Wytępić Polaków

Wytępić Polaków

Na długo przed wojną Niemcy mieli plany eksterminacji i wysiedleń Polaków

Polacy w planach Hitlera zajmowali niewiele miejsca, z racji tego, że führer chciał zredukować ich liczbę o 85% (20 mln). Pozostali przy życiu mieli być traktowani jak niewolnicy. Realizację tych zamierzeń Trzecia Rzesza rozpoczęła już 1 września 1939 r.

Agresja podszyta rasizmem

Agresja niemiecka na Polskę różniła się od wcześniejszych wojen w Europie. Do tej pory państwa walczyły z chęci wzbogacenia się, korekty granic czy zdobycia nowych zasobów naturalnych. Tym razem u podstaw inwazji na Polskę leżały przede wszystkim przesłanki rasowe. Wprawdzie Hitler dużo mówił o „konieczności rewizji” traktatu wersalskiego – przez co rozumiał okrojenie Polski do rozmiarów Księstwa Warszawskiego – jednak była to wyłącznie zasłona dymna.

Już w lipcu 1933 r. przyjęto w Niemczech ustawę o ochronie przed dziedzicznie chorym potomstwem. Jak zauważył prof. Karol Jonca, „w praktyce przed 1939 r. ustawa stała się także ważkim narzędziem dyskryminacji osób uznanych za niebezpieczne ze względów narodowych i politycznych”. Powszechnie stosowano ją wobec Polaków mieszkających w Niemczech, a wszelkie interwencje w sprawie zmiany tego prawa kończyły się niepowodzeniem. Prawdziwego charakteru ustawy nie ukrywał minister spraw wewnętrznych Rzeszy, który otwarcie przyznawał, że ma ona „na celu podniesienie stanu zdrowotnego narodu niemieckiego, a Polacy winni cieszyć się z korzyści, jakie przyniesie zastosowanie ustawy wobec nich”.

Swoje rzeczywiste zamiary w stosunku do Polski führer zdradził podczas narady z dowództwem Wehrmachtu w sierpniu 1939 r. Jak przekonywał generałów: „Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś oznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły. (…) Podam dla celów propagandy jakąś przyczynę wybuchu wojny, mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna, czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. W sprawach związanych z rozpoczęciem i prowadzeniem wojny nie decyduje prawo, lecz zwycięstwo”.

Nacjonaliści w mundurach

Słowa Hitlera nie zrobiły najmniejszego wrażenia na zebranych oficerach. Od dawna znali oni plany wodza wobec wschodniego sąsiada. Co więcej, wielu z nich jego zdanie podzielało, nie wyłączając późniejszych spiskowców, w tym płk. Clausa von Stauffenberga. Zaliczający się do przeciwników Hitlera gen. Walther von Brauchitsch instruował podkomendnych tuż przed przekroczeniem polskiej granicy: „Niemiecki żołnierz nie może ani przez chwilę zapominać, że kiedy ma do czynienia z ludnością cywilną, nie należy ona do narodu niemieckiego i chociaż pozornie może wydawać się przyjazna, jest jednak wewnętrznie wroga. Każdy Polak, który zaatakuje niemieckich żołnierzy, urzędników lub folksdojczów, narazi na szwank ich własność albo dokona aktu sabotażu, zostanie skazany na śmierć”.

Także wśród szeregowców panowało przekonanie, że Polacy nie nadają się do niczego więcej niż usługiwania Niemcom. W liście do rodziny świeżo upieczony uczestnik kampanii wrześ­niowej pisał: „Ci ludzie nie są o jeden cywilizacyjny szczebel, ale o wiele takich szczebli pod Niemcami. Dwa tysiące lat temu nasi przodkowie żyli lepiej – a przede wszystkim czyściej”. Jego kolega dodawał: „Po wsiach pozostał tylko jeden albo dwa domy. Nie ma czego żałować. Wręcz przeciwnie – dobrze się stało, że te siedliska pluskiew zniknęły z powierzchni ziemi”.

Mordy na cywilach

Bestialską działalność niemieckiej armii od samego początku dobrze ilustrują relacje świadków. Jeden z mieszkańców Poznania wspominał: „Już w pierwszych dniach stosowano represje wobec Polaków. Trzech Polaków rozstrzelano za to, że poszli oglądać szpiega niemieckiego, przechwyconego w ostatnich dniach sierpnia. Dwaj zostali rozstrzelani za jakieś błahe zatargi, które mieli z okolicznymi Niemcami”. Wrażeniami z podboju Polski dzielili się sami Niemcy. „Kiedy tylko przybywaliśmy na nowe miejsce, dowódca miał zwyczaj mówić: »Zabijmy na początek kilku ludzi (…), zabijmy 20 mężczyzn, żebyśmy tu mieli ciszę i spokój. Nie chcemy, żeby jakieś pomysły urodziły się w ich głowach!«”, zwierzał się jeden z żołnierzy Wehrmachtu.

Wikariusz kościoła w Janowie Lubelskim ks. Czesław Dmochowski relacjonował niemiecki nalot w dniu miejscowego odpustu: „W połowie sumy, po podniesieniu słychać z oddali warkot samolotów. Na pewno nie będą bombardować bezbronnego miasta, przecież tu sami cywile. Nie ma wśród nich ani jednego żołnierza. Ale warkot staje się coraz głośniejszy. I nagle spadają bomby na miasto, jedna koło kościoła; huk niesamowity, ludność ucieka. Janów płonie. Widok niesamowity. Na rynku wielu poległo od bomb. Słychać jęk ludzi, mieszający się z jękiem zwierząt. Znowu słychać warkot bombowców. Powtórnie bombardują miasto. Chcą zniszczyć kościół. Obok niego padają bomby. Inne spadają na domy mieszkalne. Godzina 16. Niemcy po raz trzeci bombardują miasto! Wokół zabici, zgliszcza domów i sterczące kikuty kominów”.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 36/2015

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. murator
    murator 21 września, 2015, 23:28

    W Poznaniu stoi (jeszcze !) stara spalarnia smieci w której niemiecki okupant (we Wikipedii „nazisci”) palil zwloki pomordowanych Polaków. Na budynku (który podobno jest pod opieka konserwatora !) nie ma stosownej informacji. Budynek wg. okolicznych mieszkanców pozostawiono na pastwe losu. Na dachu zielsko, metalowe rynny oderwano – ogólna degrengolada. Budynek powinien byc uratowany – takze ze wzgledu na historie. Tak samo wymienione w opisie spalarni „mauzoleum” to tragifarsa – daleko mu do zadbanych cmentarzy wehrmachtowców na terenie Polski !

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Spalarnia_%C5%9Bmieci_na_Wilczaku_w_Poznaniu

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy