Bój o Chiny

Bój o Chiny

Chłopcy, źle się bawicie. Polska pręży się jako wielkie i ważne państwo, ale gdy trochę się poskrobie, wychodzi prowincja i niechlujstwo.

Jednym z ważnych elementów polityki zagranicznej prezydenta Dudy i PiS miało być nowe otwarcie relacji z Chinami. Połączenie ich zamiarów ekspansji w Unii Europejskiej z naszymi ambicjami odgrywania poważnej roli w regionie. Początkowo wyglądało to zachęcająco – prezydent Duda odwiedził Chiny już w listopadzie 2015 r. A gospodarze, warto przy tym docenić starania ówczesnego ambasadora RP Mirosława Gajewskiego, już w trakcie wizyty podnieśli jej rangę do najwyższej. W czerwcu 2016 r. Warszawę rewizytował prezydent Xi Jinping.

Drzwi do współpracy zostały więc otwarte. I co dalej? Ano nic… A smętnym dowodem na to, że Polacy są mistrzami słomianego zapału, jest sytuacja naszej ambasady w Pekinie. Od miesięcy nie mamy w ChRL ambasadora, co przez gospodarzy uznawane jest za przejaw lekceważenia. Za dowód, że Polsce nie zależy na dobrych kontaktach z Pekinem.

To jest skandal.

A przypomnijmy, że od lipca 2015 r. ambasadorem w ChRL był Mirosław Gajewski, zawodowy dyplomata, znakomicie znający tamten region. Ale dla nowej władzy Gajewski miał dwie skazy: po pierwsze – jest absolwentem MGIMO, po drugie – mianowała go, na odchodne, poprzednia ekipa. Niemal w pierwszych dniach urzędowania minister Waszczykowski ogłosił, że Gajewski lada dzień zostanie odwołany. Ambasador przeżył jeszcze na placówce parę miesięcy, przygotowywał wizytę prezydenta ChRL w Polsce, po czym wrócił do kraju.

I nastała wielomiesięczna cisza. Chciałoby się wierzyć, że w tym czasie trwały poszukiwania godnego kandydata, który mógłby reprezentować nową władzę w Pekinie.

A może takich poszukiwań nie było, bo ostatecznie Waszczykowski zdecydował się wysłać do Pekinu człowieka, którego od początku miał pod ręką, czyli Wojciecha Zajączkowskiego. Byłego ambasadora w Bukareszcie i Moskwie.

Zajączkowski stanął więc we wrześniu tego roku przed sejmową Komisją Spraw Zagranicznych i otrzymał pozytywną rekomendację. Wydawałoby się, że sprawa jest załatwiona, że po wielu miesiącach wyjdziemy z kompromitującej sytuacji.

I co? I nic! Na stronie internetowej MSZ jako ambasador RP w ChRL widnieje Mirosław Gajewski. Co samo w sobie jest dla MSZ ośmieszające. Stamtąd jest odnośnik do strony internetowej ambasady RP w Pekinie. Tam w rubryce ambasador widnieje chargé d’affaires a.i. Piotr Gillert, I radca.

I taka jest prawda. Nie mamy w Państwie Środka ambasadora. Mimo że nominat siedzi od tygodni na walizkach i gotów jest pojechać w ciągu 24 godzin. Dlaczego? Ano dlatego, że jego listów uwierzytelniających nie podpisał prezydent Andrzej Duda.

Prezydent od września podpisał 13 listów. Jest lista nazwisk, są na niej osoby, które dużo później niż Zajączkowski stawały przed sejmową komisją. Widać więc, że mamy w tej sprawie blokadę ze strony Dużego Pałacu.

Panowie – w Chinach nikogo nie obchodzi, jaka w tej sprawie jest wasza gra. Dlaczego pan Zajączkowski nie podoba się prezydentowi Dudzie, jakie są wobec niego zarzuty i kto komu chce zrobić na złość.

Rzeczypospolitej, jeżelibyśmy to spersonifikowali, też to się nie podoba. Racja stanu RP jest zdecydowanie ważniejsza niż jakieś gierki między prezydentem a szefem MSZ i być może jeszcze kimś innym.

Zróbcie z tym porządek. Albo wyślijcie Zajączkowskiego, albo dajcie kogoś innego (byle kompetentnego). I nie zabawiajcie się kosztem państwa.

Wydanie: 49/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy