Zbiorowe zwycięstwo czy zbiorowe morderstwo

Zbiorowe zwycięstwo czy zbiorowe morderstwo

Piloci dyw. 303 fot. Archiuwm prywatne Autora

Wspomnienia Witolda Urbanowicza, legendarnego dowódcy Dywizjonu 303 Witold Urbanowicz (1908-1996) – polski lotnik i as myśliwski. W czasie bitwy o Anglię dowodził Dywizjonem 303. Od 1943 r. walczył jako jedyny polski pilot na froncie japońsko-chińskim. W 1995 r. mianowany generałem lotnictwa polskiego. Wieczorem w kasynie jak zwykle po lotach bojowych było gwarno, piloci opowiadali o swoich walkach powietrznych, dzielili się wrażeniami, spostrzeżeniami. Straciliśmy tego dnia dwóch myśliwców i o nich najwięcej rozmawiano. Obaj utonęli w kanale La Manche. Przyzwyczaiłem się w ciągu 10 lat pobytu w lotnictwie do tego rodzaju atmosfery. Co pewien czas odchodził któryś z naszych kolegów. (…) W La Manche utonęło wielu z moich przyjaciół. Żadnego pogrzebu, konwenansów. Odejście nagłe, jakby owiane tajemnicą. (…) Następnego dnia nie miałem lotów. Niektórzy piloci mawiali: „jeszcze jeden dzień życia”. I nieraz tak bywało, że po dniu wolnym od lotów myśliwiec ginął w pierwszej walce. Mnie takie myśli pesymistyczne nie nawiedzały. Przed każdym startem wierzyłem, że szczęśliwie wrócę. Zasypiając, myślałem, że następny dzień to 13 sierpnia. (…) Powiedziałem batmanowi (ordynansowi – przyp. red.), żeby mnie nie budził. – Wstanę sam, jak się wyśpię. – Yes, sir – zapewnił staruszek. Zdawało mi się, że tylko co zamknąłem oczy, kiedy ujrzałem zmartwioną twarz staruszka. – Sir, proszę wstawać… Byłem senny i dlatego tak posłusznie i szybko wyskoczyłem z łóżka. Dopiero pod prysznicem uprzytomniłem sobie, że przecież mam dzień wolny. Po co mnie zbudzono? (…) Dowódca dywizjonu popatrzył na mnie jakoś dziwnie. – Dzisiaj ma pan wolne od lotów? – Raczej tak, ale batman mnie obudził… – Zaszła jakaś pomyłka? Sprawdził listę pilotów w alarmie. Rzeczywiście moje nazwisko na niej nie figurowało. Rozejrzał się. Przy stole brakło jednego z oficerów. – Co się z nim stało? – zapytał. – Zachorował w nocy – odpowiedział jeden z dowódców eskadry. – Odjechał do szpitala. Zawsze było kilku pilotów w rezerwie, ale po co ich budzić, kiedy ja wstałem. – Wobec tego polecę – zaproponowałem. – Doskonale, bardzo dziękuję panu w imieniu śpiących pilotów, będzie pan wolny jutro. W tym momencie zjawił się oficer wywiadu dywizjonu i podał dowódcy najnowszy biuletyn sytuacyjny. – Po drugiej stronie kanału duża koncentracja Luftwaffe… (…) Zaalarmowano nasz dywizjon o piątej rano. Otrzymaliśmy zadanie patrolowania nad własnym lotniskiem, bo w tym okresie bitwy niemieckie lotnictwo usiłowało zniszczyć nasze bazy myśliwskie. Prowadząc swój klucz, obserwowałem zamgloną przestrzeń. Inne dywizjony myśliwskie nabierały wysokości. Domyślałem się, że spodziewany jest większy nalot niemiecki. Po godzinie krążenia nad lotniskiem podają nam z Operations Room sygnał: „lądować na własnym lotnisku”. Schodzimy lotem nurkowym, żeby jak najszybciej lądować i uzupełnić paliwo i tlen. Po wylądowaniu dowiadujemy się, że główne niemieckie siły lotnicze zawróciły do swoich baz. Widocznie przeszkodziła im pogoda i nasze patrole. – Może Niemcy tylko nas prowokują, żeby zmęczyć nas ciąg­łymi startami, a potem uderzyć w odpowiednim momencie – dyskutowali piloci. Okazało się jednak, że trzy niemieckie formacje bombowe nie zawróciły. Leciały nad chmurami na wysokości półtora kilometra. Jedna z tych wypraw skierowała się nad Eastchurch, tam gdzie niedawno polscy lotnicy odbywali przeszkolenie ziemne. Tego poranka ocena brytyjskiego radaru nie była dokładna; obserwacyjna sieć ziemna także miała trudności ze względu na zachmurzenie. W rezultacie nie skierowano w odpowiednie rejony poszczególnych dywizjonów myśliwskich RAF. Niemcom również nie poszło tak, jak planowali: nie dopisała łączność dowództwa z wyprawą. Jedno z ugrupowań bombowych, w sile 74 samolotów, zgubiło po drodze eskortę myśliwską. Po prostu sygnał do powrotu otrzymali tylko myśliwcy, do bombowców nie doszedł. Jednak zdecydowały się lecieć i bombardować Anglię bez eskorty. Pod osłoną chmur wyprawa dotarła nad Eastchurch i zbombardowała bazę. Na polu wzlotów wybuchło 50 bomb. Zniszczone zostały budynki i pięć samolotów; jedna z bomb wybuchła w Operations Room. Zginęło 12 osób, było 40 rannych. Brytyjscy myśliwcy zaatakowali niemieckie bombowce dopiero w drodze powrotnej, zestrzeliwując cztery samoloty i kilka uszkadzając. Dwie inne wyprawy niemieckie zostały przechwycone

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2016, 49/2016

Kategorie: Historia