Brzozowski w teatrze

Brzozowski w teatrze

Pomysł przeniesienia na język teatralny części dziedzictwa Stanisława Brzozowskiego jest równie nietuzinkowy jak twórczość autora

W ramach Roku Stanisława Brzozowskiego Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie zorganizował cykl spektakli-wykładów. Pomysł przeniesienia na język teatralny części dziedzictwa Stanisława Brzozowskiego jest równie nietuzinkowy jak twórczość autora – do przedsięwzięcia zaproszono siedmioro reżyserów i reżyserek, którzy podczas kilku dni prób mieli do dyspozycji salę teatralną, w której wraz z aktorami eksperymentowali, wykorzystując fragmenty twórczości autora bądź dzieł bezpośrednio z nią powiązanych, jak „Człowiek wśród skorpionów” Czesława Miłosza.

Brzozowski, za życia w równym stopniu doceniany, jak i okryty złą sławą (podejrzenia o współpracę z ochraną, które zaowocowały ostracyzmem ze strony jego środowiska), do tej pory potrafi inspirować erudycją i przenikliwością. Wydawać by się mogło, że wiele naszych narodowych wad, które portretował w esejach i powieściach, mimo upływu wieku dalej opiera się na tym samym skostniałym rdzeniu. W równym stopniu sprzeciwiał się w twórczości Sienkiewiczowskiemu usypianiu ducha, jak i młodopolskiej fascynacji formą, co odbiło się w polemikach z Henrykiem Sienkiewiczem (który wcześniej za „Mocarza” przyznał mu nagrodę w konkursie dla młodych dramaturgów) i Zenonem Przesmyckim.
Brzozowski, nie chcąc zaakceptować status quo, jego zdaniem oferowanego zarówno przez środowisko modernistów, jak i wyznawców Sienkiewicza, opowiadał się za „pracą” – czynnym włączeniem człowieka w formowanie kultury, ucieczką od roli biernego widza. Stąd zainteresowanie autorem wśród PRL-owskiej opozycji, a współcześnie w środowisku Krytyki Politycznej, która po latach posuchy wydała ponownie „Cesarza” i „Płomienie”. Jednak Brzozowski, chociaż kojarzony dziś bardziej ze środowiskami lewicowymi, był również czytany, bez posądzenia o zdradę ideałów, przez ludzi prawicy, np. związanego z endecją Zygmunta Wasilewskiego czy Jerzego Brauna.
Żarliwy, ale też w pewnym stopniu chaotyczny styl Brzozowskiego wymaga od reżyserów przedstawień wyjątkowego wyczucia – przy tak wymagającym materiale jedno potknięcie może z niego zrobić emocjonalną wydmuszkę albo drażniące, egzaltowane widowisko.

Na razie artyści wychodzą z zadania obronną ręką. Na wpół improwizowane, pulsujące podskórnym napięciem spektakle zdają się najuczciwszym sposobem przekazania idei autora „Legendy Młodej Polski” nowemu pokoleniu odbiorców. Skromne warunki, które wymuszają pewien minimalizm środków, tylko stymulują pomysłowość realizatorów. Niemalże całą adaptację „Płomieni” w reżyserii Piotra Ratajczaka, przedstawiającą historię pierwszej Międzynarodówki i Narodnej Woli, aktorzy wykonali na siedząco, podrywając się jedynie w czasie żarliwych przemówień poszczególnych bohaterów. Tłem dla odtwórców ról XIX-wiecznych rewolucjonistów były za to migawki przedstawiające ruch Occupy Wall Street.
Nie jest to pierwszy raz, kiedy spotykamy się w teatrze z próbą uaktualnienia przekazu autora – jeszcze nie ostygły zachwyty nad wystawianą w Teatrze Wybrzeże „Sprawą operacyjnego rozpoznania”, gdzie losy Ruchu Wolność i Pokój przeplatane były fragmentami zaczerpniętymi właśnie z „Płomieni”. Na tych przykładach widać, że choć na przestrzeni wieków różnią się cele, do których dążą buntownicy, i środki, jakimi się posługują, jedno się nie zmienia – niezgoda na niesprawiedliwość i poniżenie jako skutek uboczny jakiejkolwiek rzeczywistości, czy to będzie PRL, Rosja pod rządami cara Mikołaja II, czy system kapitalistyczny.

Wyjątkowo ciekawie wypadła też adaptacja „Głosów wśród nocy” – zbioru esejów Brzozowskiego poświęconych krytyce literackiej i ocenie stanu kultury europejskiej. Sama idea przedstawienia, do którego punktem wyjścia był esej, jest dosyć karkołomna. Reżyserka Agnieszka Jakimiak, skupiając się na pismach dotyczących Amiela, Dostojewskiego i Conrada, stworzyła widowisko transowe, zrytmizowane, nadające esejom Brzozowskiego groteskowy, trochę gombrowiczowski charakter.
Mimo że zainteresowanie Brzozowskim wzrasta od ponownego wydania w 2007 r. jego jedynej ukończonej powieści, „Płomieni”, i w związku z setną rocznicą śmierci, nie można się oprzeć wrażeniu, że w stosunku do klasy tych dzieł jest to twórca niedoceniony (o czym świadczy chociażby brak wznowień wielu jego pism). Tym bardziej warto zobaczyć „Wiry”, adaptację niewznowionej do tej pory powieści z 1904 r. – ostatnie przedstawienie w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego z cyklu „Brzozowski” odbędzie się 15 grudnia, o godz. 19 (wstęp wolny).

Wydanie: 50/2011

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy