Dlaczego nie doszło do procesu Grynszpana?

  1. rocznica nocy kryształowej

Pojawienie się w zabójstwie vom Ratha wątku homoseksualnego mogło pokrzyżować plany goebbelsowskiej propagandy

Najpierw krótkie who is who, bo nie tylko młodzi, lecz i starsze pokolenie może mieć kłopoty z nazwiskiem Herszel Grynszpan. Nie pamiętano o nim ani w sześciotomowej „Encyklopedii PWN”, ani w 30-tomowej „Wielkiej encyklopedii”. Znajduję wprawdzie hasło „Grynszpan”, lecz z objaśnieniem, że chodzi o zieleń miedziową. Również pod hasłem „noc kryształowa” na próżno szukam nazwiska Grynszpan. Jego śladu nie ma również w polskiej edycji 30-tomowej Britaniki. A przecież to jego, 17-letniego polskiego Żyda, śmiertelne strzały do niemieckiego dyplomaty Ernsta vom Ratha 7 listopada 1938 r. w Paryżu rozpętały 9 listopada (przy Goebbelsowskiej reżyserii) pogromy antyżydowskie w Trzeciej Rzeszy.
Bilans pogromów na dzień 11 listopada według obliczeń szefa Policji Bezpieczeństwa Rzeszy, Heydricha, to zdemolowanie 815 sklepów, podpalenie bądź zniszczenie 29 domów towarowych, 171 budynków mieszkalnych, podpalenie 119 synagog i zdemolowanie 76. Podpalono 11 świetlic żydowskich i kaplic cmentarnych. Efekt nocy kryształowej i dni następnych to także 36 zabitych i tyleż ciężko rannych (niektóre źródła żydowskie wymieniają 91 osób śmiertelnie zmasakrowanych). Aresztowano ok. 20 tys. Żydów, z czego większość trafiła do obozu koncentracyjnego. Na żydowskich Niemców nałożono także jako „pokutę” obowiązek zebrania miliarda marek, płatnego w czterech ratach do 15 sierpnia 1939 r. Kwotą obciążono wszystkich Żydów, których walory majątkowe szacowano na 5 tys. marek. Ponieważ Żydzi nie wywiązali się z tej kontrybucji w terminie, karę podwyższono o 25%, inkasując w końcu 1,127 mln. Państwo zarekwirowało także 225 mln marek, jakie towarzystwa ubezpieczeniowe były winne właścicielom zdemolowanych sklepów.
Grynszpan spadł nazistom jak z nieba, stwarzając

doskonały pretekst dla brutalnej kampanii

antyżydowskiej. Czyn swój motywował chęcią zemsty za upokorzenia, jakich doznała jego rodzina deportowana siłą z Hanoweru w 1938 r. wraz z ok. 12 tys. innych polskich Żydów.
Proces miał się odbyć jesienią 1939 r. w Paryżu. Zaawansowane już przygotowania zniweczył wybuch wojny, a następnie kapitulacja Francji w 1940 r. Wkraczając do Francji, Niemcy polowali na Grynszpana. Mało znany jest fakt, że 29 września 1939 r. Grynszpan zwrócił się do ministra sprawiedliwości, by „w tragicznych dla Francji dniach wojny” pozwolono mu zgłosić się na ochotnika do francuskiego wojska, „ponieważ chcę własną krwią wymazać to, co uczyniłem, i odpokutować w ten sposób nieprzyjemności, na jakie naraziłem Francję, która udzieliła mi gościnności”. Wniosek został jednak załatwiony odmownie. Po tej odpowiedzi Grynszpan domagał się albo rychłego procesu, albo uwolnienia go z uwagi na wojnę z Niemcami.
W miarę cofania się francuskich obrońców, Grynszpana przerzucano z jednego więzienia do drugiego, aż dotarł do Bourges, gdzie dyrektor więzienia siłą wyrzucił go za bramę, bo nie chciał mieć tak kłopotliwego więźnia.

Wyrzucony z jednego więzienia

Grynszpan zgłosił się dobrowolnie do drugiego, w Tuluzie, o czym minister sprawiedliwości rządu Vichy poinformował niemiecką ambasadę w Paryżu.
Niemcy błyskawicznie zażądali wydania Grynszpana, na co rząd Vichy także zareagował życzliwością, choć nie musiał, ponieważ art. XIX aktu kapitulacyjnego zobowiązywał Francję jedynie do wydania Rzeszy trzymanych w areszcie obywateli niemieckich. Grynszpan zaś był obywatelem polskim. Jeśli nawet założyć utratę polskiego obywatelstwa, to został bezpaństwowcem. Francuzi jednak woleli pozbyć się tego politycznego balastu. 18 lipca 1940 r. Grynszpan znalazł się w rękach niemieckiej żandarmerii wojskowej. Przywieziony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen miał tam status więźnia na prawach specjalnych, korzystał z licznych udogodnień, mógł swobodnie się poruszać po terenie obozu. Nie izolowano go od otoczenia, nie był szykanowany czy bity. Niemcy zarekwirowali wszelkie francuskie akta śledztwa. W pełni orientowali się w słabych punktach procesowych. W ich ręce trafił nawet dziennik Grynszpana prowadzony we francuskim więzieniu.
Na spotkaniu organizatorów procesu 22 stycznia 1942 r. wyszło jednak na jaw, że w służbowym obiegu jest nieudokumentowane podejrzenie o stosunek homoseksualny Grynszpana z vom Rathem. Goebbels uznał to za absurd, bo z przebiegu śledztwa wynikało jednoznacznie, że Grynszpan zobaczył vom Ratha po raz pierwszy. Sam oskarżony zresztą także zaprzeczał, lecz powiedział, iż pełnił dla radcy vom Ratha rolę stręczyciela. Ślady podejrzenia znaleziono w liście do francuskiej prokuratury od niewymienionego z nazwiska emigranta (być może, był to anonimowy donos), którą to dokumentacją po pokonaniu Francji zawładnęli Niemcy. Na przygotowujących proces wątek homoseksualny podziałał jak grom z jasnego nieba. Zaczęto się obawiać, że sprawa ta wypłynie podczas procesu. W rezultacie pierwotni zwolennicy przyspieszenia rozprawy zaczęli odruchowo szukać sposobu jej odroczenia. Podjęcie przez Grynszpana wątku homoseksualnego zredukowałoby do

kryminalno-seksualnej historii

proces o „zamach światowego żydostwa przeciwko pokojowi”.
Obawy takie żywiła szczególnie Służba Bezpieczeństwa Rzeszy. Dlatego z chwilą pojawienia się wątku homoseksualnego dyskretnie, lecz konsekwentnie wznosiła procesowe przeszkody. W blokowaniu rozpoczęcia rozprawy ludzie Himmlera mieli równie dyskretnego sojusznika w Ministerstwie Sprawiedliwości, bo prawnicy tym bardziej wyczuwali rafy procesowe, których nie chciał dostrzegać Goebbels. Cisi przeciwnicy rozumowali, że wątek homoseksualny mógłby wywrócić do góry nogami podstawową tezę procesową (sformułowaną przez Goebbelsa) o Grynszpanie jako narzędziu międzynarodowego żydostwa spiskującego przeciwko pokojowi. Ludzie Himmlera byli przekonani, że znajdującego się w ich rękach Grynszpana potrafią zlikwidować nawet bez procesu. Po co więc ryzykować kompromitację? Koniec końców do rozprawy nie doszło (przekonać dał się w końcu nawet Goebbels), bo w dodatku ustalono, że brat vom Ratha, oficer Wehrmachtu, został usunięty z wojska właśnie z powodu stosunków homoseksualnych.
Odwlekany na koniec 1942 r. proces nie rokował ponadto większych szans propagandowej wygranej wobec zagranicy, ponieważ wokół Trzeciej Rzeszy nagromadziło się już tyle chmur w kontekście Holokaustu i bestialstw wobec innych narodów, że argumenty procesowe traciłyby na wiarygodności mimo oczekiwanego wsparcia ze strony Bonneta. Były francuski minister spraw zagranicznych gotów był zeznać, że to

naciski międzynarodowego żydostwa

wymusiły na Francji przystąpienie do wojny z Niemcami.
W miarę załamywania się niemieckich pozycji obronnych pilnowanego przez esesmanów Grynszpana przerzucano z jednego więzienia do drugiego. Od tej chwili pojawiają się dwie wersje jego końcowych losów. Jedna, oparta na wypowiedzi esesmana, głosi, że został powieszony w obozie. Według drugiej, znacznie bardziej podbudowanej, Grynszpana uwolnili pod Magdeburgiem Amerykanie. Za wiedzą i zgodą policji żył pod przybranym nazwiskiem w Paryżu, co można uznać za logiczne, bo jego czyn według prawa francuskiego uległ przedawnieniu. Pogłoski znalazły potwierdzenie ze strony cieszącego się autorytetem monachijskiego Instytutu Historii Najnowszej. W czasopiśmie „World Jewry” ukazał się w listopadzie 1959 r. artykuł dziennikarza Egona Larsona z twierdzeniem, że Grynszpan żyje, mieszka w Paryżu, jest żonaty, ma dwoje dzieci i pracuje jako mechanik samochodowy. Także wychodząca w Kolonii gazeta „Deutsche Zeitung und Wirtschaftszeitung” przyniosła 24.07.1960 r. wiadomość, że policja paryska potwierdziła redakcji, iż Grynszpan żyje, lecz szczegółów nie może ujawnić. Tę samą wiadomość zdobył „Der Spiegel” (31.08.1960 r.).
Osiadła w Izraelu rodzina oświadczyła, że nie otrzymała od Grynszpana po wojnie żadnego znaku życia i ogłosiła go urzędowo zmarłym. Nie można jednak wykluczyć, że nawiązał on kontakt z bliskimi, którzy zobowiązali się tego nie upubliczniać, bo mass media nie pozostawiłyby go w spokoju. Ponadto do końca życia nie miałby pewności, czy jakiś antysemita lub neonazista nie będzie szukał zemsty. Powojenne losy Grynszpana pozostały więc osnute mgłą, lecz wiadomo, że mgła nie jest wieczna.

 

 

Wydanie: 44/2003

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy