Cały ten szmal

Cały ten szmal

Na pięcioro oskarżonych czworo twierdzi, że Kempski przynajmniej wiedział o malwersacjach w Śląskiej “S”

Z pozoru sprawa wydaje się jednoznaczna i prosta. Komisja Rewizyjna Śląsko-Dąbrowskiej “Solidarności” wykryła malwersacje w kasie związku. Ówczesny szef Zarządu Regionu powiadomił prokuraturę. Ówczesnym szefem był Marek Kempski. Dziś wojewoda śląski. Tu od razu jeden fakt zwraca uwagę. Ustalenia komisji rewizyjnej były znane wiosną 1997 r. Sprawa trafiła zaś do prokuratury latem. Główny oskarżony, Eberhard P., nie zmienił zdania. Wciąż podtrzymuje: – Usiłuje się ze mnie zrobić kozła ofiarnego. Nie zagarnąłem tych pieniędzy. Przynajmniej część z nich poszła na sfinasowanie kampanii wyborczej AWS. Kempski o tym dobrze wiedział.

Oskarżeni

Postępowanie prowadziła Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Kiedy we wrześniu 1999 roku skierowała sprawę do Sądu Okręgowego w Katowicach, ten skierował wniosek do Sądu Najwyższego w Warszawie o zmianę miejsca. Sąd Najwyższy nie wyraził zgody. Proces rozpoczął się 23 maja przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Na ławie oskarżonych zasiadło pięć osób. Zarzuty dotyczą wyłudzenia mienia i fałszowanie dokumentów finansowo-skarbowych.
– Eberhard P., były skarbnik Zarządu Regionu (272 tys. złotych). Zagrożenie sankcją do 10 lat pozbawienia wolności.
– Maria P., była księgowa ZR (186 tys. złotych). Sankcja: do 10 lat pozbawienia wolności.
– Jacek S., były zaopatrzeniowiec (89 tys. złotych). Sankcja: do 10 lat pozbawienia wolności.
– Piotr R., były wiceprzewodniczący ZR (3,6 tys. złotych). Sankcja: do 8 lat pozbawienia wolności.
– Jan S., były kierowca (9,8 tys. złotych). Sankcja: do 8 lat pozbawienia wolności.

Wiedział, nie wiedział

Na pierwszej rozprawie nie było kompletu oskarżonych. Nie stawił się Piotr R. Jest dyrektorem katowickiego oddziału “Ruchu”. Jego adwokat oznajmił, że otrzymał oświadczenie rodziny o niedyspozycji Piotra R. i konieczności skorzystania z pomocy lekarskiej. Ten przypadek pokazał, że z polską medycyną nie jest wcale tak źle. Niespełna dwie godziny później dziennikarze usłyszeli w oddziale “Ruchu”, że “dyrektor nie jest chory, ale ma wiele spotkań służbowych”.
Piotr R. zaprzecza zdecydowanie oskarżeniu.
– Nigdy świadomie nie rozliczałem fałszywymi rachunkami zaliczek. Nie podpisywałbym ich, gdybym wiedział, że są fałszywe.
Jako jedyny spośród oskarżonych nie obciąża też byłego szefa regionu. – Marek Kempski nic nie wiedział o nadużyciach do czasu ujawnienia wyników kontroli komisji rewizyjnej.
Co innego twierdzą pozostali.
Eberhard P.: – Kempski nie tylko wiedział i wiedział nie tylko Kempski.
Były skarbnik sugeruje, że działał na zlecenie szefa, a o wykryciu malwersacji wiedział również Marian Krzaklewski, ubiegający się wtedy o mandat poselski ze Śląska.
Maria P.: – To był pewien układ. Dziś oceniam swoje postępowanie jako błąd. Ja nie miałam z tego żadnych korzyści. Zajmowałam się jedynie stroną techniczną. Nie wiedziałem, że pieniądze przekazywane na fundusz rezerwowy miały zasilać kampanię wyborczą AWS. Ponadto zapewniano mnie, że proceder nigdy nie zostanie ujawniony.
To samo potwierdził jeszcze na etapie śledztwa Jacek S. To właśnie on kupił prostą drukarenkę, na której produkował fikcyjne pieczątki.
– Nie wziąłem dla siebie żadnych pieniędzy. Robiłem to dlatego, że Eberhard P. kazał mi kupować wódkę i jedzenie na posiedzenia, które odbywały się w Ustroniu. Obawiałem się, że jeśli tego nie będę robił, to stracę pracę.

Co na to Kempski?

Ale w aktach sprawy znalazło się również oświadczenie Jacka S. o współudziale w zagarnięciu 40 tys. złotych ze związkowej kasy. Dlaczego je podpisał? – Zrobiłem to na polecenie Marka Kempskiego i Piotra R. Obiecywali pomoc finansową i że znajdą mi inną pracę. Piotr R. miał wtedy kandydować na senatora. Obiecywali również, że ta sprawa nigdy nie znajdzie się w prokuraturze.
Jan S., były kierowca, wycofał się z obciążających Piotra R. zeznań.
– Nie mógłbym dopuścić, żeby cierpiał niewinny człowiek. Przepraszam jego, prokuraturę i sąd. Postąpiłem źle, ale zrobiłem tak tylko po to, żeby zaszkodzić Piotrowi R. Nie chciał mi pomóc w załatwieniu innej pracy, kiedy zwolniono mnie z etatu kierowcy.
Pozostałe zeznania Jan S. jednak podtrzymał. W sprawie zaś pojawił się wątek rozrywkowy. – Moi przełożeni wyjeżdżali czasem na libacje. Potem trzeba było załatwiać na pokrycie wydatków rachunki. Zdarzało się, że albo ich woziłem do agencji towarzyskich, albo przywoziłem im dziewczyny. Korzystali z tego zarówno ówczesny szef zarządu regionu, jak i jego zastępcy – Piotr R. i nieżyjący już Mirosław K.
Jan S. również świadczy na niekorzyść obecnego wojewody. – Nie mogłem mówić o tej sprawie, ponieważ zabronił mi tego Marek Kempski z tego powodu, że zbliżały się wybory.
Bez względu na dalszy rozwój sprawy, sytuacja staje się dla wojewody coraz bardziej niezręczna. Na pięcioro oskarżonych czworo twierdzi, że przynajmniej wiedział wcześniej o malwersacjach. Żadna z tych osób nie zaprzecza, że brała udział w procederze. Główny oskarżony utrzymuje, że rola Kempskiego w tym wszystkim jest jeszcze większa. Dwóch innych zeznaje, że Kempski obiecywał im, iż cały proceder nie zostanie ujawniony. Wreszcie jeden oświadcza, że były szef regionalnej “S” zakazał mówić o sprawie w związku ze zbliżającymi się wyborami. Z punktu widzenia prokuratury i sądu najważniejszy jest fakt ustalenia zagarnięcia pieniędzy i fałszerstwa dokumentów. Ale równie istotna w całej te sprawie jest odpowiedź na pytanie: co się stało z tymi pieniędzmi, na co zostały przeznaczone i jak dokładnie funkcjonował cały mechanizm.
Teraz wszyscy czekają na to, co powie przed sądem Marek Kempski. Termin następnej rozprawy wyznaczony został na 30 czerwca.

 

Wydanie: 26/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy