Jan Widacki
Wolność słowa i jej granice
Poeta Jarosław Marek Rymkiewicz raczył nazwać redaktorów „Gazety Wyborczej” „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”, twierdzenie to wzmocnił jeszcze tym, że „rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji”. Co więcej, „tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża”. Spółka Agora, wydawca „Gazety Wyborczej”, zażądała przeprosin, a gdy się nie doczekała, wystąpiła do sądu z pozwem o naruszenie dóbr osobistych. Rozpętała się histeria. W obronie Rymkiewicza wystąpiły liczne środowiska prawicowe i grupa
Jakiej opozycji Polacy potrzebują
Już od paru tygodni trwa debata o OFE. Sprawa ważna dla milionów Polaków, bo to o ich emerytury rzecz idzie. Ta debata jest jedną z najistotniejszych, jakie aktualnie się toczą w polskim życiu politycznym. Najistotniejszych, bo najbardziej brzemiennych w skutki. Jest to zarazem najdziwniejsza debata z uwagi na uczestników sporu. Z jednej strony – rząd, z drugiej – nie opozycja, jak nakazywałaby logika demokracji, lecz Leszek Balcerowicz. Co prawda, niegdysiejszy dwukrotny wicepremier i minister finansów, niegdysiejszy lider nieistniejącej już
Gorsi obywatele Rzeczypospolitej
Tym razem nie chodzi o funkcjonariuszy PRL-owskiej władzy, ani tym bardziej funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL. Co do tego, że są oni gorszymi obywatelami III RP, a tym bardziej IV, nikt łącznie z apolitycznym podobno Trybunałem Konstytucyjnym nie ma wątpliwości. No, może poza niewartą uwagi garstką „obrońców ubeków”, do której kiedyś zostałem zaliczony przez prawicowych publicystów. Są gorszymi obywatelami, choćby nie wiadomo co robili w III RP i jakie zasługi dla niej mieli. Obserwując prawicowych polityków i wierne im media, dochodzę nawet
Z czym do wyborów?
Sytuacja jest dziwna. Rządzi niby PO, PSL ją wspiera, ale i powstrzymuje, nie pozwalając np. tknąć KRUS, a bez reformy tego stanowego archaizmu nie może być mowy o reformie systemu emerytalnego. Nie jest też dla nikogo nowością, że PSL ma nie tylko wszechstronność koalicyjną, ale gotowe jest w każdych warunkach ją zrealizować, zawierając koalicję z każdym, kto mu to zaoferuje, a jeśli złożyłoby się tak, że miałoby dwóch koalicjantów do wyboru, wybierze tego, kto da mu więcej. To „więcej” oczywiście nie w sensie programowym, ale w sensie jak najbardziej
Jan Widacki – Z Galicji
W niektórych środowiskach krakowskich wielkie poruszenie. Już niebawem ma się ukazać książka niejakiego Romana Graczyka „Cena przetrwania? SB wobec »Tygodnika Powszechnego«”. Książki na razie nie ma, ale dyskusja już się zaczęła. Niby nic w tym dziwnego,
Klub Pawki Morozowa
W niektórych środowiskach krakowskich wielkie poruszenie. Już niebawem ma się ukazać książka niejakiego Romana Graczyka „Cena przetrwania? SB wobec »Tygodnika Powszechnego«”. Książki na razie nie ma, ale dyskusja już się zaczęła. Niby nic w tym dziwnego, o ostatniej książce Jana Tomasza Grossa też zażarcie dyskutowano, a dyskutantom wcale nie przeszkadzało to, że jej jeszcze nie czytali, bo książka jeszcze się nie ukazała. Z tego oczywistego powodu ja też książki Graczyka nie czytałem, co więcej, nawet gdy się ukaże,
Konserwatyzm à la polonaise
Niedawno wpadł mi w ręce dziwny, acz pięknie wydany dokument: „Przesłanie II Światowego Zjazdu Górali Polskich”, datowane „w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Roku Pańskiego MMX”. Mniej zorientowanym w kalendarzu kościelnym wyjaśniam, że Wniebowzięcie przypada na dzień 15 sierpnia. Rzecz się działa, jakżeby inaczej, w Ludźmierzu na Podhalu, w sąsiedztwie sanktuarium Matki Boskiej Ludźmierskiej, co autorom „Przesłania” dało pretekst do zaznaczenia, że te złote myśli, o których za chwilę, zrodziły się w ich umysłach „u stóp Matki Bożej Ludźmierskiej”.
Ponadpartyjny Blok Współpracy z Rządem
Wszystko wskazuje na to, że Polska wciąż będzie żyć katastrofą smoleńską, sporem wokół jej przyczyn i wokół odpowiedzialności za nią. Kaczyńskiemu – nawiasem mówiąc, także w dużej mierze dzięki głupocie dziennikarzy – udało się uczynić z katastrofy smoleńskiej główny temat debaty publicznej i zarazem sztandar, pod którym chce powrócić do władzy, po drodze niszcząc wszystko, co mogłoby mu w tym powrocie przeszkodzić. Awantury, które miały miejsce po upublicznieniu raportu MAK, zarówno w Sejmie, jak i w mediach, to dopiero
Granice opozycyjności
Opozycja jest w demokracji potrzebna. Patrzy władzy na ręce, punktuje jej błędy, buduje konkurencyjne projekty polityczne, którymi w nadchodzących wyborach chce przeciągnąć elektorat na swoją stronę. Jeśli nie w tych najbliższych, to w którychś kolejnych. Czasem w sprawach najważniejszych partia rządząca musi się z opozycją dogadać. Niekiedy wymusza to konstytucja. Aby np. odrzucić prezydenckie weto, nie wystarczy zwykła większość (którą rządząca koalicja czy partia z zasady dysponuje), trzeba się dogadać z opozycją lub co najmniej z jej częścią.
Nocne koszmary
Jeden z posłów Platformy wyjawił ostatnio w wywiadzie, że trapią go nocne koszmary. Śni mu się mianowicie, że spełnia się „czarny scenariusz dla Polski”: po jesiennych wyborach Platforma wchodzi w koalicję z SLD. Koszmar to okropny, wszak Platforma to „ostatnia nadzieja białych ludzi”. Pal sześć Platformę, ale tu przecież idzie o Polskę! No i o przyszłość białego człowieka. Tę troskę – i to w wymiarze globalnym – podziela też poseł PiS, który na wieść o zwycięstwie Obamy w wyborach prezydenckich wieszczył „koniec ery białego człowieka”.







