Internowanie „czerwonych” Hiszpanów

Internowanie „czerwonych” Hiszpanów

Francuzi zamknęli republikanów walczących z wojskami Franco w obozach

W styczniu 1939 r. zbuntowane wojska gen. Franco przy ogromnym wsparciu finansowym III Rzeszy oraz militarnym faszystowskich Włoch rozpoczęły ostateczną ofensywę przeciw Katalonii. Około pół miliona uchodźców przekroczyło granicę francuską, uciekając przed represjami. To, jak Republika Francuska potraktowała tych uciekinierów, jest jednym z niechlubnych epizodów w jej historii. Uchodźcy trafili do obozów internowania. Wielu, również polskich, ochotników Brygad Międzynarodowych pozostało w nich do upadku Francji w 1940 r. i trafiło do niemieckich obozów koncentracyjnych.

W styczniu 1939 r. załamał się republikański front w Katalonii. Armia Franco uzyskała kolejne dostawy broni z Niemiec. W ofensywie uczestniczyły też tysiące zaprawionych w bojach Włochów przysłanych przez Mussoliniego. Republika Hiszpańska pod presją Ligi Narodów zdemobilizowała złożone z antyfaszystowskich ochotników Brygady Międzynarodowe. We wrześniu 1938 r. wycofano je z frontu. Część ochotników znajdowała się jeszcze w Katalonii, czekając na demobilizację oraz możliwość wyjazdu. Dotyczyło to m.in. Polaków, których rząd II RP nie chciał przyjąć w kraju, a Francja wpuścić na swoje terytorium.

Gdy wojska Franco zajmowały Katalonię, napotkały nikły opór wyczerpanych walką oddziałów republikańskich. Powołanie na nowo Brygad Międzynarodowych pomogło jedynie osłonić odwrót rzesz uchodźców. O tym, że pokonani nie mogą liczyć na ludzkie traktowanie, świadczyło wydanie przez frankistów prawa uznającego za kryminalistę każdego, kto opowiedział się po stronie Republiki. Zwycięzcy okazywali także wrogość wobec Katalończyków. Podczas pierwszej mszy w zdobytej przez frankistów Tarragonie przemawiający biskup stwierdził: „Katalońskie psy! Nie jesteście godni słońca, które nad wami świeci!”.

Exodus

Rozpoczęła się Retirada – exodus z Katalonii. „Ciężarówka z trudem przepychała się w ciżbie aut, ludzi, wozów. Suną obok małych osobowych aut wielkie jak nasza ciężarówki pełne stłoczonych ludzi z walizkami, tobołami, workami z pościelą, z dziećmi. Na chodnikach leżą porzucone meble. Powiewają strzępy podartych legitymacji partyjnych i związkowych. Ci, którzy nie mogą uciekać, niszczą ślady swoich »zbrodni«”, wspominała Zofia Szleyen, redaktorka „Dąbrowszczaka”, pisma XIII Brygady Międzynarodowej.

Dąbrowszczacy
w naszej księgarni

Kolumny uchodźców ostrzeliwane były przez rebelianckie lotnictwo i artylerię. Wielu uciekających, zwłaszcza starszych i chorych, zmarło w trakcie podróży. Ci, którzy przeżyli, trafiali na granicę często bez żadnego dobytku.

Dla francuskiego rządu fala uchodźców stała się kłopotliwa. Paryż prowadził wówczas rozmowy w sprawie uznania rządu gen. Franco. Prawicowa prasa alarmowała o „hordach czerwonych rewolucjonistów”, które chcą wkroczyć do kraju i „podeptać wartości republikańskie”. 28 stycznia rząd Édouarda Daladiera zgodził się na wpuszczenie przybyszów, jednak władze podjęły decyzję o zgromadzeniu ich w obozach internowania. Wedle różnych szacunków między 28 stycznia a 13 lutego 1939 r. z Katalonii uciekło 475-500 tys. osób. Aby uniemożliwić im wyjazd ze strefy granicznej, francuskie władze skierowały na przejścia graniczne dodatkowe oddziały wojska.

Warunki bytowe były bardzo trudne. Na przykład w Argelès-sur-Mer wydzielono część plaży, którą otoczono drutem kolczastym oraz posterunkami wojskowymi. Uchodźców pilnowali żołnierze z oddziałów strzelców senegalskich. Było to celowe działanie, mające uniemożliwić internowanym porozumiewanie się ze strażnikami. Internowany tam weteran Brygad Międzynarodowych Michał Bron wspominał, że uchodźcy musieli przygotować latryny oraz wykopać sobie ziemianki osłaniające przed wiatrem. Pomoc władz ograniczała się do przywożenia codziennie jedzenia, którego i tak nie dla wszystkich wystarczało. Internowani cierpieli też z braku dostępu do świeżej wody. Codziennie umierali starsi oraz ranni, szerzył się tyfus.

Pod wpływem opinii publicznej francuskie władze zaczęły łączyć rozdzielone rodziny, a rannym zapewniać opiekę. Cywilów stopniowo odsyłano do miejsc internowania w różnych departamentach, a posiadających francuskie obywatelstwo wypuszczano. Były jednak przypadki nakłaniania, a nawet przymusowego wywożenia cywilów na granicę i wypychania do Hiszpanii, gdzie czekały ich represje.

Niewielka grupa uchodźców została przyjęta przez Meksyk. Ci, których było stać, wyjeżdżali do krajów Ameryki Łacińskiej. Internowani występowali również o transfer do ZSRR, ale było ich niewielu. Przed przerzutem musieli przejść wnikliwe badanie poglądów politycznych oraz życiorysów przez przedstawicieli radzieckiej ambasady. Do ZSRR trafili głównie ci z koneksjami politycznymi. Niektórzy walczyli później podczas wojny w szeregach Armii Czerwonej.

Nacisk na Francuzów

Sytuacja internowanych we Francji poprawiła się dzięki wsparciu Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i innych organizacji. Rząd francuski rozpoczął oddzielanie cywilów od osób „niebezpiecznych” politycznie – głównie anarchistów i komunistów, a także żołnierzy. Utworzył sieć nowych obozów internowania, w których wybudowano baraki oraz podstawową infrastrukturę dla uchodźców. Do takiego miejsca odosobnienia w Gurs trafiło 6808 ochotników Brygad Międzynarodowych, wśród nich według różnych szacunków od 786 do 950 Polaków. W obozie znaleźli się poza tym byli żołnierze Hiszpańskiej Armii Ludowej, lotnicy internowani we Francji i baskijscy antyfaszyści – w sumie 24,5 tys. osób. Przygotowano dla nich 600 baraków, a teren podzielono na „wyspy” oddzielone od siebie drutem kolczastym. Każda miała wybierany przez internowanych zarząd. Można było wydawać gazetki obozowe oraz prowadzić działalność edukacyjną. Aktywność polityczna była oficjalnie zakazana, lecz w obozie funkcjonowały komórki organizacji komunistycznych i socjalistycznych.

Warunki bytowe poprawiły się, ale i tak pozostawały trudne. Jeden z dąbrowszczaków, Jan Rutkowski, opisywał to następująco: „Ponieważ w barakach brakowało pryczy, spaliśmy na ziemi, na starej słomie i nakrywaliśmy się jednym kocem. Po kilku dniach stara słoma starła się do tego stopnia, że nadawała się tylko do wyrzucenia. Nie pozostało nic innego jak spanie na gołej ziemi”. Internowani cierpieli również z powodu niedożywienia.

Francuski rząd w kwietniu 1939 r., w obliczu zagrożenia wojennego, utworzył złożone z emigrantów Kompanie Pracowników Zagranicznych, mające wspierać wojsko przy najcięższych pracach fortyfikacyjnych i logistycznych. Zarówno Hiszpanie, jak i interbrygadziści powszechnie sprzeciwiali się wcieleniu do tych jednostek. Ciężka praca nie była odpowiednio wynagradzana, nie dawała też możliwości uzyskania obywatelstwa. Innym sposobem na opuszczenie obozu stało się wstąpienie do francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Wielu hiszpańskich weteranów zdecydowało się na ten krok. Interbrygadziści podchodzili do tej propozycji niechętnie. Dopiero po wybuchu II wojny światowej część z nich, w tym 50 Polaków, wstąpiła do Legii.

W sierpniu 1939 r. we francuskich obozach internowania przebywało 173 tys. „Hiszpanów”, w tym weterani Brygad Międzynarodowych. Po wybuchu II wojny doszło do tego, że w miejscach odosobnienia przetrzymywano razem hiszpańskich antyfaszystów, Francuzów oraz niemieckich imigrantów podejrzewanych o sympatyzowanie z Hitlerem. Do obozu w Gurs skierowano ok. 4 tys. żydowskich uchodźców, których francuskie władze uznały za niebezpiecznych ze względu na niemieckie obywatelstwo.

15 września obóz w Gurs odwiedzili przedstawiciele polskiego konsulatu w Tuluzie, aby rozpocząć rozmowy z polskimi weteranami z Hiszpanii. Członkowie Brygad Międzynarodowych starali się o przyjęcie do Wojska Polskiego, domagając się m.in. przywrócenia obywatelstwa oraz respektowania zdobytych w Hiszpanii stopni wojskowych i swobody politycznej.

9 grudnia do obozu przybył kapitan ze sztabu generalnego WP we Francji. Wizyta zakończyła się awanturą, gdy zwymyślał przybyłych na spotkanie dąbrowszczaków i nie chciał przyjąć zgłoszeń ochotników narodowości żydowskiej. Negocjacje zostały zerwane, a polskie kierownictwo grupy internowanych oświadczyło, że każdy powinien decydować o wstąpieniu do WP na własną rękę. Z okazji tej skorzystało ok. 80 dąbrowszczaków.

Obozy koncentracyjne

Pod koniec kwietnia 1940 r. francuskie władze zdecydowały o przeniesieniu wszystkich weteranów Brygad Międzynarodowych z Gurs do Afryki Północnej. Akcja była brutalna. „Wieczorem 30 kwietnia 1940 r. do obozu polskiego wpadło 40 garde mobiles [żandarmów] i według uprzednio przygotowanego wykazu wyprowadziło do samochodów ciężarowych czołowy aktyw polskiej grupy”, wspomina Jan Rutkowski. Oficerowie, wśród nich ostatni dowódca XIII Brygady Międzynarodowej Henryk Toruńczyk, trafili początkowo do obozu karnego w Vernet. Przetrzymywano tam zarówno więźniów politycznych, jak i kryminalistów; zdarzało się bicie i okradanie internowanych przez strażników.

Po klęsce Francji kolaboracyjny rząd Vichy przystąpił do budowania sieci obozów koncentracyjnych dla interbrygadzistów, „czerwonych” Hiszpanów, Żydów oraz innych „politycznie niepożądanych”. Aby uniknąć deportacji do Algierii, niektórzy internowani zgodzili się na wyjazd na roboty do Niemiec. Naziści rekrutowali tanią siłę roboczą dla przemysłu i rolnictwa. Szacuje się, że w ten sposób do Niemiec trafiło ok. 30 tys. Hiszpanów, a także wielu weteranów Brygad Międzynarodowych. Po decyzji władz III Rzeszy o aresztowaniu wszystkich walczących w siłach republikańskich w wojnie domowej w Hiszpanii ok. 10 tys. zesłano do obozów koncentracyjnych. Dokumenty ujawnione przez hiszpańskie ministerstwo obrony w 2018 r. dowodzą, że deportacja nastąpiła za wiedzą i przy wsparciu reżimu Franco, przekazującego Niemcom dane o uchodźcach.

Ci, którzy zostali wywiezieni do Algierii, uniknęli śmierci z rąk nazistów, jednak nie byli bezpieczni. Obóz w Dżilfie stanowił jedno z miejsc zsyłki zlokalizowanych w Algierii. Położony 300 km na południe od Algieru i strzeżony przez wojska kolonialne zapewniał całkowitą izolację internowanych. Panowały w nim bardzo trudne warunki. Początkowo internowani mieszkali w namiotach, a brak dostępu do czystej wody spowodował epidemię tyfusu. Sytuacja nie poprawiła się po lądowaniu aliantów w Algierze i wyzwoleniu Dżilfy. Według angielskojęzycznego raportu przygotowanego dla aliantów w grudniu 1942 r. w obozie wciąż przebywało ok. 870 internowanych, w tym 470 byłych żołnierzy Hiszpańskiej Armii Ludowej oraz 275 weteranów Brygad Międzynarodowych, wśród nich 111 Polaków. Dokument zwraca uwagę na wyczerpanie przetrzymywanych, niedożywienie i prześladowania ze strony strażników. Wskazano w nim, że 30 więźniów cierpiało na gruźlicę, a dalszych 70 na inne poważne choroby czyniące z nich inwalidów. Władze obozowe, które pozostały niezmienione po lądowaniu aliantów w Algierii, utrudniały internowanym kontakt ze światem zewnętrznym.

Polski konsul w Algierze rozpoczął negocjacje dotyczące wstąpienia dąbrowszczaków z Dżilfy do WP. Postawa dyplomaty spowodowała jednak zerwanie rozmów. Do polskiego wojska dołączyło tylko 10 weteranów z Hiszpanii. 20 wybrało armię brytyjską. Pozostali, w tym Henryk Toruńczyk, po negocjacjach ze stroną radziecką zostali przerzuceni do ZSRR, gdzie trafili do Wojska Polskiego na froncie wschodnim.

Spośród wyzwolonych przez aliantów Hiszpanów wielu wyjechało do Meksyku oraz innych państw Ameryki Łacińskiej. Część wstąpiła do Legii Cudzoziemskiej.

W momencie wyzwolenia Francji w kraju przebywało ok. 240 hiszpańskich emigrantów, ok. 40% stanowili uciekinierzy z okresu Retirady. W samym obozie Gurs końca wojny doczekało ponad 1,5 tys. Hiszpanów. Liczyli, że będą mogli powrócić do kraju i obalić dyktatora, który wspierał III Rzeszę. Ze względu na rozgrywki polityczne wśród aliantów stało się inaczej.

Fot. AFP/East News

Wydanie: 35/2022

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy