Jerzy Domański
Sąd nad historią
Zapału do boju nie tracą. Napędza ich w tym i jednoczy walka z decyzją sprzed 30 lat. Wszystko się w Polsce zmieniło. Ale choć tkwimy po uszy w bardzo dzisiejszych i poważnych kłopotach, to polowanie na gen. Jaruzelskiego i autorów stanu wojennego trwa z prawdziwie chrześcijańską konsekwencją. Do wielu ocen stanu wojennego doszła kolejna. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego stwierdzający, że stan wojenny 13 grudnia 1981 r. wprowadzono nielegalnie. Prawicowy historyk cieszy się, że wreszcie wygrała sprawiedliwość. Myli się. Wygrał
Gdzie trafi zięć?
To zdjęcie więcej mówi o rodzinie Kaczyńskich niż cała książka. Lato 2005 r. Polacy jeszcze urlopowali, ale już zaczynała się gra o prezydenturę po Aleksandrze Kwaśniewskim. Bardziej od słów liczyły się pomysły przemawiające do wyobraźni. W cenie był jak najprostszy przekaz oddziałujący na emocje wyborców. PiS miało taki pomysł. Na tle kampanii innych kandydatów pozytywnie wyróżniał się plakat Lecha Kaczyńskiego. Na setkach wielkich billboardów zobaczyliśmy kandydata w otoczeniu rodziny. Żona, córka, zięć i wnuczka.
Lądowanie po polsku
Marzeniem pilotów 36. specpułku wożącego najważniejsze osoby w państwie nie jest na dłuższą metę robienie tego, za co biorą pieniądze. Owszem, latają z prezydentem czy premierem, wożą ministrów i ważne delegacje. Ale marzą o czymś innym. Co wyszło na jaw po katastrofie smoleńskiej. Zamiast latać z wybrańcami narodu, piloci specjalnego pułku lotnictwa transportowego myślą o jak najszybszym trafieniu do lotnictwa cywilnego. Mimo młodego wieku zbrzydła im perspektywa obowiązkowego meldowania się komuś, kto dla kaprysu lub własnego interesu
Polaku, książka nie gryzie
Kto to jest mól książkowy, pyta rodziców małe dziecko, bo gdzieś usłyszało, że dziadek jest właśnie takim molem? Oj, będzie problem z odpowiedzią, bo tak się porobiło, że 62% Polaków nie miało przez cały rok kontaktu z żadną książką! Tak wynika z najnowszych i bardzo reprezentatywnych badań Biblioteki Narodowej i OBOP. I to jest moim zdaniem wiadomość w tym roku najgorsza. A jednocześnie najsmutniejsza, bo demaskująca nasze narodowe zadęcie i wymądrzanie jako oparte na niekontrolowanych emocjach i stereotypach, a nie na wiedzy. Bo i skąd mają ją czerpać
Jerzy Domański – Komentarz
Kto to jest mól książkowy, pyta rodziców małe dziecko, bo gdzieś usłyszało, że dziadek jest właśnie takim molem? Oj, będzie problem z odpowiedzią, bo tak się porobiło, że 62% Polaków nie miało przez cały rok kontaktu z żadną książką! Tak wynika
Wielka łapa OFE
Zadziwia mnie bezczelność, z jaką OFE odwracają kota ogonem. I skuteczność, z jaką wmawiają Polakom, że to rząd okrada emerytów. Że to politycy zabierają nasze pieniądze. Niesamowity rozmach i skala kampanii medialnej, jaką otwarte fundusze emerytalne toczą w obronie nienależnych im przywilejów, jest pokazem buty. I siły, jaką może dawać ogromna kasa. Państwo za pieniądze podatników wyhodowało pasożyta, który choć bardzo je osłabia, sam ma się świetnie. W konflikcie z OFE to państwo polskie jest dziś słabsze.
Z Katowic w daleki świat
Mleko znowu się wylało. I to od razu jako kwaśne. Specjalistami od takich operacji są prokuratorzy z Instytutu Pamięci Narodowej. Najnowszy baniak z kwaśnym mlekiem ma nalepkę „śledztwo gibraltarskie” w sprawie śmierci gen. Sikorskiego. I kosztował podatników, bagatela, ponad 570 tys. zł. Choć z pewnością dużo więcej, bo przecież np. Zakład Medycyny Sądowej w Krakowie, który zrobił ekspertyzę, też miał koszty. Ktoś musi je ponieść. Wiadomo, kto! Ty, czytelniku podatniku. Trzy lata pracy katowickiego pionu śledczego
Pielgrzymka hipokrytów
Co może wymyślić poseł katolik, by po zaledwie czterech dniach, jakie w styczniu spędził w Sejmie, odreagować tę stresującą mordęgę? Nie będzie przecież czekał na niedzielę czy urlop. To może być dobre dla frajerów – pracusiów, ale nie dla posła, który ślubowanie kończył słowami: „Tak mi dopomóż BÓG”. Z takiej przysięgi powinno jednak coś wynikać. Tylko co? Większość posłów o dekalogu co nieco słyszała, ale ci, którzy kiedyś go znali i nawet praktykowali, zdążyli pozapominać, o co w nim chodzi. Zamiast dekalogu zostały posłom tylko gesty, przysięgi
Przytępiony słuch PO
Pisanie o Platformie Obywatelskiej przypomina wizytę w gabinecie dentysty. Rozsądek nakazuje, by tam chodzić, ale przyjemność z tego mogą czerpać tylko masochiści. Wielu Polaków – czy to z rozsądku, czy z wyrachowania – popiera PO i pewnie tak będzie aż do wyborów parlamentarnych, bo na horyzoncie nie widać lepszej oferty. Prawo i Sprawiedliwość na liczne przecież i realne problemy kraju proponuje Polakom tak niebezpieczne lekarstwa, że większość woli już to, co jest! Uznając, że lepiej chodzić z bolącym zębem, niż dopuścić do władzy takich lekarzy, z jakimi miała nieszczęście
Lepiej być zaparzeńcem…
Wstyd się przyznać, ale należę do coraz mniejszej grupy dziennikarzy, którzy nie znają się na katastrofach lotniczych. I co gorsza, nie mam szans, by to nadrobić i dorównać gwiazdorom telewizyjnym, zapędzającym do kąta ekspertów. Pozostanę więc z respektem dla wiedzy fachowców. I w zadumie nad tą częścią mediów, która lata z mikrofonami za co głupszymi i słabo zrównoważonymi posłami płci obojga. Czy porady lekarskiej lub prawnej też by u nich szukali? Nie sądzę. Dlaczego więc z taką naiwnością wpisują się w napisany dla nich scenariusz? To, co się dzieje wokół






