Bój o królów polskich

Bój o królów polskich

Potomkowie rodu Lubomirskich chcą odebrać ubogiemu Muzeum Regionalnemu w Radomsku najcenniejszy z jego zbiorów

Brama zbita byle jak z nieheblowanych desek, niedomknięta wisi na drewnianych słupach. Tak wygląda dziś wjazd do pałacu w Kruszynie, dawnej siedziby rodu Lubomirskich. Zza porośniętego krzakami gazonu bryła pałacu prezentuje się jeszcze całkiem dobrze. Ale z bliska – ruina. Otwory częściowo zabite deskami dodatkowo zabezpieczono jakimiś kratami. Choć nie wiadomo, przed czym chronią te kraty, bo wszystko, co dało się wynieść, dawno poszło zapewne na opał.
Przez dziurę po oknie widać ogromną sień. To tu wisiała kolekcja „Poczet królów i książąt polskich”. Podziwiali ją goście udający się do sali balowej. Obrazy, nabyte na licytacji pałacu w Wiśniowcu, do Kruszyny trafiły około 1905 r. 22 wizerunki królów i książąt polskich to kopie portretów

namalowanych przez Marcella Bacciarellego,

pozostałe 16 jest dziełem autorów anonimowych. Kolekcja zawiera również 10 portretów przodków Lubomirskich kalendarz łowiecki.
Bezpośrednio po wojnie w pałacu kwaterowali żołnierze radzieccy, którym wizerunki królów zastępowały tarcze strzelnicze. O obrazy nikt nie dbał aż do roku 1970, kiedy poddano je kosztownej, paroletniej renowacji w pracowni kieleckich konserwatorów. Pięć lat później trafiły do muzeum w Radomsku. Stanowiły jego niekwestionowaną własność aż do roku 1990, kiedy to ówczesny minister kultury, Izabella Cywińska, uznała, że przejęcie obrazów przez państwo było bezprawiem. Decyzja podyktowana była wyłącznie widzimisię pani minister. Wszak nikt nie unieważnił dekretu o reformie rolnej z 1944 r., na mocy którego cały majątek Lubomirskich, ruchomy i nieruchomy, stał się własnością państwa.
Nieodpowiedzialna decyzja ówczesnej pani minister-reżyser miała ten skutek, iż spadkobiercy książąt Lubomirskich kategorycznie żądają zwrotu obrazów. Ostatnio grożą sądem, jeśli obrazy natychmiast nie zostaną im oddane. Ich poznański adwokat powiedział mi, że sprawa trafiła już do sądu. Nie dowiedziałem się jednak, który to sąd. Co może dowodzić, że droga sądowa wciąż pozostaje w sferze strachów. Prawnikom Lubomirskich pewniejszym sposobem na sukces wydaje się nadal nakłonienie władz do dobrowolnego oddania obrazów. Sytuacja jest absurdalna. Lubomirscy żądają zwrotu obrazów, które nie należą dziś do nich, a prawowity właściciel, Muzeum Regionalne w Radomsku, prosi o „wyrozumiałość oraz życzliwość w podejmowaniu decyzji”. Dyrektor muzeum, mgr sztuki Krzysztof Zygma, napisał w ostatnim liście, z marca, do spadkobierców dawnych właścicieli portretów: „Jest to najważniejsza część naszych zbiorów, od prawie 30 lat fachowo opiekujemy się wszystkimi 49 obrazami, które obecnie wymagają renowacji. Poczet królów z dużym powodzeniem prezentujemy w Radomsku oraz w placówkach muzealnych całego kraju. Kolejne pokolenia poznają dzięki niemu historię Polski, regionu, rodu Lubomirskich oraz pałacu w Kruszynie”. Na zakończenie ponawia m.in. propozycję, aby „Muzeum Regionalne w Radomsku dostało prawo pierwokupu kolekcji według ceny ustalonej przez rzeczoznawców obu stron”.
Muzealnicy wycenili wartość kolekcji – i to licząc łącznie z 10 portretami mężczyzn z rodu Lubomirskich i kalendarzem łowieckim – na sumę 126 tys. zł. Dziwne, że w mieście tak ubogim, gdzie bezrobocie znacznie przekracza średnią krajową i gdzie nie starcza na najpilniejsze potrzeby mieszkańców, władze chcą dobrowolnie oddawać pieniądze spadkobiercom książąt Lubomirskich.
Życzliwość lokalnych władz wobec dawnych panów Kruszyny i okolic posunięta jest zresztą poza wszelkie granice. Nie tylko minister Cywińska w roku 1990, ale i radomscy samorządowy 11 lat później podjęli decyzję o oddaniu Lubomirskim muzealnej kolekcji. W listopadzie 2001 r. Rada Miejska w Radomsku uchwaliła, iż muzeum w Radomsku ma zwrócić panu Stanisławowi Lubomirskiemu-Lanckorońskiemu obrazy z pałacu w Kruszynie. Na jakiej podstawie prawnej? Tym już radni się nie kłopotali. I pewnie tak by się stało, prawem kaduka, gdyby nie wojewoda łódzki. To on wniósł skargę do NSA na owo postanowienie rady. I wygrał. NSA podzielił argumentację, iż

„muzealia są własnością muzeum,

więc tym samym decyzję o zwrocie lub odmowie zwrotu podejmuje dyrektor muzeum”, zatem uchwała rady w sprawie „zwrotu panu Stanisławowi Lubomirskiemu-Lanckorońskiemu kolekcji obrazów z pałacu w Kruszynie, wpisanych do rejestru muzealiów Muzeum Regionalnego”, została podjęta bez podstaw prawnych.
Nowy dyrektor muzeum skłonny był, choć niewątpliwie z ciężkim sercem, spełnić życzenia władz samorządowych. Wystosował kilka pism do Ministerstwa Kultury z prośbą o „wyrażenie zgody na skreślenie z ksiąg inwentarzowych 49 obrazów pochodzących z pałacu w Kruszynie, do których roszczenia zgłosił pan Stanisław Lubomirski”. Bez takiego zezwolenia nie ma prawa oddać kolekcji. Zgody dotąd nie uzyskał. Wiceminister Aleksandra Jakubowska stanęła na straży muzealnych obrazów. Taki zresztą był jej obowiązek. Odmówiła dwukrotnie. Po raz drugi już z niejaką irytacją. W grudniu 2002 r. uzasadniała swoje stanowisko ponownie: „Wniosek nie przedstawia żadnych nowych okoliczności”. Uznała z nadmierną lojalnością, iż powinna jakoś wytłumaczyć swoją poprzedniczkę, minister Izabelę Cywińską, z jej bezprawnej decyzji o zwrocie obrazów Lubomirskim. Tłumaczyła, iż minister Cywińska w 1990 r. „nie przesądziła o braku podstaw prawnych do wpisania kruszyńskich portretów do inwentarza zabytków”, a jedynie uznała, że decyzja konserwatora wojewódzkiego z 1948 r. o odmowie zwrotu obrazów byłym właścicielom została podjęta z „rażącym naruszeniem prawa”. Swój zapał do oddawania Lubomirskim cudzych obrazów minister Cywińska oparła bowiem na absurdalnym wywodzie, iż dekret o reformie rolnej zezwalał właścicielom majątków przejmowanych przez państwo zachować przedmioty służące do osobistego użytku właścicieli, „np. ubrania, obuwie, biżuteria, meble itp., jeżeli nie posiadają wartości naukowej, artystycznej lub muzealnej”. Tymczasem nawet jeśli nie są to dzieła najwyższej rangi, wartość muzealną bezsprzecznie posiadają.
W maju 2002 r. dyrektor Muzeum Regionalnego znowu wystosował do ministerstwa pismo o zwrot Lubomirskim kolekcji królów i książąt polskich. I ministerstwo znowu stanęło w obronie własności muzealnej. Tym razem wicedyrektor Departamentu Dziedzictwa Narodowego, Franciszek Cemka, wypomniał mu, że wniosek o skreślenie z inwentarza 49 obrazów nie jest w żaden sposób udokumentowany. Do skreślenia obrazów z inwentarza muzealiów trzeba bowiem nie tylko „uznania żądań roszczeń współwłaścicieli obrazów braci Lubomirskich przez radomszczańskie muzeum, ale też udowodnienia, że wpisano je do ksiąg inwentarzowych bez podstawy prawnej albo też podstawa odpadła na skutek postanowień sądowych”.
Muzeum w Radomsku nie grozi więc utrata najcenniejszej części jego kolekcji, póki w Polsce istnieją sądy kierujące się literą prawa. I akty prawne, takie jakie dziś są. Dobrze, że Ministerstwo Kultury w Warszawie z taką determinacją broni najcenniejszego ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Radomsku. I tylko trudno pojąć,

dlaczego miejscowe władze chcą oddać

potomkom książąt Lubomirskich kolekcję, która jest dziś własnością miejscowego muzeum. Rozmawiałem z mec. Tomaszem Grzybkowskim z Poznania, który wystosował do dyrekcji muzeum w Radomsku pismo grożące wniesieniem sprawy do sądu. Jest pewien wygranej. Próbowałem dowiedzieć się od księcia Lubomirskiego, jaka będzie jego odpowiedź na nadgorliwą wręcz ofertę porozumienia nadesłaną z Radomska. Niestety, w jego krakowskim mieszkaniu odzywa się jedynie automatyczna sekretarka.
A może adwokaci braci Lubomirskich zamiast wysyłania kolejnych ostrzeżeń w stosunku do muzealników i straszenia ich sądem, uświadomią książętom, że droga to mocno niepewna? Przynajmniej do czasu wprowadzenia w życie ustawy o reprywatyzacji. Tymczasem ta jest dość mało prawdopodobna. A ponieważ miejscowe władze zrobiły już dotąd wszystko, co możliwe, by spełnić oczekiwania „swoich książąt”, wciąż zapewne łatwiejsze wydaje się wymuszenie zwrotu obrazów na drodze decyzji administracyjnych.

 

 

Wydanie: 14/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy