Kto był najważniejszym nauczycielem w moim życiu?

Kto był najważniejszym nauczycielem w moim życiu?

Tadeusz Różewicz,
poeta

Uczyłem się zawsze u wszystkich. U umarłych i żywych, u mądrych i głupich, szlachetnych i podłych. Człowiek może się uczyć zawsze u wszystkich.

Wojciech Eichelberger,
psychoterapeuta

W szkole podstawowej miałem nauczycielkę języka polskiego, jeszcze przedwojenną, której nazwiska niestety nie pamiętam. Bardzo dobrze uczyła przedmiotu, była mądra i wrażliwa. Przez chwilę w nią zwątpiłem, gdy zobaczyłem jak płacze w dniu śmierci Stalina, ale i tak mam dla niej wiele uznania. Potem miałem dwóch nauczycieli w liceum Batorego, także przedwojennych. Polskiego uczył mnie prof. Wikieł, a historii prof. Goidź. Gdy historykowi zdarzało się mówić o czymś, w co sam nie wierzył, puszczał do nas oko i dawał do zrozumienia, że istnieje inny pogląd na tę sprawę. Miał odwagę poruszać tematy niebezpieczne, budził wątpliwości uczniów stawianymi pytaniami. Pamiętam tez należącego do młodszego pokolenia prof. Dmowskiego, który uczył geografii i wychowania obywatelskiego. Podejmował na lekcjach trudne tematy filozoficzno-socjologiczne, mówił, co dalej będzie się działo w świeci, jakie będą losy starcia między kapitalizmem a socjalizmem. Wspominał nawet o tak „wywrotowych” sprawach jak teoria konwergencji. Prof. Dmowski do niedawna jeszcze uczył, także moje dzieci na niego trafiły w społecznym liceum na Bednarskiej. Tam się z nim spotkałem i nawet mnie poznał. Natomiast do prawdziwej rewolucji w moim życiu przyczynił się buddysta zen, Philip Kapleau, którego bez obawy mógłbym nazwać moim mistrzem.

Michalina Wisłocka,
seksuolog, autorka „Sztuki kochania”

To było 60 lat temu, ale wszystkich pamiętam. Nauczycieli miałam bardzo kochanych. W prywatnym gimnazjum pani Czapczyńskiej w Łodzi pracował prof. matematyk Sadowski – miał bardzo zajmujące lekcje i nawet mnie nauczył. Kani Kajzer od łaciny była czarująca, ale ze mną miała trzy światy, bo byłam tępa do języków. Na klasówce o Hannibalu tłumaczyłam tekst na polski, a przyjaciółka, od której ściągałam, zachorowała. Następnego dnia nauczycielka powiedziała: „Słuchaj Michalinko, utalentowana jesteś, tylko nie w tym kierunku, wszystko jest na odwrót, całkiem nowa historia, cesarz zwyciężył, a Hannibal został pobity”, i postawiła mi dwóję. Z francuskiego nie mogłam się nauczyć gramatyki, ale przyjaciółka zainteresowała nas tekstem „Cyrano” Rostanda. Grałyśmy go po francusku po lekcjach i nauczycielka też pochwaliła, że zainteresowałam się językiem. Pani od polskiego uwielbiała Żeromskiego, a ja go nie znosiłam, bo ten autor męczy od samego początku bohatera, a na końcu go dodusi. Moje wypracowania były oparte na wiedzy przyrodniczej. Polonistka poszła do przyrodniczki Hirszbergowej, aby sprawdzić, czy dobrze napisałam. U niej miałam piątkę. A z polskiego – piątka za pracę, dwója za ortografię. Wtedy jeszcze nie znano dysleksji. Przyrodniczka była cudowna. W godzinach lekcyjnych, zwykle pod koniec, by przedłużyć, zapraszała nas do swojej posiadłości pod Łodzią i tam lekcje odbywały się w lecie, na polu nad jeziorkiem, a eksponaty były brane z natury.

Katarzyna Grochola,
pisarka

Bez przerwy trafiam w życiu na różnych nauczycieli, choć niekoniecznie byli nimi z zawodu. Ale zawód nauczycielski niezwykle cenię, bo nauczycielką była matka, jej brat i kuzynki po studiach też wybrały to zajęcie. Szanuje ich ogromną pracę i zarazem współczuje, bo nie chciałabym zarabiać 600 zł. Niezwykle trafne przysłowie mówi: „Obyś cudze dzieci uczył”. Niestety, rzeczywista pozycja zawodu nauczycielskiego w naszym kraju jest najbardziej nieadekwatna do jego ranki. Jest przecież ogromnie ważny, a cieszy się tak małym szacunkiem i, co się z tym wiąże, wynagrodzeniem.

Jolanta Szymanek-Deresz,
minister, szefowa Kancelarii Prezydenta RP

W pierwszym odruchu wymieniam ojca, który najsilniej ukształtował moją świadomość i pokierował życiowymi wyborami, m.in. przyczynił się do wybrania prawa jako kierunku studiów. Był sędzią Sądu Najwyższego, a jako człowiek był bardzo zaangażowany w idee praworządności, lojalności i obywatelskiej dojrzałości. Z pewnością wiele zawdzięczam tez nauczycielom szkolnym i wykładowcom na uniwersytecie, ale wpływ ojca, jako najważniejszego nauczyciela i wychowawcy, jest nieporównywalny.

Adam Hanuszkiewicz,
aktor, reżyser

Nie mam zawodowego wykształcenia, nie skończyłem uniwersytetu ani szkoły aktorskiej. Jestem samoukiem, ale najważniejszym nauczycielem był dla mnie Henryk Modrzewski, filozof, bardzo niedobry aktor, ale bardzo wykształcony człowiek. To był mój pierwszy uniwersytet. Godzinami go słuchałem, bo wprowadził mnie w teatr. Drugą taką osobą był Jan Kosiński wybitny scenograf. Za każdym razem wyglądało to tak: naprzód całymi miesiącami ich słuchałem, potem całe miesiące rozmawiałem na równi, a potem wyglądało, że i oni mnie słuchali. Potem zgłaszali się do mnie młodzi aktorzy, dla których byłem ich Kosińskim i Modrzewskim. I to trwa do dziś. I dziś też zaczynam ich słuchać, bo przynoszą do mnie swój świat młodych ludzi, który znam z obserwacji. Staram się go poznać, jak wygląda od środka. To wzajemne nauczanie, jedyne w sztuce. Myślę, że w ich życiu też coś znaczy, bo ja uczę się od tych, którzy będą budować teatr i Polskę.

Olga Lipińska,
reżyser

Moimi najlepszymi nauczycielami byli matka i mąż. Im zawdzięczam najwięcej.

Anna Maria Jopek,
Piosenkarka

Miałam wielu nauczycieli, którzy istotnie wpłynęli na mój rozwój. Wymienię prof. Darię Iwińską, która pokierowała moją edukacją w dziedzinie śpiewu. Jej maksymą życiową było: „Pokaż mi swoich uczniów, jak bardzo różnią się między sobą, jak inne mają talenty, a powiem ci, jakim jesteś nauczycielem”. Jak żaden inny profesor pani Daria unika szablonów, stawia na naturalność, bo śpiew jest w gruncie rzeczy czymś tak oczywistym jak oddychanie. Dzięki niej ja tez w to wierzę.

Wydanie: 41/2001

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy