Kraj
Śledztwa pod presją PiS
Zbigniew Ziobro przekształcił prokuraturę w zorganizowaną grupę przestępczą
Opublikowany przez Prokuraturę Krajową i obejmujący 200 spraw pierwszy raport dotyczący postępowań prokuratorskich z lat 2016-2023, w stosunku do których wystąpiło podejrzenie politycznego wpływu na ich przebieg i podejmowane decyzje, jest wstrząsający. Pokazuje mafijny układ, który niczym nowotwór rozrósł się w jednym z najważniejszych urzędów państwowych, powołanym do ścigania przestępstw i stania na straży praworządności.
Biorąc w 2016 r. pod but prokuraturę, Zbigniew Ziobro działał w sposób przemyślany i metodyczny. Przeprowadził niespotykaną wcześniej czystkę kadrową. Usunął doświadczonych prokuratorów ze stanowisk funkcyjnych, a na ich miejsce powołał młodych z krótkim stażem, którzy dali się skorumpować. „W zamian za władzę i pieniądze gotowi byli świadczyć przysługi władzy politycznej i budować nowy, podległy jej ustrój (…). Nowe prawo stworzyło mechanizmy pozwalające na instytucjonalne »przekupstwo« prokuratorów, którzy za stanowiska, apanaże i szereg innych korzyści mieli dbać o oczekiwane funkcjonowanie politycznej prokuratury. Zamiarem było stworzenie nowej elity prokuratorskiej kosztem doświadczonych i przyzwoitych prokuratorów. Wprowadzono cały szereg instrumentów, które miały wzmocnić władzę Prokuratora Generalnego, wyposażając go w cały wachlarz uprawnień pozwalających stosować metodę »kija i marchewki«. To proste rozwiązanie okazało się skuteczne, a wielu prokuratorów w sposób cyniczny stawało po stronie nowej władzy, pilnując na różnych szczeblach organizacyjnych jej interesów”, napisano w raporcie.
Oczywiście Ziobro nie działał sam. W podporządkowywaniu prokuratury pomagali mu starzy druhowie z czasów pierwszego rządu PiS, m.in. Bogdan Święczkowski, Krzysztof Sierak, Robert Hernand, Michał Ostrowski, Przemysław Funiok czy Tomasz Janeczek. Panowie ci objęli kluczowe stanowiska w prokuraturze.
Niewielka grupa prokuratorów, która głośno protestowała przeciwko upolitycznieniu, została spacyfikowana. Osoby te poddano represjom, delegując je do oddalonych od ich miejsca zamieszkania jednostek prokuratury, wszczynano wobec nich postępowania dyscyplinarne i karne.
Polityczny parasol ochronny
Naczelna zasada działania prokuratury była taka: chronić za wszelką cenę osoby związane z PiS, które dopuściły się przestępstw. Z kolei wobec osób, które uznawano za wrogów politycznych, wszczynano bezpodstawne i trwające latami śledztwa bez kierowania aktów oskarżenia do sądu lub kierowano akty oskarżenia w celu „udręczenia osób stawiennictwem w sądach i oczekiwaniem przez wiele lat na ostateczne rozstrzygnięcie”.
Wiele wskazuje na to, że wszystkie te działania były koordynowane na najwyższym szczeblu partyjnym, z Jarosławem Kaczyńskim. Bogdan Święczkowski, który był prokuratorem krajowym, często pojawiał się w warszawskiej siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ulicy Nowogrodzkiej, gdzie m.in. informował prezesa PiS o przebiegu interesujących go śledztw.
O ścisłej współpracy partii rządzącej i prokuratury świadczą szokujące działania niczym z filmów o mafii. W 2016 r. PiS wprowadziło do Kodeksu postępowania karnego przepis, na mocy którego prokuratura wycofała z sądu akt oskarżenia wobec ulubieńca prezesa Kaczyńskiego, Daniela Obajtka, oskarżonego o korupcję i oszustwo. Po wycofaniu aktu oskarżenia śledztwo zostało umorzone, a były wójt Pcimia oczyszczony z zarzutów. Mając nad sobą polityczny parasol ochronny, Obajtek, zamiast odpowiedzieć za popełnione przestępstwa, robił karierę jako prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, prezes grupy Energa i PKN Orlen. Teraz bryluje w Parlamencie Europejskim, kreując się na ofiarę zbrodniczego reżimu Donalda Tuska.
Upiekło się też Justynie Helcyk z Obozu Narodowo-Radykalnego. Kobieta miała odpowiedzieć za nawoływanie do nienawiści rasowej. Jednak po interwencji posła PiS Adama Andruszkiewicza prokuratura
Przypadek pewnej Agencji
Krajowa Administracja Skarbowa i prokuratura szukają 4,5 miliarda zł. Podpowiadamy, gdzie i jak upłynniono 222 mln zł w Agencji Badań Medycznych
W połowie stycznia Krajowa Administracja Skarbowa, która jest częścią Ministerstwa Finansów, przeprowadziła audyt obejmujący 110 podmiotów, w tym ministerstwa, fundacje, stowarzyszenia, urzędy, organy centralne, instytuty kultury, instytuty badawcze i inne podmioty, które w latach 2020-2023 korzystały z publicznych pieniędzy. Wykryte nieprawidłowości opiewały na kwotę 4,5 mld zł. Kontrolę nadzorował podsekretarz stanu w resorcie finansów Zbigniew Stawicki, zajmujący się kontrolą skarbową od ponad 30 lat.
Na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej poinformowano, że złożone zostały doniesienia do prokuratury dotyczące byłych ministrów, urzędników oraz władz fundacji i podmiotów prywatnych. Zbyt wielu pikantnych szczegółów nie podano. Właściwie mówiono o deliktach, które wcześniej były opisywane, także na łamach „Przeglądu”.
W ocenie kontrolerów do największych nieprawidłowości doszło w Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego, którego kierownictwo aktywnie przyczyniło się do wygenerowania 1,163 mld zł dodatkowych kosztów poniesionych przez skarb państwa. Poinformowana została o tym prokuratura. W latach 2016-2024 na czele inspektoratu stał Alvin Gajadhur, dziś społeczny doradca prezydenta Andrzeja Dudy.
Na drugim miejscu pod względem nieprawidłowości znalazła się Agencja Badań Medycznych. Tu kwota sięgnęła 222 mln zł. Zarzuty dotyczyły przyznawania dotacji i grantów na badania firmom powiązanym personalnie z kierownictwem agencji, na czele której stał Radosław Sierpiński, przez złych ludzi nazywany pupilem Szumowskiego (Łukasz Szumowski był ministrem zdrowia w latach 2018-2020 – przyp. GR).
Kto ma pieniądze, ten ma władzę
Przywykliśmy, że za wszystkie nieprawidłowości i plagi dręczące polską służbę zdrowia odpowiada minister zdrowia. Tyle że dysponując budżetem na poziomie ok. 28 mld zł w roku 2024 i 37 mld zł w roku 2025, jest on ubogim krewnym prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, który w 2025 r. będzie miał do dyspozycji 197,8 mld zł.
By poprawić swoją pozycję w wyższych kręgach medycznych, w 2018 r. minister Szumowski wpadł na pomysł utworzenia Agencji Badań Medycznych, która początkowo dysponowałaby budżetem w kwocie 500 mln zł. Jako jeden z nielicznych ministrów w rządzie Mateusza Morawieckiego miał on poważne doświadczenie biznesowe i lepiej niż inni rozumiał siłę pieniądza.
Nim zasiadł w gabinecie w pałacyku przy ulicy Miodowej 15, był wspólnikiem w co najmniej dziewięciu spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością. Dobrze wiedział, że możliwość dzielenia środków umocni jego autorytet i wpływy.
