Megalomania narodowa

Megalomania narodowa

W 1924 r. w krakowskim „Przeglądzie Współczesnym” ukazał się esej „Megalomania narodowa”. Jego autorem był młody profesor socjologii i etnologii Uniwersytetu Poznańskiego Jan Stanisław Bystroń. W kontekście dzisiejszych wydarzeń, dzisiejszej atmosfery politycznej i intelektualnej w Polsce rozważania Bystronia wydają się niezwykle aktualne.
Zwraca on uwagę, że megalomania narodowa w Polsce ma długą tradycję. Od czasów sarmackich, kiedy to XVII-wieczny autor ks. Wojciech Dębołęcki wywodził, że „królestwo Polskie lubo Scythyjskie samo tylko na świecie ma prawdziwe successory Jadama, Setha i Japheta; w panowaniu świata od Boga w raju postanowionym i że dlatego Polaki Sarmatami zowią”.
W tym nurcie mieściło się też przekonanie o najdoskonalszym w świecie ustroju panującym w Polsce, i to w czasach, gdy ustrój ten prowadził już wyraźnie do paraliżu państwa, wszystkie sejmy były zrywane przez liberum veto, niczego, a już w szczególności podatków, uchwalić się nie udawało. Mieściło się także przekonanie o dziejowej (danej wprost od Boga, a jakże) misji, jaką było bycie przedmurzem chrześcijaństwa, które chrześcijańskiej Europy nie tylko przed islamem, ale – jak skłonni są wywodzić do dziś gorzej zapoznani z historią – również przed schizmatykami (czyli prawosławną Rosją), a później przed bolszewikami broniło.
Podgolonym, pijanym łbom braci szlachty się nie dziwię, ale dzisiejszym piewcom równie szeroko pojętej istoty przedmurza już trochę tak. Nie będę się z nimi spierał. Przypomnę tylko, że po zwycięskiej bitwie pod Chocimiem w 1621 r. papież wdzięczny za zatrzymanie tureckiej (czytaj islamskiej) nawały i uratowanie Europy wyznaczył dzień w kalendarzu liturgicznym (6 października) jako pamiątkę tego zwycięstwa. I dopowiem, że pod Chocimiem Turków pobiły wojska dowodzone przez Chodkiewicza, a po jego śmierci w czasie kampanii, przez Stanisława Lubomirskiego. W skład tych wojsk wchodziło ok. 40 tys. prawosławnych Kozaków pod Konaszewiczem Sahajdacznym i 35 tys. wojska koronnego, z którego znaczną, jeśli nie przeważającą część stanowiła prawosławna szlachta ruska. Tak to więc pod Chocimiem w 1621 r. chrześcijańską Europę przed muzułmańską Turcją uratowali schizmatycy.
W okresie romantyzmu zrodziła się, oczywiście niezgodna z chrześcijaństwem, idea Polski jako Chrystusa Narodów. Polacy stali się nie tylko narodem wybranym, ale samym Chrystusem Narodów!
Pisał Bystroń: „Przekonanie, że Bóg wybrał dany naród wyróżniający się idealnym charakterem i doskonałością celem przeprowadzenia swych zamierzeń na ziemi, wydaje się powszechne (…). Idealizacja przeszłości i teraźniejszości wraz z wiarą w świetną ziemską i nadziemską przyszłość znajduje swe uzasadnienie: duma narodowa, tworząc transcendentalną podstawę prymatu narodu wybranego, nie zna granic interpretacji idealistycznej przeszłości i wolą Bożą, misją dziejową, wszechludzką tłumaczy każdy akt gwałtu i przemocy; cel wielki przez Boga wskazany uświęca wszelkie środki, w których nie przebierają przywódcy”.
Bystroń przestrzegał: „Rozwijając teorię megalomanii narodowej, musimy dojść do nacjonalizacji Boga lub do deifikacji narodu, a więc do zaniku tych podstawowych pojęć religijnych i etycznych, na których wspiera się kultura europejska”. Widział też w podtrzymywaniu megalomanii narodowej rolę Kościoła. Pisał: „Kościół toleruje nieraz prymitywne sposoby podtrzymywania wiary wśród ludu”.
Dodawał: „Widzimy więc, jak w formach chrześcijańskich rozwija się treść sprzeczna z duchem nauki Chrystusa”. A wszystko to wiedzie do nacjonalizmu.
Bystroń pisał to w 1924 r. Tragiczne doświadczenia narodu w okresie II wojny światowej, doświadczenia czasu PRL, a także ostatnie ułatwiły wpisanie znacznej części polskiej polityki w ten nurt mesjanizmu. Mamy „polską Golgotę”, polską „Solidarność”, która zmieniła świat, nową „polską Golgotę Wschodu”, którą jest Katyń 1940 i Smoleńsk 2010, krzyż w biało-czerwonych barwach na Krakowskim Przedmieściu. Mamy „polskiego papieża”, tylko błogosławionego, ale przecie niemal członka Trójcy Przenajświętszej. I mamy poparcie polskiego Kościoła dla tego polskiego neopogaństwa.
Na artykuł Bystronia odpowiedział natychmiast na łamach „Przeglądu Wszechpolskiego” jeden z ideologów polskiej endecji, Zygmunt Wasilewski. Język tej polemiki przypomina język artykułów z „Gazety Polskiej” czy audycji Radia Maryja. Język i głębia myśli!
Wasilewski szydził: „Gdyby p. Bystroń wszystkim jednostkom w narodzie wybił z głowy i z serca miłość, która idealizuje i powiększa rzeczywistość, to oczywiście nie byłoby narodu. Szczęściem, że tego nie zdoła. Przyklaśnie mu paru Polaków zwyrodniałych i paru Żydków”.
Wzywał do dania odporu takim jak Bystroń: „Mamy prawo domagać się, aby wychowanie było prowadzone w duchu narodowym”. Przy czym dla niego „w duchu narodowym”, jak wynika z treści polemiki, znaczyło tyle, co w „duchu narodowej megalomanii”. W krytycznym spojrzeniu na narodową megalomanię Wasilewski widział „zakusy na rozbrajanie Polski z sił obronnych, militarnych czy duchowych, co jest jednocześnie i na jedną komendę planowane” i co jest „zbrodniczym zamachem na cywilizację polską”.
Skąd my to wszystko znamy? Jak widać, polska myśl i polska bezmyśl są dziś dokładnie w tych samych miejscach co w latach 20. XX w. Polski megalomański kołtun jest równie silny jak przed kilkudziesięciu laty. Co więcej, ma szansę stać się doktryną państwową.

Wydanie: 21/2011

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jak Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy