Bolesna strata

Bolesnej wiadomości o śmierci księdza Tischnera należało się spodziewać od chwili, gdy ogłoszono, że najwyższe odznaczenie państwowe, Order Orła Białego, przedstawiciel prezydenta Kwaśniewskiego wręczał choremu na łóżku szpitalnym.
Wiele słów pada teraz o wielkości Zmarłego jako filozofa, pisarza, kapłana i dobrego człowieka, co jest zapewne najważniejsze. Chcę wspomnieć księdza Józefa jako kapelana I Zjazdu “Solidarności” w hali Olivii w Gdańsku. Teologia nienawiści, tak teraz szeroko rozpowszechniana przez licznych księży, a nawet przez biskupów, nazwiska znane, więc nie będę wymieniał, nie oddziaływała jeszcze w owych czasach tak silnie na ludzi, jak to się dzieje dzisiaj i co tak szlachetnie zwalczał ksiądz Tischner. Niemniej wąskim strumykiem przeciekała na salę obrad, uwidaczniając się przede wszystkim w sprawie podziękowania dla KOR-u za opiekę nad robotniczymi ofiarami antykomunistycznych buntów. Podłoże sprzeciwu wobec proponowanej uchwały Zjazdu zawierającej stosowne podziękowanie było takie samo jak dzisiaj to, które ożywia teologię nienawiści, czyli antysemickie. Myśleliśmy wtedy naiwnie, że te obrzydliwe antyżydowskie slogany, jakie zaczęty się pojawiać na murach i płotach we Wrzeszczu i w innych częściach Trójmiasta, były dziełem Bezpieki. Niestety, rozwój wydarzeń pokazał, że pisali swoi, co nie wyklucza przypuszczenia, iż Bezpieka też się do tego przyłożyła, ale dowodów nikt nie szukał. U nas w ogóle mało się szuka. Pada wiele oskarżeń, pomówień, przypuszczeń, ale do końca nie wyjaśnia się wszystkiego, jak np. sprawy pustej teczki, którą z Kancelarii Prezydenta Wałęsy zwrócono gdzie należy, zaś po komisyjnym otwarciu okazało się, że teczka jest pusta. Zawierała ona dokumentację sprawy “Bolka”, agenta Bezpieki, którym rzekomo miał być Lech Wałęsa, zanim skoczył przez bramę. Na Zjeździe głośno o zawartości tej teczki mówiono. Andrzej Gwiazda przekonywał mnie przez kilka dni, że popieram ubeka, stojąc za Wałęsą. Przez długie lata zajmowałem wysokie stanowisko, dające mi więcej niż innym dziennikarzom wiedzy o sprawach państwowych, przeto znam mniej więcej treść teczki dostarczonej Wałęsie, od którego wróciła całkiem ponoć pusta. Wałęsa, mimo tego iż całkowicie się skompromitował jako polityk, jest ważną postacią w historii Polski i warto wiedzieć, czy aby nie jest pomawiany, ale cóż można zrobić, skoro nikt z najwyższych urzędników prokuratury i Ministerstwa Sprawiedliwości nie chce dociekać sprawy pustej teczki. Koniec dygresji o teczce. Wróćmy do zasług księdza Tischnera.

Powiedziałem, że teologia nienawiści na Zjeździe dawała znać o sobie słowami: “Żydom nie będziemy dziękować”. Ten wątek rozwinięty mógł zrodzić bardzo gorzkie owoce, gdy nastał stan wojenny. Mógł wybuchnąć krwawy odwet. Władze “Solidarności” były w kryminałach bądź w internatach, czyli odcięto je od dziesięciomilionowej masy ludzi, których trawiła nienawiść do pamiętnej WRON-y i którzy byliby gotowi do odwetu, nawet krwawego. Po solidarnościowym podziemiu pętali się różni amatorzy szukania rozwiązań siłowych, skazanych, co każdy wie, na potworną klęskę, z rozlewem krwi włącznie. Gdyby kapelanem Zjazdu w Olivii był taki np. dyrektor Rydzyk, to obawiam się, że wszczepiłby delegatom odpowiednią dozę nienawiści do wroga, co zrodziłoby wspomniane wyżej konsekwencje. Na szczęście, pilnował nas ksiądz Tischner, nauczał rozumu i miłości. Tworzył swoimi częstymi kazaniami atmosferę rozumnej refleksji nad zawiłymi polskimi sprawami. Katalizował namiętności, pacyfikował wszelką wrogość w duchu ewangelicznego wybaczania. Nie przygotowywał naszej gromady delegatów do antykomunistycznej partyzantki – raczej skłaniał do szukania stołu obrad, co się zresztą tak właśnie zakończyło.
Wysłuchałem dziś w radiu opinii mego zjazdowego kolegi delegata, redaktora Adama Szustkiewicza, jednego z najmądrzejszych ludzi, jakich mamy w kraju. Porównał ilość miejsca, jaką poświęciły śmierci księdza Józefa “Gazeta Wyborcza” i skrajnie prawicowy – ponoć mocno katolicki – “Nasz Dziennik”, który to smutne zdarzenie odnotował w kilku zaledwie wierszach.
Przypuszczam, więcej – jestem pewny, że osobie księdza Tischnera i jego dziełu zostanie poświęcona nie jedna praca. Zostawił po sobie materiał do książek na różnorodne tematy. Będą książki o góralskich, chłopskich w istocie, wątkach tej spuścizny, będą prace o pogodnym humorze, jaki rozsiewał wokół siebie, o rzetelności kapłańskiej – przypadek wcale nie tak częsty, jak by się chciało; wreszcie może o najważniejszym, co zostawił po sobie – o teologii miłości pozwalającej nam, szarym i grzesznym katolikom przypuszczać, może nawet wierzyć, że rydzykowa teologia nienawiści, której zasad można się uczyć także od niejednego biskupa, jest zasadniczo sprzeczna z naukami Jezusa Chrystusa.
Na zakończenie kilka słów o wielkim międzynarodowym zjeździe w Warszawie ministrów spraw zagranicznych i szlachetnych bojowników o demokrację na świecie. Był to niewątpliwie przeogromny sukces moralny i organizacyjny profesora Bronisława Geremka, ale zarazem, i to smutne, była to wykonana prozą “Pawana na odejście Geremka”, by tak sparafrazować tytuł znanego utworu Ravela. Polska ponosi tym samym wielką stratę, gdyż na arenie międzynarodowej profesor Geremek był potęgą, niełatwą do zastąpienia, a boję się, że to w ogóle niemożliwe, by udało się znaleźć jeszcze raz wybitnego uczonego – nowatora w dziedzinie historii średniowiecznej – z taką pasją polityczną, jaką miał nasz minister. Przeżyłem blisko niego i pod jego skrzydłami heroiczny okres “Solidarności”, siedzieliśmy w tych samych kryminałach albo nawet razem, i choć bardzo, może aż nadto często, nie zgadzałem się z Profesorem w wielu sprawach, to jednak obawiam się, że w szeregach AWS-u nie da się znaleźć godnego następcy Geremka. Wielkość postaci Geremka nie zrodziła się z piastowania przez niego ważnych stanowisk publicznych – to stanowiska nabierały mocy, gdy obejmował je Profesor. Należy mu się nasza wdzięczność. Dobrze się Polsce zasłużył.
29 czerwca 2000 r.

Wydanie: 27/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy