Felietony
Nie zazdroszczę rządowi
Nie zanosi się na to, by zbliżające się Święta Wielkanocne poprawiły nastroje społeczne. Rząd Leszka Millera nie może się uskarżać tylko na jedno. Na brak recenzentów. Trudno się już przebić w powodzi utyskiwań. A jednak mimo dużej konkurencji na czoło recenzentów udało się wysforować byłej ekipie rządowej. Tym, którzy ubrali nas w buty po brzegi wypełnione kłopotami i tlącymi się ogniskami zapalnymi. No i co rusz gdzieś się pali. A wtedy najgłośniej krzyczą „pożar!” właśnie ci, którzy sami zostawili
Stara tradycja
Zapiski polityczne 20 marca 2002 r. Dostaję dużo listów. Nadmiar pracy, jakiej się podjąłem na stare lata, sprawia, że z odpisywaniem jest gorzej niż źle, ale autorom życzliwych słów serdecznie dziękuję i proszę o wybaczenie, iż nie odpowiadam. Na każdej kopercie listu wartego odpowiedzi piszę słowo „odpisać”, ale na tym się moje dobre chęci kończą. Na dopełnienie obowiązku nie starcza mi nie tyle sił, co czasu, dziękuję zatem gorąco za dobre listy i przepraszam pokornie za zwłokę w odpisywaniu. Przychodzą też listy
Przed następnym krokiem
Wszystkie wielkie epoki światowego rozwoju technologicznego miały swoje początki, potęgujący się rozwój i kres, który – jak wiemy o tym z historii – niejako nakładał się na start technologii następnej. Owe postępy każdorazowo zasadzały się na zasadniczej przemianie źródeł energetycznych żywiących światową gospodarkę. Starożytność znała tylko siłę mięśni, później wiatru i wody. Następnie rozpoczęto użytkowanie surowców kopalnych: węgla, potem ropy naftowej i gazu ziemnego. W połowie ubiegłego stulecia doszło do zapłonu
Dokąd sięga władza?
Bez uprzedzeń Dlaczego Amerykanie regulują prawnie zachowania erotyczne, które dawniej były wystarczająco, a może nawet surowiej regulowane przez obyczaj i moralność, tego nie wiem i wydaje mi się, że oni sami tego dobrze nie wiedzą. Może osłabioną moralność purytańską trzeba zastępować opresją sądowniczą? Rewolucja obyczajowa, jaka w Ameryce dokonała się na przełomie lat 60. i 70. rozluźniła obyczajowość seksualną i rozszerzyła niezmiernie granice panowania etyki hedonistycznej. Zagrożona została w podstawach etyka pracy. Hedonizm może
Trzeba być zdrowym
Kuchnia polska Kilka już razy wspominałem w tych felietonach o ministrze Łapińskim. Wspominałem pozytywnie, ponieważ minister Łapiński jest pierwszym od wielu lat ministrem zdrowia, który odważył się powiedzieć, że za stan zdrowotności w Polsce odpowiedzialne musi być państwo – co przy naszej modzie na liberalizm, rynkowość i uciekanie od wszelkiej odpowiedzialności jest nie lada odwagą. Mam też wrażenie, że minister Łapiński należy do tych członków rządu, którzy zanim jeszcze objęli swój urząd, wiedzieli, co chcą zrobić
Sen o Warszawie
Warszawa. Miasto, o którym marzą ci, którzy pragną wyrwać się ze swojej biedy i marazmu, w jakim tkwią, bo urodzili się nie tam, gdzie chcieliby. Symbol lepszego życia, szansa na karierę, dobrą pracę i duże pieniądze. Stolica widziana z takiej perspektywy ma wielką siłę przyciągania. Kusi możliwościami i wabi blichtrem. Znam te uczucia, bo sam trafiłem tu przed laty z nie tak małego przecież Chorzowa. I uległem swoistej magii tego miasta, podobnie jak tysiące innych przybyszów. Stąd dzisiejsza Warszawa jest bardziej
Kariera papierowego tygrysa
Prawo i obyczaje Po upadku realnego socjalizmu nastał w Polsce złoty wiek dla prawa konstytucyjnego. Politycy zaczęli traktować serio konstytucję, widząc w niej podstawowe źródło wszelkich praw. Prawnicy przesadnie nawet szermowali przy każdej okazji przepisami konstytucyjnymi, lekceważąc rolę praw pisanych „małą literą” (zawartych w ustawach zwykłych). Obywatele PRL-u („lud pracujący miast i wsi”) mieli oczywiście też konstytucję, ale opozycja szydziła z jej fasadowości. E. Łętowska porównała ją wyśmiewczo z serem
Staronowy Dawkins
Podobno dzień w dzień podwaja się ilość informacji, którymi dysponuje ludzkość. Jeśli zważyć, że kilkaset lat temu podwajała się raz na 500 albo i 1000 lat, człowieka ogarnia podziw, wręcz święta zgroza, ale i zniechęcenie – tego rozwoju już nikt nie ogarnie umysłem. Tylko przypadkiem możemy się dowiedzieć tego czy owego, tylko przypadkiem możemy trafić na książkę godną lektury. Jeszcze 30, 40 lat temu można było sobie pozwolić na dość szerokie lektury ze wszystkich
Czy są jeszcze sędziowie w RP?
Zapiski polityczne Nie potrafię przypomnieć sobie, jak natrafiłem na arcyskandaliczną aferę sądową Jacka Bochińskiego, pracownika naukowego Muzeum Historycznego Miasta Warszawy, popularyzatora dzieł sztuki. Użyłem słów „skandaliczna afera sądowa”, bo jak inaczej nazwać oskarżenie przez policję i prokuraturę młodego naukowca, dobrze sytuowanego materialnie, którego sąsiedzi, z zawodu handlarze bazarowi, oskarżyli o udział w napadzie na nich, gdy jechali na południe kraju, by nabyć towar do handlu, czyli skórzane kożuchy. Zabrano im dużą sumę, ale prócz oskarżenia pokrzywdzonych
Jeźdźcy Apokalipsy
Wielkie zadziwienie Amerykanów wywołała, zdawałoby się, normalna okoliczność, że wojownicy Al Kaidy stawiają im poważny opór, strzelając do ich żołnierzy i helikopterów. Amerykanie dodają do relacji z przebiegu walk opatrzone niejakim zażenowaniem tłumaczenia, dlaczego wysłanie w bój przeciw Bazie tak zwanych sprzymierzeńców afgańskich, ażeby oszczędzić własnych ludzi, okazało się taktycznym błędem: „tubylczy alianci” umożliwiali wojownikom Bazy za skromną opłatą ucieczkę do Pakistanu przez prawie niestrzeżoną granicę. Zwycięski ton niedawnych komunikatów amerykańskiego dowództwa






