Był, jest i będzie czerwony

Był, jest i będzie czerwony

Kiedy tylko ujawnia się bardziej mroczne oblicze polskiej prawicowej sceny politycznej, choćby w błazeńskich obrazkach świętujących polskich faszystów, którzy wznoszą toasty za Hitlera czy układają swastykę z czekoladowych wafelków, natychmiast z zadziwiającą prawidłowością następuje automatyczne przekierowanie uwagi na barwy czerwone i takież sztandary.

Odbywa się rytualny spektakl rzekomych dwóch ekstremizmów: faszyzmu i komunizmu, pojawia się widmo równorzędnych totalitaryzmów. Polska prawica i polityczne centrum, przy powszechności fobii (a raczej wybranej strategii propagandowej) antykomunistyczno-antylewicowej, niezbornie, ale konsekwentnie wybielają sam faszyzm i relatywizują jego zbrodnie. Idzie za tym łagodne, pobłażliwe ponad obowiązujące prawo, traktowanie zbrodni, przestępstw, wykroczeń i całego klimatu brunatnej przemocy na polskich ulicach.

Kiedy Tomasz Lis, naczelny „Newsweeka” i sztandarowy medialny antypisowiec, dzieląc się „refleksjami” na temat manifestacji zorganizowanej po sejmowym blamażu opozycji w sprawie społecznego projektu broniącego praw kobiet, ma przed oczyma morze czerwonych flag i nazywa to „zarazą”, jest w tym momencie spleciony w braterskim uścisku z Jarosławem Kaczyńskim („zarazki przynoszone przez uchodźców”). I niczym się nie różni od tych, którzy bezprzytomnie ryczą przy każdej okazji: „Raz sierpem, raz młotem…”. Jeden z najlepiej opłacanych aktorów polskiej sceny medialnej bez przymusu obnaża swoją intelektualną mizerię. Ale kto mu zabroni? Fałszywy symetryzm wybrzmiewa w Polsce od lat, każdą realną przemoc środowisk skrajnie prawicowych przykrywa natychmiast przywołanie na pomoc Stalina, Berii, a coraz częściej nawet gigantów europejskiej myśli, np. Marksa. A najłatwiej gorączkować się na widok czerwonej flagi na manifestacji.

Strategią lewicy jest często tłumaczenie się z historii ponad 150 lat walki o prawa pracownicze, prawa kobiet, pracujących dzieci, o zmiany emancypacyjne, postulaty antykolonialne, prawa człowieka, w tym mniejszości seksualnych, prawo do zrzeszania się w związki zawodowe i inne, prawa do strajku i dziesiątki innych cywilizacyjnych osiągnięć naszej epoki. Jeśli chodzi o historię Polski, to pełnego zakłamań zawłaszczenia doznała historia odzyskania niepodległości. Spadkobiercom endecji, która kierowała się wówczas inną strategią polityczną, nastawioną na współpracę z zaborcą i walkę z ruchami lewicowymi, de facto udało się przejąć sztandar, którego nie miała wtedy w rękach. Na dodatek był to sztandar czerwony, a „na nim robotnicza krew”.

Nie jest tak, że luminarze kłamstw historycznych i ojcowie chrzestni prawicowej polityki historycznej tego nie wiedzą i przy wsparciu takiej instytucji jak IPN (o budżecie przewyższającym budżet Polskiej Akademii Nauk) po prostu się mylą. Właśnie dlatego, że wiedzą, zawracają historię swoim nacjonalistycznym kijaszkiem. Wiedzą dużo więcej – to, w czym im basuje choćby Tomasz Lis.

Doskonale zdają sobie sprawę, że istotą celnej krytyki całego systemu politycznego, współczesnego kapitalizmu, ale i obecnego rządu jest pakiet postulatów i żądań tradycyjnie lewicowych. Patrzą zatem na czerwoną flagę ze zrozumiałą zgrozą, gdyż w tym emblematycznym skrócie widać, jak zaklinanie „stalinizmem” wszystkiego, co na lewo w polskiej polityce, przestaje działać po latach. Każda czerwona flaga na kolejnych protestach unaocznia koniec dominującej, ponadpartyjnej mantry ostatniego 30-lecia, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, w najlepszym z możliwych systemów, w czasie ekstatycznej prosperity i spływania bogactwa na wszystkich. Bo wszyscy już widzą, że bogacą się nieliczni.

Te uwagi oczywiście bardziej dotyczą poprzedników w rządzeniu, czyli Platformy, oraz jej słabowitej pogrobowczyni Nowoczesnej. Pisowcom czerwone flagi wytrącają z rąk argumenty nacjonalistycznej, narodowej wspólnoty, która jakoś nie może się pozbyć autorytarnych, antyspołecznych, antykobiecych, antymniejszościowych ciągot. PiS, konsumujące zyski polityczne z baśni o państwie, które jest ważne i coś może (500+), wie, że lewicowa opowieść jest potężniejsza. Bo państwo może przestać się wyprzedawać i pozbywać odpowiedzialności za kluczowe sfery życia społecznego (ochronę zdrowia, edukację, opiekę społeczną, wymiar sprawiedliwości, realną, sprawiedliwszą redystrybucję wspólnego majątku) bez konieczności łamania konstytucji i budowania zaplecza do autorytarnych rozwiązań wobec przeciwników politycznych. Jest symptomatyczne, jaką przekierowaną wściekłość budzą umiarkowane formacje lewicowe: partia Razem, Inicjatywa Polska, Zieloni czy choćby Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej.

Słusznie zatem obecna polska scena polityczna histeryzuje na widok każdej kolejnej czerwonej flagi na polskiej ulicy. To zapowiedź prawdziwej zmiany, a nie pudrowania prawicowych nosków w faszystowskich puderniczkach i niby-sprawiedliwościowych rozwiązaniach obecnego rządu.

Czerwonych flag będzie coraz więcej, ponieważ zapowiadają jutro. Sprawiedliwsze, bardziej przyjazne od dzisiaj.

Wydanie: 5/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Komentarze

  1. fg
    fg 1 lutego, 2018, 16:31

    takie jak np. w Katyniu. Wszystkim sprawiedliwie

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy