Aktualne
IPN jak urząd pracy
W ekipie dojnej zmiany najszybciej rosną wpływy tych, którzy mogą zatrudniać pisowców. Bo lista bezrobotnych co tydzień dłuższa. Ale od czego są Glapiński i NBP? Albo IPN Nawrockiego? Prezes IPN uwierzył w puszczane przez otoczenie Kaczyńskiego plotki, że jest w czołówce kandydatów PiS w wyborach prezydenckich. Uwierzył i jak leci zatrudnia ludzi wysyłanych przez Nowogrodzką. Robotę w IPN ma już Agnieszka Kamińska, była prezes Polskiego Radia, Marcin Zarzecki, były prezes Polskiej Fundacji Narodowej, a nawet Dariusz Drelich, były wojewoda pomorski. Doradcami Nawrockiego zostali m.in. Jan Józef Kasprzyk, były szef Urzędu ds. Kombatantów, Grzegorz Berendt, były dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, i Sławomir Cenckiewicz, który z poręki PiS był w wielu miejscach. Za ich posady płaci podatnik. Czyli też wyborca rządzącej koalicji. Nowa władza przekazuje na IPN ogromne kwoty. W tym roku to 582 mln zł. Jeśli w nowym budżecie znowu tak zrobi, trzeba będzie mocno potrząsnąć jej posłami.
Patryk Jaki o torturach u Fijołka
Dojna zmiana oblepiła nas cuchnącym błotem. Złodziejstwem i kłamstwami. Wśród liderów tych szwindli jest Patryk Jaki. Dojący kasę w Brukseli, a na gościnnych występach w Polsce grający dobrze znaną melodię ziobrystów. Znalezienie tam słowa prawdy jest daremnym trudem. W programie „Graffiti” (Polsat) prowadzonym przez Marcina Fijołka plótł głupoty na temat tortur, jakie stosuje dziś władza wobec ludzi prawicy. Fijołek łykał to jak pelikan ryby, bo przecież nie słyszał o tekście w PRZEGLĄDZIE z tytułem na okładce „Patryk Jaki i tortury”. O szokujących kulisach 22-miesięcznego pobytu w areszcie 78-letniej adwokat Aliny Dłużewskiej, którą naprawdę torturowano w tym czasie. Jaki straszy nas sądem. Czekamy. A redaktorowi Fijołkowi radzimy więcej czujności, gdy rozmawia z kłamcami.
Wytłumaczenie wszystkiego – Aurora Films
przedstawia zwycięzcę sekcji „Horyzonty” Festiwalu Filmowego w Wenecji WYTŁUMACZENIE WSZYSTKIEGO Reżyseria Gábor Reisz Węgry/Słowacja 2023, 123 min Poruszający obraz społeczeństwa niszczonego przez politykę. W KINACH OD 13 WRZEŚNIA 2024 ROKU
Solidne i jakościowe materace do spania – sposób na zdrowy i efektywny sen
Każdy człowiek do odpowiedniego funkcjonowania potrzebuje zdrowego i efektywnego snu. Jest to podstawa regeneracji ciała, jak i umysłu. Chcąc zapewnić sobie najlepsze warunki do wypoczynku, warto zainwestować w odpowiednio dobrany materac, najlepiej z pianki wysokoelastycznej. Obecnie na rynku
Listy od czytelników nr
Igrzyska czy „Boże igrzysko”
Najgorszy od 1956 r. wynik reprezentacji na tegorocznej olimpiadzie dobitnie pokazuje nasze miejsce w sporcie. Próby wskazania winnych ujawniły całą serię stanów kryzysowych: w demografii, ekologii, szkolnictwie, nauce, technice, finansach, energetyce, prawie itp. Spadamy jako państwo w rankingach, lecz mamy 21. armię na świecie. Nadymanie balonów to rozrywka polityków, ochoczo występujących w programach typu przesłuchanie lub magiel, co obserwujemy codziennie w „mediach”. Brak przy tym obiektywnej autorskiej informacji. Słynne 4% na zbrojenia może być gwoździem do trumny dalszego rozwoju. Koszty utrzymania drogich zabawek są znacznie wyższe od ceny zakupu. O to, co będzie dalej, martwić się będą następcy lub wspomogą ich siły wyższe, bo koalicje rządzące traktują państwo jak hotel Patria – all inclusive i korzystają z tego całymi garściami. Może zmierzamy do powtórki z historii?
Zbigniew Milewski
Pokolenie ustrojowej transformacji
Plan Sachsa wprowadzony rękami Balcerowicza. Transformacja ustrojowa i społeczna, która zostawiła za burtą miliony ludzi, a z garstki zrobiła miliarderów. Miała to być terapia szokowa dla Polski, ale wyszedł szok bez terapii. Obecnie zaciera się pamięć o początkach lat 90., kiedy niszczono zakłady pracy, zlikwidowano PGR-y, wyprzedawano, co się da, a bezrobotnych zostawiono samym sobie. Także Okrągły Stół – niby wydarzenie historyczne i „bezkrwawe” przejęcie władzy przez Solidarność – w dalszej perspektywie okazał się błędem. Choćby przez brak oddzielenia grubą kreską tego, co było, od tego, co miało nastąpić. Dlatego obecnie istnieje taka podła instytucja jak IPN z prokuratorami i pionami śledczymi oraz wprowadzona dwa razy ustawa represyjna dotycząca funkcjonariuszy mundurowych, zrównująca ich służbę w PRL z kryminalistami, których tropili i wsadzali do więzień. Niestety, wspomnianą w artykule istotą wielkiej zmiany jest pieniądz i, co za nim idzie, władza. Nic więcej.
Michał Czarnowski
Zabiorą, nie zabiorą?
Jeżeli rozliczenie będzie polityczne, a nie prawne, PiS na tym tylko zyska. Partia ma swoich zwolenników, których nie przekonają żadne wystąpienia obecnie rządzących. To się dzieje powoli, a ludzie, którzy chcą szybkiego rozliczenia, jak Roman Giertych, działają na szkodę. Pora tę tubę polityczną wyłączyć.
Andrzej Kościański
Odebranie PiS subwencji to bardzo zły pomysł. Jeżeli pozbawiona finansowania partia Kaczyńskiego pójdzie szukać pieniędzy w kieszeniach prywatnych sponsorów, pogłębi to w Polsce nieprzejrzystość systemu wyborczego i korupcję. Nie chciałbym, aby rządzili nami ludzie mający niejasne powiązania w kręgach biznesu i władzy, co i tak ma miejsce. Przykład to ten potworek o nazwie Polska 2050, finansowany nie wiadomo przez kogo. Nie chciałbym, by tacy ludzie lub im podobni zasiadali w parlamencie – również po stronie prawicy.
Paweł Stawicki
Chirurgia w zapaści
Ochrona zdrowia nigdy nie była i nie będzie idealna, to studnia bez dna i mimo że publiczne wydatki na zdrowie w 2024 r. wyniosą 200 mld zł, będzie to i tak niewystarczająco, ponieważ ostatnio większa część pieniędzy idzie na zarobki pracowników, a nie na procedury.
Aśka Olszówka
Polski nie stać na obniżanie podatków zamożnym
Dawno nie czytałam podobnej bzdury jak stwierdzenie dr. Jakuba Sawulskiego w rozmowie z red. Jakubem Dymkiem, że jeśli wieloletni przedsiębiorca ma obecnie problemy z utrzymaniem firmy, to z jego własnej winy, więc powinien ją zamknąć i przejść na „zwykły etat”, zatrudniając się na stanowisku, „które da dużą wartość dodaną – będzie to z korzyścią dla wszystkich”, np. w fabryce produkującej baterie do samochodów elektrycznych, firmie księgowej czy informatycznej.
Otóż, szanowny panie doktorze, przez większość prywatnych firm przewalił się najpierw walec covidu, a potem reforma pana Morawieckiego, wzrosły ceny mediów i koszty pracownicze. Ci, którzy wcześniej dawali sobie radę, nie byli już w stanie przy braku popytu pokryć kosztów prowadzenia działalności z przychodu – mimo „tarczy antycovidowej”, niestety iluzorycznej. Wiele małych firm typu piekarnia, bar, sklepik osiedlowy, fryzjer czy nawet większych, produkcyjnych, stanęło przed dylematem: walczyć dalej, ryzykując zadłużenie, a tym samym egzekucję, czy zamknąć firmę prowadzoną nieraz od pokoleń. Tylko co dalej? To były ogromne dramaty, bo wyprzedaż wyposażenia – jeżeli znaleźli się nabywcy – nie pokrywała ani straty, ani wziętych kredytów. Nie dawała też możliwości utrzymania. Te firmy były prowadzone nie przez młodziaków po szkole, ale przez osoby od 40 lat wzwyż, z kierunkowym wykształceniem, które płaciły podatki, dawały pracę miejscowym, wytwarzały dobrej jakości produkty lub świadczyły porządne usługi. Jakie ma więc pan prawo oceniać tych ludzi jako nieudaczników i wysyłać na śmieciówki, na których nie uzyskają stażu emerytalnego?
Gdyby pan doktor wyjrzał ze swojej wieży z kości słoniowej, może by zrozumiał, że na takich pracowników nie ma popytu, zwłaszcza przy napływie rąk do pracy np. z Ukrainy. Ponadto uzasadniony rosnącymi kosztami życia wzrost wynagrodzeń generuje wyższe koszty utrzymania stanowiska pracy, np. składki ZUS, co przekłada się z kolei na wzrost cen sprzedaży. Na pewno te koszty dodatkowo się zwiększą przy planowanej podwyżce cen energii. Małe firmy poległy przy cenach w supermarketach lub firmach wysyłkowych. Proponowałabym, aby podając się za osobę np. 40-, 50-letnią ze średnim wykształceniem poszukał pan pracodawcy, szczególnie we wskazanych gałęziach gospodarki, zatrudniającego od ręki w ramach umowy o pracę na czas nieokreślony, na pełny etat, ze wszystkimi świadczeniami. A może wystarczy zapytać w kilku urzędach pracy o zapotrzebowanie na takich pracowników? Współczuję studentom, którym serwuje pan takie przemyślenia.
Jolanta Heiselbetz
Rozmowę z Jakubem Sawulskim znajdziesz w naszym ARCHIWUM.
Kup dostęp do bieżącego i archiwalnych numerów na tygodnikprzeglad.pl
Czy zarząd PKOl powinien zmienić prezesa?
Robert Korzeniowski,
czterokrotny mistrz olimpijski
Tak. Odsunięcie prezesa PKOl powinno być jednak dopiero początkiem dyskusji o procesie uzdrowienia tej instytucji. Trzeba zadać sobie pytanie, czym PKOl ma się zajmować, bo można odnieść wrażenie, że jego ostatnie działania są odległe od tego, co zawarto w statucie. Pan Piesiewicz powinien jak najszybciej podać się do dymisji. Chodzi tu nawet nie o jego osobisty interes czy uwikłanie polityczne, ale o to, jak na jego obecności w ruchu olimpijskim cierpi cały polski sport.
Michał Listkiewicz,
działacz sportowy, sędzia piłkarski
PKOl jest instytucją zakładaną przez wielkich Polaków, i to w czasach tuż po odzyskaniu niepodległości. Przez lata prezesami tej instytucji byli wybitni ludzie. Prezesem PKOl powinna być osoba nieuwikłana w bieżące polityczne spory. To ktoś, kto powinien działać ponad wszelkimi podziałami. Dziś sprawa prezesa PKOl jest medialnie bardzo upolityczniona. O jego odwołaniu powinno zadecydować całe środowisko sportowe, czyli wszyscy zrzeszeni członkowie PKOl. Impuls do takiego ruchu powinna jednak dać komisja rewizyjna, która wcześniej zweryfikowałaby nieprawidłowości. PKOl nie może działać długo w konflikcie z rządem i Ministerstwem Sportu, bo muszą to być naczynia połączone.
Witold Bereś,
miesięcznik „Kraków i Świat”
The Games must go on, rzekł Avery Brundage, szef MKOl, gdy palestyńscy terroryści zabili izraelskich olimpijczyków w Monachium w 1972 r. Był to ten ramol, który wyrzucał olimpijczyków, gdy zobaczył ich z coca-colą podczas konferencji prasowej. Wtedy zrozumiałem, że sport to taki biznes jak inne, tyle że zarabia, kryjąc się pod hipokryzją. I wyrosłem ze złudzeń. Później wyrosłem z młodzieńczej choroby liberalizmu, dziś jasne jest dla mnie, że na wielu polach musi istnieć porozumienie ogółu, by wspierać potrzebujących i słabszych. Wygląda na to, że w III RP dojrzałość przydaje mi się jak Himilsbachowi angielski. Bo sport nad Wisłą to a) wspieranie niepotrzebujących, czyli działaczy na żerowisku; b) biznes, ale dla stacji TV i korporacji reklamowych. I tylko słabszych faktycznie się wspiera, bo odwaga ujawnienia łajdactw przez polskich olimpijczyków rośnie z każdą olimpiadą wprost proporcjonalnie do ich sukcesów. OK – kto lubi amerykański pro wrestling, gdzie zapaśnicy udają, że biją, a publika udaje, że się boi – jego sprawa. Ale dlaczego mają udawać za pieniądze podatnika, który nie ma w mieście gdzie pokopać piłki z wnukami, bo za jego szmal cwani nieudacznicy bawią się w najlepsze?
Grzegorz Kalinowski,
były dziennikarz sportowy, pisarz
Pytanie powinno brzmieć: jak to się stało, że ten człowiek został prezesem PKOl?
Po różańcach czas na Garmond
Z placówek Poczty Polskiej wyjechały różańce i święte obrazki. Prezes Mikosz wprowadza tam normalność. Zaczyna się cywilizowanie miejsc, do których przychodzimy przecież nie w celach modlitewnych. Jest szansa, że to dopiero początek i że za dewocjonaliami wyleci z Poczty Polskiej spółka Garmond. Znana z dobierania sobie tytułów do kolportażu. Głównie takich, które obficie wydawano za dojnej zmiany. Jako prywatna firma mogliby to robić. Ale nie w lokalach Poczty Polskiej, z którą mają umowę na wyłączność. Tam muszą być też tytuły, które Garmondowi się nie podobają. Na przykład „Przegląd” czy „Tygodnik Powszechny”.
Ołdakowski jak Luke Skywalker
Ciągle słyszymy pytania, dlaczego Muzeum Powstania Warszawskiego jest tak dalekie od prawdy. Ale czy po Lechu Kaczyńskim można było się spodziewać czegoś innego? Po tym, jak z kapelusza wyciągnął Jana Ołdakowskiego, który w 2002 r. nie miał bladego pojęcia o muzealnictwie? Niestety, po 22 latach dyrektorowania muzeum niewiele się zmieniło. Dla Ołdakowskiego „powstańcy byli jak Luke Skywalker”. A to, co zrobił z muzeum, uważa za „wprowadzenie nowej jakości do polskiego muzealnictwa”, bo „naszą specyfiką jest gra z osobą zwiedzającą”. No i gra – w największym fotoplastykonie w Polsce.
Na prawdziwe muzeum ku pamięci tej wielkiej tragedii: 200 tys. cywilnych ofiar i zgładzonego miasta, przyjdzie poczekać, aż odejdzie ekipa Ołdakowskiego i wspierających go tchórzliwych polityków. Dość już nakłamano. Młodzież chce wiedzieć, kto zgotował jej
rówieśnikom tak straszny los.
Biskup i też olimpijczyk
Niesławny prezes PKOl Radosław Piesiewicz tonie. I znikąd pomocy. Z kołem ratunkowym nie śpieszą nawet ci, którzy korzystali z kasy załatwionej przez Sasina w spółkach skarbu państwa. Ani prezesi związków sportów zimowych, którym Piesiewicz załatwił wycieczkę do Paryża. Może liczył na wsparcie biskupa kieleckiego Mariana Florczyka? Piesiewicz zabrał delegata Konferencji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Sportowców na olimpiadę. Nie po to, by ulokować go w domu pielgrzyma. Biskup był traktowany lepiej niż godnie. Wiadomo, z jakim skutkiem. Bp Florczyk może mógłby pomóc Piesiewiczowi znaleźć egzorcystę na finał jego rządów w PKOl?
Prof. Polak ubolewa i akcentuje
Prof. Wojciech Polak jako przewodniczący kolegium IPN bohatersko walczy z pomnikami po PRL. Chwali się tym w „Naszym Dzienniku”, organie o. Rydzyka. Na coś przecież trzeba wydać te kilkaset milionów złotych, które państwo łoży na IPN. I na utrzymanie setek pracowników. W kraju prof. Polak to ważne panisko.
A co z ekshumacjami ofiar ludobójstwa na Wołyniu? Tu przewodniczący jest cichutki jak myszka: „zwracamy na to uwagę, akcentujemy te kwestie, staramy się, ubolewamy”. My też ubolewamy. I pytamy, jak długo będziemy płacić za komfortowe życie ludzi polujących na resztki pomników. Samorządowcy też ich mają dość. I coraz częściej stawiają opór reprezentantom tej patologicznej
polityki historycznej.






