Bunt potęgą jest i basta

Bunt potęgą jest i basta

Wiele praw, z których na co dzień korzystamy, ma początek w chłopskim nieposłuszeństwie

Dr Michał Rauszer – badacz buntów chłopskich

Przeciwko czemu buntowali się polscy chłopi w ciągu czterech wieków obowiązywania pańszczyzny?
– Przede wszystkim przeciwko samej tej instytucji, czyli przymusowi pracy na pańskim polu przez określoną liczbę dni w tygodniu. Mocno ograniczało to ich możliwości rozwijania własnych gospodarstw, a nawet wyżywienia się, bo rolnictwo było o wiele bardziej pracochłonne niż obecnie. W wielu krajach, np. we Francji, chłopi nie świadczyli darmowej pracy, tylko płacili ustaloną kwotę czynszu. Polskie chłopstwo konsekwentnie domagało się identycznego rozwiązania.

Praca na nie swoim polu, czyli na folwarku, obowiązywała zarówno posiadaczy niewielkiego kawałka ziemi, jak i najbogatszych kmieci. W pozostałych kwestiach te grupy miały sprzeczne interesy, ale względem pańszczyzny były w wymuszony sposób solidarne. Poza tym pamiętajmy, że pan miał nad chłopami praktycznie nieograniczoną władzę. Stawał się więc tym wrogiem, wobec którego podejmowano wspólne działania.

Chłopi potrafili wyobrazić sobie świat, w którym nie musieliby obrabiać pańskiego pola?
– Przez długi czas robili to od dwóch do czterech dni rocznie, aż nagle w 1520 r. Zygmunt Stary nadał szlachcie przywilej, na mocy którego pańszczyzna zaczęła wynosić minimum jeden dzień tygodniowo. Bez wątpienia wśród ludu długo przetrwała pamięć o czasach, kiedy pracowano na rzecz dworu jedynie kilka dni w roku. Z kolei w XVIII w. także na polską wieś zaczęły docierać koncepcje, które na Zachodzie zaowocowały m.in. rewolucją francuską, takie jak idea równości wszystkich ludzi. Bardzo trudno jednak ustalić, co tak naprawdę myśleli chłopi, gdyż nie dysponujemy źródłami, w których szczerze wypowiadaliby się na ten temat. Nie istniały przecież wówczas żadne badania tej grupy, nie było organizacji, które wyrażałyby ich aspiracje, nie było prasy, książek itp. Pewnych wskazówek dostarcza nam za to wiejski folklor. Gdy zaczęto go rejestrować, okazało się, że jednym z tematów opowieści i pieśni było to, jak w przeszłości wszyscy byli równi wobec króla. Inne pieśni zawierały wyobrażenie zbójnika rewolucjonisty wprowadzającego porządek, w którym każdy jest traktowany tak samo. Były też opowieści o Chrystusie, który wędruje wśród ludu i wprowadza powszechną równość. Chłopom nieobce było zatem myślenie, że system, w którym funkcjonują, jest niesprawiedliwy. Marzyli o silnej władzy, która przywróciłaby naturalny stan równości.

Podważanie istniejących stosunków rzadko przyjmowało radykalną postać.
– W okresie pańszczyźnianym jawne buntowanie się przeciw szlachcie było działalnością samobójczą. I to dosłownie: do drugiej połowy XVIII w. pan nie ponosił żadnych konsekwencji za zabicie chłopa, który był jego własnością. Niezadowoleni nie mogli więc po prostu zebrać się w grupę i np. rozpocząć strajk. W takich sytuacjach podporządkowani bardzo często odwołują się do tzw. ukrytych form oporu. Są one mało spektakularne, ale nierzadko skutecznie podważają dany system wyzysku. Na co dzień chłopi przeciwstawiali się pańszczyźnie właśnie w ten sposób: podkradając panu zboże, pracując wolno i niedbale, celowo niszcząc niezbędne narzędzia itd. Francuz Hubert Vautrin, który pod koniec XVIII w. przebywał w Polsce, zaobserwował scenę podnoszenia beczki przez „sześciu wysokich włościan”. Zajęło im to strasznie dużo czasu, dlatego zainteresował się, co tak ciężkiego znajdowało się w środku. Okazało się, że beczka była pusta. Chłopi odgrywali przed panem spektakl ciężkiej pracy pańszczyźnianej, a w rzeczywistości trwonili jej czas na bezużyteczne zajęcia.

