski także akceptował wiarę w Boga, to pomieszanie z poplątaniem.
Niewątpliwy autorytet w sprawach SS, historyk Karol Grünberg, autor 600-stronicowej monografii „SS – czarna gwardia Hitlera” (książka miała u nas kilka wydań), omawia krytyczny, a niekiedy wręcz wrogi stosunek ideologów NSDAP i SS do chrześcijaństwa. Czołowy ideolog nazizmu, Alfred Rosenberg, stwierdził już w roku 1934, że „SS wychowuje swoich ludzi w czysto germańskim, tzn. antychrześcijańskim duchu”. Bóg SS wygląda więc całkiem inaczej, przez Kościoły chrześcijańskie totalnie potępiany.
W książce niemieckiego historyka J. Ackermanna („Heinrich Himmler als ideolog” Göttingen, Zurich 1970 r., s. 253) cytuje się stanowisko SS w omawianej tu sprawie: „Żyjemy w czasach zdecydowanego rozprawiania się z chrześcijaństwem. Posłannictwem SS jest stworzenie dla narodu niemieckiego w najbliższym półwieczu własnych podstaw światopoglądowych będących osnową kierowania i kształtowania życia”. W artykule pisałem wyraźnie nie o tym, kto chodził do kościoła lub nie, lecz o „zaprogramowaniu” formacji SS. Kto koniecznie chciał, chodził do kościoła. Nie robiono z tego problemu, nie tylko ze względu na nikłe przypadki. Reżim był nie tylko zbrodniczy (tylko to dostrzegamy), lecz jednocześnie mądry, a gdzie trzeba sprytny. Inaczej nie zawróciłby w głowie narodowi ani nie podbił całej niemal Europy. Wojował z Kościołem mądrze unikając wojny totalnej.
Materiały szkoleniowe SS głosiły: „Co jest chrześcijańskie, nie jest germańskie, a co jest germańskie, nie jest chrześcijańskie”. Organ SS „Das schwarze Korps” kpił z wiary chrześcijańskiej na co dzień.

Ceremoniał chrztu zastąpiono

w szeregach SS uroczystością nadania noworodkowi imienia. Ceremonia odbywała się pod portretem Adolfa Hitlera, obok biblia „Mein Kampf” i znak swastyki. Uroczystością kierował oficer SS. Zamiast ślubu kościelnego odbywała się świecka ceremonia z rytuałem SS, udziałem dowódcy terenowej jednostki SS. Istniał specjalny rozkaz Himmlera o zaręczynach i małżeństwach członków SS. Oczywiście, nie wyrzucono z SS, jeśli ktoś wziął także ślub kościelny, lecz wiadome było powszechnie, że Himmler patrzy na to krzywym okiem. To wystarczyło. Joseph Goebbels także wziął ślub kościelny, na którym świadkiem był Adolf Hitler, a trudno sobie wyobrazić bardziej zagorzałego przeciwnika Kościoła niż minister propagandy Rzeszy.
Zacytujmy raz jeszcze Grünberga: „Kierownictwo SS, podobnie jak ideologowie NSDAP nie opracowali żadnego określonego systemu religijnego. Ideologia ťduchaŤ była eklektycznym konglomeratem mitów starogermańskich, średniowiecznej mistyki i własnych misteriów kultu rasy i krwi nordyckiej”. Praktykowana w SS wiara w Boga nie miała z Bogiem chrześcijańskim nic wspólnego, była jego uderzającym przeciwieństwem.

 

Wydanie: 4/2007

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy