Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W MSZ gołym okiem widać proces, który co poniektórzy już zaczęli nazywać deuwolizacją. To znaczy wypłukiwaniem osób, które były kojarzone z Unią Wolności czy też z Platformą Obywatelską. Weźmy komunikat sprzed paru tygodni, że ambasadorem w Słowenii ma zostać Piotr Kaszuba. Otóż jest to człowiek, który był dyrektorem Biura Dyrektora Generalnego, gdy owym dyrektorem generalnym był Jerzy Pomianowski. Kaszuba był de facto jego prawą ręką. Co gorsza, naśladował go w arogancji i bardzo szybko narobił sobie masę wrogów. Wiele też mógł, co kłuło ludzi w oczy. Na przykład to, że w MSZ na pół etatu zaczęła pracować jego żona, na nowo utworzonym stanowisku. A stanowisko polegało na zajmowaniu się rodzinami dyplomatów. Niby drobiazg – ale pamiętajmy, że inaczej wygląda status małżonki dyplomaty, gdy jedzie za granicę jako pracownik MSZ, a inaczej gdy jedzie jako osoba z zewnątrz.
To cwaniactwo złościło obecną władzę, następca Pomianowskiego, Piotr Wojtczak, bardzo chodził koło tego, żeby żonę Kaszuby, przed wyjazdem do Lublany, jakoś z tego stanowiska wypchnąć. A nikt przecież nie ma złudzeń – nie chodził z własnej inicjatywy.
Mieliśmy więc taką grę. Wysyłając za granicę człowieka Pomianowskiego, pozbywając się go, osłabiamy jego pozycję w MSZ. A robiąc brzydki zapach wokół jego żony, osłabiamy w dwójnasób. Przy okazji zbijamy punkty w PiS, bo Pomianowski grał w ostatnich miesiącach na to, że jest człowiekiem Platformy. Oraz zbijamy punkty wśród MSZ-etowskiej braci, bo na Kaszubie odegrać się chciało może nie pół MSZ, ale jedna czwarta na pewno.
Innym przykładem deuwolizacji jest historia Anny Grupińskiej, spokrewnionej ze Stanisławem Komorowskim, obecnym wiceministrem (razem z Pomianowskim chodzili do Sejmu, do biur PO).
Grupińska kierowała Departamentem Systemu Narodów Zjednoczonych i Problemów Globalnych. Do MSZ przyszła jeszcze w latach 90., wcześniej była sekretarzem sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, którą kierował Bronisław Geremek. Najpierw przeszła przez placówkę, potem dostała departament. I oto zdarzyła się taka historia – ambasada Watykanu wysłała do MSZ pismo zawierające propozycję wspólnej inicjatywy na arenie międzynarodowej. Pismo trafiło do Departamentu SNZ. A stamtąd, po wydaniu opinii, powinno być skierowane do ministra. Ale ono gdzieś w tym departamencie, w jakiejś szufladzie utknęło. Co się zdarza w każdej biurokracji. Sęk w tym, że po paru tygodniach oczekiwania nuncjatura zwróciła się do MSZ z zapytaniem, co oznacza milczenie w sprawie przysłanego wcześniej pisma. No i wybuchła awantura.
Sprawa zapomnianego pisma okazała się pięknym pretekstem – Grupińskiej podziękowano za kierowanie departamentem. Na jego czele postawiono dotychczasowego wicedyrektora, mimo że podobno to on odpowiadał za całą sprawę. I wszyscy są zadowoleni. Wicedyrektor, bo został niespodziewanie dyrektorem, Grupińska, bo na otarcie łez pewnie wyjedzie na jakąś drugorzędną placówkę, no i pani Fotyga, bo ma kolejny sukces kadrowy.
Tak się odbija MSZ!

Wydanie: 39/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy