Blog
Kit polityczny
Dziennikarze dwóch największych gazet, wzmocnieni telewizją komercyjną, obiecali demaskować kandydatów na parlamentarzystów obiecujących niemożliwe, czyli kit wciskających. Paru udało się złapać. Ale co zrobić, kiedy kit, księżycowe roszczenia, wciskają media? W zeszły wtorek największy w kraju dziennik „Fakt” zamieścił swoje „21 postulatów”. Pisane solidarycą, wzorowane na historycznych gdańskich. Argumentacja redakcji jest prosta, jak zwykle: „Odwiedziliśmy kilkanaście wielkich zakładów pracy, rozmawialiśmy z dziesiątkami Polaków”. No i dalej lecą kategoryczne
Człowiek z plastiku
Kiedy Donald Tusk mówi, znaczy, że mówi. Zwłaszcza kiedy mówi, obiecując, to nie warto brać tego serio. Przypomnijmy, bo ludzie z formacji Tuska lubią przypominać i wypominać. Oczywiście tylko to, co jest dla nich wygodne. W roku 2000 wicemarszałek Senatu, Donald Tusk, zaczął opowiadać najpierw poufnie, potem szeroko mediom o swoim obrzydzeniu dla „klasy próżniaczej”, czyli kolegów polityków. Mocno to dotknęło ówczesnych senatorów, bo wicemarszałek Donald słynął w Senacie z nieprzemęczania się. Umiejętnie
Klik w KIK
Ze zdumieniem dowiedziałem się o kolejnej eksmisji. Oto przestaje być aktualny adres warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej i redakcji „Więzi”. Koniec z historycznym miejscem. Gdzie w czasach PRL-u redagowano interesujący miesięcznik społeczno-polityczny, zamaskowany dla cenzury pod etykietą „katolicki”. Gdzie był matecznik Tadeusza Mazowieckiego, stancja Stanisława Stommy, „resztkówki politycznej redakcji”, jak mawiał Zenon Kliszko, czyli koła poselskiego Znak. Na ulicy Kopernika, w miejscu znakomitym, bo to centrum i wszędzie blisko, ale też centrum
Świadome macierzyństwo wyborcze
Gazety kolorowe, zionąc katolickim miłosierdziem, pokazały pijanego posła Borczyka. Nie tak dawno gwiazdę Samoobrony, chodzącego cieniem za przewodniczącym Lepperem. Kiedy rzecz jasna trzymał się na nogach. W sejmowych kuluarach poseł Waldemar Borczyk nadużywał napojów wyskokowych tak intensywnie, że wyleciał z Samoobrony, partii nie plasującej się w czołówce ruchu abstynenckiego. Kto wybrał takiego Borczyka? – grzmiały oburzone wyskokiem posła. A przecież wiadomo. Wystarczy spojrzeć w jego poselski biogram. Wybrało go społeczeństwo okręgu wyborczego nr 11,
To ci będzie cyrk
Ten Sejm był okropny. Lepperiadą zarażony, populizmem rokicim, mściwym kaczyzmem, brunatniejącym Giertychem i zlobbowaną do szpiku programu wyborczego lewicą. Stawał się pośmiewiskiem, a teraz i śmiać już się mało komu z niego chce. Tych, którzy na samo jego wspomnienie odruchu wymiotnego dostają, pragnę zapewnić. Następny będzie jeszcze gorszy. Wedle sondaży w następnym będziemy mieć stuparoosobową reprezentację PIS. Mniejszą nieco reprezentację PO. Setkę Samoobrony, pięćdziesiątkę SLD, ćwiartkę SdPL i kilkunastu z PSL.
Cud niepamięci
Stanisław Baliński, poeta skamandryta, bliski pułkownikowi Beckowi z czasów II RP, w swoich dziennikach opublikowanych w schyłku PRL-u na łamach „Twórczości” napisał: „Moją prawdą jest moja pamięć”. Pamięć bywa bolesna. Mój brat odłączony na lewicy, Marek Borowski, zarzucił mojej partii, czyli SLD, „cud niepamięci”. Uważa, że kierownictwo SLD, a także inni ludzie tam zapisani i jeszcze myślący, odpuścili sobie refleksję o przyczynach upadku naszej, wspólnej do niedawna, formacji. I mówi Marek Borowski w I programie
Lewy mocny
Cimoszewicz zadrwił z kreujących się na wszechwładnych posłów śledczych. Załatwił ich prostym prawniczym kruczkiem. Obnażył ich zadufanie i nieróbstwo umysłowe. Lżej jest przecież posłom śledczym zatrudniać za sejmowe, nieobciążające poselskiej kieszeni pieniądze, przychylnych im ekspertów, niż przeczytać do końca ustawę o komisji śledczej. No i jeszcze ją zrozumieć. A Cimoszewicz czyta. I ustawy, i regulamin Sejmu RP. I dodatkowo potrafi z lektury użytek czynić. Cimoszewicz jest pierwszym w tej kadencji Sejmu marszałkiem, który opanował blokady mównicy, poskromił
Witaj, żółty bracie
Europa pierniczeje, wymiera. I ta stara, wcześniej zunifikowana, i młodsza właśnie przyjęta. W Polsce za lat 20 będzie nas o 2 mln mniej i o 6 mln do emerytur więcej. O tym wszyscy chyba już wiedzą, ale niewielu z tym problemem chce się zmierzyć. Nawet jeśli strategia lizbońska, jutrzenka unioeuropejskiego dobrobytu, może się nie udać, właśnie ze względu na zestarzenie materiału, czyli unioobywateli. Stare, spasione koty nie będą w stanie konkurować z ekspansywnymi Chinami ani stale regenerującymi się
Cyrk braci Kaczyńskich
Poszły dzieci do powstania. Do Muzeum Powstania Warszawskiego, sztandarowej inwestycji państwa Kaczyńskich w stolicy RP 3. Dzieci dwudziestoparoletnie. Mieszane, ale poprawnie, bo damsko-męskie. Mieszane narodowościowo, ale poprawnie, bo mieszczące się w Unii Europejskiej. I w kościele rzymskokatolickim. Poszły i wróciły. Odpytane, po chwili zawstydzenia, wyznały, że angielskie tłumaczenia w Muzeum Powstania Warszawskiego nie są poprawnie angielskie. Nie tylko gramatyka zdradzała, że znajomość języków obcych nie jest bliska prezydentowi stolicy i jego współpracownikom. Zresztą mieszkający w Warszawie ambasadorowie akredytowani w RP III dyskretnie ujawniają niedyskrecje, że pan
Wściekły atak moralności
W pierwszą noc lata w Strasburgu odbywa się „Święto muzyki”. Na każdym większym placyku ustawione są sceny, skąd grzmią dźwięki najróżniejsze. Techno, rock, etno, a nawet muzyka zwana przez młodych fanów pogardliwie „filharmoniczną”. Słuchaczy nie brakuje, bo całe miasto na noc z domów wychodzi. Całymi rodzinami. Białymi, czarnymi, w czadorach i z odkrytymi pępkami. Na każdym rogu ulicy można spotkać spontanicznie sączących dźwięki grajków. Big-bandy młodych, kwartety symfoniczne pań starszych. Chóry i chórki. Wszyscy w tę noc