Gdy jeden chłop pańszczyźniany tylko udawał, że pracuje, nie miało to większego znaczenia, ale gdy robili to wszyscy zobowiązani do pracy w danym majątku, oznaczało to realne straty dla jego właściciela. W ten sposób codzienny, niewidoczny, anonimowy opór wyrządzał systemowi opresji dużo większe szkody, niż przyniosłaby otwarta konfrontacja.

Były jednak sytuacje, w których chłopi mogli walczyć o swoje prawa na drodze sądowej.
– W Polsce istniały dwa rodzaje dóbr: prywatne i należące do władcy, tzw. królewszczyzny; opłaty za dzierżawę tych drugich były jednym z głównych źródeł utrzymania państwa. Chłopi przypisani do dóbr królewskich, którzy uważali, że dzierżawca nakłada na nich zbyt duże obciążenia, mieli możliwość odwoływania się do sądów referendarskich. Bardzo często zarzucali tę instytucję skargami, a gdy otrzymywali od niej jakikolwiek „papier”, uznawali to za podstawę do wstrzymania pracy. Sądy referendarskie czasem wydawały wyroki na korzyść chłopów, które część panów respektowała, ale nawet nieprzychylne rozstrzygnięcia sprawiały nieraz, że dzierżawca ustępował, co było sporym osiągnięciem.

Komisje podobne do sądów referendarskich istniały także w dobrach niektórych magnatów. Sprawdzały one, jak dzierżawcy traktują chłopów, co było jednocześnie formą nadzoru nad magnackim majątkiem. Wielu dzierżawców żaliło się, że ich poddani nic nie robią, tylko ślą komisji tzw. supliki. Dzierżawca i sama komisja musieli się do nich jakoś ustosunkować, co czasem prowadziło do zelżenia ucisku.

W dobrach szlacheckich chłopi byli wyłączną własnością pana i nie mieli możliwości odwołania się do żadnej wyższej instancji.

W imperium Habsburgów pod koniec XVIII w. majątki szlacheckie włączono w system powszechnego sądownictwa.
– Był to element tzw. reform józefińskich, które miały wprowadzić monarchię w nowoczesność. Dzięki tej zmianie w zaborze austriackim chłopi mieli możliwość procesowania się z panami – i korzystali z niej. Poza tym ograniczono darmochy, czyli dodatkowe bezpłatne prace na rzecz dworu, ustanowiono zasadę, że pańszczyzna nie może przekraczać trzech dni w tygodniu, podjęto też kilka innych decyzji korzystnych dla chłopstwa. Oczywiście zrobiono to nie z miłości do ludu, ale w celu odebrania panom bezwzględnej władzy nad chłopami i przejęcia jej przez państwo. Po śmierci Józefa II jego reformy rozmiękczono, ale wiele przyjętych rozwiązań nadal funkcjonowało.

Opór to także tworzenie przez chłopów odrębnej kultury.
– System pańszczyźniany zakładał, że mieszkańcy wsi są rodzajem zwierząt roboczych, stworzonych do wykonywania poleceń właścicieli. Ludowe wiersze i pieśni miały wobec tego dodatkowe znaczenie psychologiczne, gdyż samo ich tworzenie było dla chłopów potwierdzeniem człowieczeństwa. Wiele elementów chłopskiej kultury pozwalało jeszcze wyraźniej podkreślać granicę między nimi a panami oraz budować sieci zaufania, bez których niemożliwe są bardziej zaawansowane formy oporu, a w dalszej perspektywie – bunt. Sąsiadowi, z którym opowiadamy sobie dowcipy o naszym panu, mogę zaproponować wspólne sabotowanie pracy na dworskim polu, bo jest bardzo prawdopodobne, że mnie nie wyda.

Chłopski bunt nigdy nie pojawiał się w próżni, np. pod wpływem agitatora, który przyszedł do wsi i porwał jej mieszkańców płomienną przemową. Musiał być poprzedzony latami budowania różnego rodzaju więzi społecznych opartych na określonym stosunku do pańszczyzny, co działo się właśnie na gruncie kultury ludowej.

Podkreślasz w książkach, że radykalne wystąpienia chłopskie nie były ślepymi wybuchami frustracji, której nie dało się już dłużej tłumić.
– Na całym świecie istnieje skłonność do postrzegania ludowych buntów jako spontanicznych zrywów doprowadzonej do skrajności, agresywnej tłuszczy. Tymczasem każdy, kto miał bliżej do czynienia z jakimikolwiek grupami podporządkowanymi, wie doskonale, że jednym z najistotniejszych elementów socjalizacji jest w nich nauka opanowywania gniewu w relacjach z władzą, czy będzie to szlachcic, właściciel niewolników, kacyk partyjny, czy policjant. Również kultura polskich chłopów kładła bardzo mocny akcent na samokontrolę, gdyż wybuch w konfrontacji z panem mógł dla nich źle się skończyć. Dlatego wszczynali rewolty wyłącznie w sprzyjających okolicznościach, np. gdy ich panowie byli zaangażowani w jakiś konflikt. Tak było w przypadku rabacji galicyjskiej (1846 r.). Część jej uczestników ewidentnie stanęła po stronie rządu, ale większość jedynie udawała, że sprzyja Austriakom, by wykorzystać szlacheckie powstanie do rozprawienia się ze swoimi krzywdzicielami. Ponieważ chłopi niejako włączyli się w działania władz zaborczych, te nie mogły im tak po prostu powiedzieć: zbuntowaliście się, to teraz was wszystkich stracimy lub wsadzimy do więzienia.

Ludowe rebelie były nie tylko racjonalne politycznie, ale także nieźle zorganizowane.
– Opierały się na istniejących schematach współpracy. Angielski historyk Edward P. Thompson w ciekawy sposób wykazał, że większość buntów miała strukturę zaczerpniętą z wiejskich obrzędów, podczas których we wspólnocie obowiązywał podział na role. Taką wewnętrzną logikę miały choćby wystąpienia w czasie rabacji galicyjskiej – przykładowo, gdy mężczyźni napadali na dwory, kobiety zajmowały się ich plądrowaniem.

Jakie było długofalowe znaczenie oporu przeciw pańszczyźnie, np. dla późniejszej świadomości politycznej chłopów i robotników?
– Niezwykle trudno ocenić skuteczność poszczególnych form samoobrony. Na pewno duże znaczenie miały codzienne praktyki, które podważały podstawy ekonomiczne systemu folwarcznego, gdyż niewielka efektywność była jedną z ważnych przyczyn jego upadku.

Bardziej skomplikowana jest sprawa otwartych wystąpień przeciwko szlachcie. Niektóre protesty kończyły się dla uczestników bardzo źle, a w ich następstwie wprowadzano dodatkowe narzędzia dyscyplinowania. Bywało jednak, że chociaż bunt został spacyfikowany, zmusił danego właściciela ziemskiego czy dzierżawcę do przemyślenia, czy nie lepiej w wybranych kwestiach pójść chłopom na rękę, niż ryzykować kolejny wybuch niezadowolenia.

Doniosłe konsekwencje miał największy ludowy bunt na ziemiach polskich, czyli rabacja galicyjska, o której mówiła cała Europa. Jak pisał Eric Hobsbawm, jeden z najbardziej znanych historyków XIX w., to wydarzenie uświadomiło różnym grupom politycznym, zarówno postępowym, jak i bardziej konserwatywnym, że z chłopami trzeba się liczyć i uwzględniać ich w programach politycznych, co nie pozostało bez wpływu na wydarzenia Wiosny Ludów.

Zastanawiam się, jakie mogą być korzyści z upowszechniania wiedzy o tym, jak buntowali się nasi przodkowie.
– Moim zdaniem opowiadanie historii oporu ma wielkie znaczenie, zwłaszcza w kontekście rosnącej popularności skrajnej prawicy. Przeciętny młody chłopak, który myśli, że Korwin-Mikke jest najmądrzejszy na świecie, nie ma świadomości, że wiele praw, z których na co dzień korzysta, zawdzięcza walkom społecznym wielu pokoleń zwykłych ludzi, zapoczątkowanym chłopskim nieposłuszeństwem. Prawo do strajku, bezpłatna edukacja i opieka zdrowotna, prawa wyborcze, równość wobec prawa, emerytury, ośmiogodzinny dzień pracy, płatne urlopy, urlopy macierzyńskie – nic z tego nie spadło z nieba ani nie było gestem dobrej woli ze strony władzy.

Drugim powodem, dla którego warto mówić o dawnych buntach, jest ryzyko odwróconego rasizmu kulturowego. Polega on nie na tym, że uznajemy daną grupę społeczną za gorszą, tylko na tym, że traktujemy ją jako wymagającą specjalnej troski i w ten sposób kwestionujemy jej sprawczość. Temat pańszczyzny i chłopskiego pochodzenia większości Polaków zaczyna być coraz wyraźniej obecny w debacie publicznej, zwłaszcza w środowiskach lewicowych, ale nie chciałbym, aby zaowocowało to litowaniem się nad współczesnymi mieszkańcami wsi czy tłumaczeniem im, jak mają postrzegać wielowiekowy wyzysk ich przodków. Zwrócenie się w stronę historii budowania przez chłopów własnej tożsamości, kultury i strategii oporu pozwala uniknąć tego rodzaju paternalizmu i pokazać podmiotowość tej grupy.

O tobie nie można powiedzieć, że jesteś miejskim inteligentem, który postanowił pochylić się nad uciskiem ludu.
– Rzeczywiście, urodziłem i wychowałem się na wsi, w rodzinie robotniczej, w której mówiło się gwarą śląską. Pamiętam bardzo dokładnie, jak w latach 90. najgorszą obelgą było nazwanie kogoś wieśniakiem i jak idąc do szkoły średniej czy na studia, ukrywałem swój „wiejski” akcent, a więc wypierałem się swojej „ludowości”. Kiedy na studiach zacząłem się uczyć o kulturze ludowej, kulturze materialnej wsi i pańszczyźnie, byłem zaszokowany, że tak ważne kwestie są praktycznie nieobecne w świadomości społecznej. Dość powiedzieć, że o buncie chłopskim w mojej rodzinnej miejscowości, który miał miejsce w 1811 r., dowiedziałem się dopiero, pracując nad książką na temat oporu wobec pańszczyzny. W podręcznikach nie znajdzie się historii moich przodków, są w nich tylko ci, na których oni pracowali.

m.sobczyk@tygodnikprzeglad.pl


Dr Michał Rauszer – etnograf i kulturoznawca, adiunkt w Zakładzie Interdyscyplinarnych Badań nad Kulturą Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się kulturową historią buntu oraz historią teorii krytycznej. Właśnie ukazała się jego nowa książka „Bękarty pańszczyzny. Historia buntów chłopskich”, a w lutym 2021 r. odbędzie się premiera „Siły podporządkowanych”.


Nie tylko rabacja galicyjska
Wybrane wystąpienia chłopskie na ziemiach polskich

1038 – bunt przeciw obciążeniom na rzecz możnowładców i przeciw Kościołowi
1492-1497 – rebelia chłopów mołdawskich i ruskich na Podkarpaciu
1651 – powstanie Kostki-Napierskiego na Podhalu
1651 – bunt w wielkopolskich dobrach cystersów, spowodowany wzrostem ciężarów feudalnych
1669-1670 – bunt górali przeciw podatkowi na rzecz wojsk Jana Wielopolskiego
1702-1705 – antyfeudalne powstanie kozacko-chłopskie na Ukrainie
1755 – rozruchy w Wielkopolsce, na Podkarpaciu, Białorusi i Ukrainie
1768 – koliszczyzna, czyli pogromy szlachty, Żydów i duchowieństwa na Ukrainie
1769 – powstanie przeciw przywróceniu pańszczyzny w dobrach królewskich w Szawlach
1932 – powstanie leskie, zapoczątkowane nakazem darmowej pracy na rzecz samorządu
1937 – starcia z policją podczas Wielkiego Strajku Chłopskiego


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 49/2020

Kategorie: Historia