Nie bez znaczenia był także fakt, że prezesem OncoArendi Therapeutics SA, innowacyjnej firmy biotechnologicznej specjalizującej się w poszukiwaniu, rozwoju i komercjalizacji nowych leków, był jego brat Marcin Szumowski. W naszym kraju takie firmy żyją głównie z grantów
Wariacki styczeń Wojciecha Szczęsnego
Wybitni bramkarze bywają niesforni, mają wielki potencjał, ale równie duży jest ich niepoczytał. Wojciech Szczęsny wrócił do gry i w kilka dni zdążył już tak narozrabiać, że nawet najbardziej wyrozumiali fani jego talentu tracą cierpliwość. Całą jesień wyczekiwaliśmy na jego debiut w barwach Barcelony, ale Iñaki Peña ani myślał dawać powód do zmiany obsady bramki. Od kiedy Polak pojawił się na treningach Blaugrany, młody Hiszpan z meczu na mecz zaczął rosnąć, aż urósł do rozmiaru pewniaka w pierwszym składzie, znakomicie czującego się z wysoko ustawioną linią obrony Katalończyków, bezbłędnego także na linii i kolekcjonującego efektowne parady ratunkowe. Szczęsny już chyba pogodził się z tym, że do czasu wyzdrowienia Marca-André ter Stegena pozostanie tylko mentorem Peñi, wspierającym go doświadczeniem, ale sezon przesiedzi na ławce w roli luksusowego rezerwowego. Być może szansę dostanie w jakimś meczu mniejszej rangi lub wtedy, gdy i tak wszystko już będzie pozamiatane – podobnie jak to miało miejsce w przypadku Jerzego Dudka kończącego karierę w Realu Madryt.
Tymczasem Hansi Flick musiał przegrać jakiś tajny zakład albo spisał sobie postanowienia noworoczne na sylwestrowym gazie, bo decyzja o wprowadzeniu Szczęsnego do pierwszego składu z początkiem stycznia była ze wszech miar zaskakująca i sportowo nieuzasadniona. Jeśli masz młodego bramkarza, który wytrzymuje presję, jest w formie, a drużyna czuje się z nim bezpiecznie, najgorsze, co możesz zrobić, to podciąć mu skrzydła i odesłać na ławkę. Powód był błahy, natury dyscyplinarnej (Peña spóźnił się trochę na odprawę przedmeczową) i po prawdzie dość pretekstowy, bo z czasem okazało się, że kara nie kończy się na jednym meczu. Oto więc Szczęsny zaczął grać i w pierwszych dwóch meczach robił to na tyle szczęśliwie, że można było wierzyć, iż właśnie rozpoczyna kolejny piękny rozdział swojej kariery. Po tym, co wydarzyło się w meczach z Realem i Benficą, można jednak przyjąć, że to nie rozdział, ale dość frywolne posłowie czy wręcz parodystyczny przypis do księgi sukcesów najbardziej utytułowanego bramkarza w historii polskiej piłki.
O wyjeździe na mecz Pucharu Króla z czwartoligowym
Kronika jednostronnej przyjaźni
Dlaczego Trump tak lekceważy Dudę?
To byłoby śmieszne, gdyby nie było żałosne. Prezydent RP Andrzej Duda trwa w zachwycie nad osobą Donalda Trumpa. Można odnieść wrażenie, że to zachwyt dziecinny i bezwarunkowy. Trump może go ostentacyjnie lekceważyć i pomijać, a on i tak będzie mu oddany. I szczęśliwy – na jego twarzy tę radość widać znakomicie – że zaliczył uściśnięcie dłoni.
Widzieliśmy to zresztą wielokrotnie. Najsłynniejszy jest obrazek z 2018 r., zdjęcie zrobione podczas podpisywania w Białym Domu polsko-amerykańskiej deklaracji. Trump składał podpis, siedząc w fotelu, obok niego, na stojąco, z radosną miną Duda podpisywał swoją część.
A pamiętacie migawkę filmową, gdy na schodach Białego Domu w trakcie przelotu samolotów F-35, które Polska zakupiła, stali państwo Trumpowie i Dudowie? Szczęśliwy Duda machał do pilotów, jakby sądził, że go zauważyli.
Są też sceny z wizyty Donalda Tumpa w Polsce w lipcu 2017 r. i z jego przemówienia pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. „Przekazuję wam bardzo ważną wiadomość: Ameryka kocha Polskę i Ameryka kocha Polaków”, mówił Trump. Tamta wizyta doszła do skutku nie dlatego, że Trump chciał złożyć hołd powstańcom. Po prostu miał polityczną okazję – uczestniczył w szczycie Inicjatywy Trójmorza, postrzeganej w tamtym czasie jako osłabianie zwartości Unii Europejskiej, budowyna wschodzie Europy struktury grającej na Amerykę. W tym sensie Polska pełniła dla niego użyteczną funkcję.
Ekipa pisowska chyba tego nie zrozumiała. Dwa lata później kancelaria prezydenta Dudy otrzymała obietnicę, że Trump przyjedzie do Polski na uroczystości 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Tymczasem Trump w ostatniej chwili zdecydował, że nie przyjedzie, zastąpił go wiceprezydent Mike Pence. Oficjalnym powodem był huragan zbliżający się do wybrzeży Florydy. Trump tłumaczył, że musi być na miejscu, aby nadzorować działania służb. Po czym wyjechał grać w golfa. Ale Andrzej Duda i jego ekipa trzymali fason. Polski prezydent chwalił się, że w tej sprawie Donald Trump zadzwonił do niego osobiście. A ówczesny szef kancelarii Dudy Krzysztof Szczerski tweetował po spotkaniu z doradcą prezydenta USA Johnem Boltonem
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Hojni ponad prawo
Dokument o finansowaniu Kościołów, jakiego nie było od 1918 r.
Relacje państwa z Kościołem katolickim oraz ogromne kwoty przeznaczane na niego, szczególnie za rządów prawicy, budzą sprzeciw milionów Polaków, również wielu wierzących. Były też wielokrotnie podnoszone w kampanii wyborczej do parlamentu, nie tylko przez wyborców lewicy. W ich imieniu Włodzimierz Czarzasty i Anna Maria Żukowska w maju 2024 r. złożyli interpelację „do ministra spraw wewnętrznych i administracji w sprawie zakresu i wysokości wsparcia ze środków publicznych dla kościołów i innych związków wyznaniowych”.
W interpelacji znalazło się 25 pytań, na które miały odpowiedzieć ministerstwa. Na odpowiedzi czekano pół roku. Powstał dokument, jakiego od 1918 r. nie było. Po raz pierwszy możemy się zorientować, jaka jest skala wydatków na Kościoły. Szkoda, że inicjatorzy interpelacji ograniczyli zakres czasowy tych wydatków tylko do rządów Kaczyńskiego do spółki z Ziobrą. Nie mamy więc możliwości porównania transferów dokonywanych przez rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego z wydatkami innych gabinetów.
Analiza ministerialnych odpowiedzi nie daje pełnego obrazu finansowania Kościołów przez państwo. Bo nie obejmują one środków przeznaczanych przez gminy, powiaty i województwa, spółki samorządowe, a także spółki skarbu państwa i wiele innych instytucji. Niemniej jednak kwoty podane w odpowiedziach resortów, jak również ich podstawa prawna, muszą robić wrażenie, budzić zdziwienie, a nawet oburzać. Żeby nie być gołosłownym, podam kilka przykładów.
Transfery pieniężne do instytucji katolickich odbywały się choćby w ramach realizacji przepisów ustawy hazardowej: Katolicki Uniwersytet Lubelski w 2020 r. otrzymał na tej podstawie 332 tys. zł, rok później już 418 tys., a w 2022 r. – 491 tys. zł. Ciekawe są wpłaty na Stowarzyszenie Diakonia Ruchu Światło-Życie w Krościenku nad Dunajcem. To obficie obdarowywane stowarzyszenie tylko w ramach walki z uzależnieniami i na podstawie ustawy hazardowej otrzymało ponad 1,5 mln zł. Nadzwyczaj hojne wobec Fundacji Lux Veritatis o. Rydzyka było Ministerstwo Sprawiedliwości. W latach 2017-2023 skierowało do niej dotacje w wysokości od 180 tys. do 7,1 mln zł. Ciekawostką, a raczej skandalem jest, że już po przegranych wyborach, 30 listopada 2023 r., podległy temu ministerstwu Fundusz Sprawiedliwości zawarł umowę z fundacją o. Rydzyka
Radgoszcz szykuje się do wyborów
Gdyby Andrzej Duda startował po raz trzeci, pewnie znów w Radgoszczy miałby rekord poparcia. A tak ludzie trochę się wahają. Większość popiera PiS
– Dla mnie to jedyny człowiek, który godnie reprezentuje nasz kraj – mówi o prezydencie Andrzeju Dudzie jedna z mieszkanek gminy Radgoszcz w Małopolsce. Gdyby startował po raz trzeci, pewnie znowu osiągnąłby tu rekordowe poparcie. Ale nie startuje, więc radgoszczanki i radgoszczanie trochę się wahają. Większość od lat popiera Prawo i Sprawiedliwość, ale Karola Nawrockiego nie kojarzą. Może więc Sławomir Mentzen? A może w ogóle nie pójdą głosować, bo nie ma na kogo i mają już dość? Pojechałam do Radgoszczy, by porozmawiać o zbliżających się wyborach prezydenckich.
Nawrocki? „Nie kojarzę go za bardzo, ale z wypowiedzi nie jest taki najgorszy”
– Dlaczego ludzie tutaj głosują na PiS?
– Bo tutaj jest bardziej konserwatywny rejon – Tomek (imię zmienione) wzrusza ramionami. – Podkarpacie, Małopolska, tu ludzie zawsze bardziej na PiS.
Tomek ma około trzydziestki albo czterdziestki, ciemne spodnie, ciemną bluzę, ciemną kurtkę, włosy też ciemne, a do tego łagodny uśmiech. Stoimy przy głównej drodze we wsi Luszowice. Samochody nas mijają, deszcz na nas kropi, a Tomek tłumaczy:
– Idealny prezydent powinien troszczyć się o interesy Polski i Polaków. I mężczyzna raczej.
– Dlaczego nie kobieta? – pytam.
– Nie wiem, jakoś tak władcy zawsze byli…
– A caryca Katarzyna?
– To coś innego.
– A Kleopatra?
– To już inna część świata.
Tomek nie chce powiedzieć, na kogo głosował w poprzednich wyborach, ale domyślam się z rozmowy. I ze statystyk.
Luszowice to jedna z wsi gminy Radgoszcz, leżącej na północno-wschodnich krańcach województwa małopolskiego, w powiecie dąbrowskim. Z Krakowa jedzie się A4 na Tarnów i z Tarnowa jeszcze jakieś pół godziny, razem maksymalnie półtorej, gdy nie ma korków. W wyborach prezydenckich w 2020 r. w gminie Radgoszcz Andrzej Duda zdobył 80,07% głosów. Jeśli chodzi o gminy, był to jego najlepszy wynik w Małopolsce i 15. w kraju.
– Andrzejowi Dudzie nie mam nic do zarzucenia – ocenia Tomek. – Jest bardzo propolski.
– Gdyby startował po raz trzeci, głosowałby pan na niego?
– Tak.
– A jak się panu podoba obecny kandydat PiS Karol Nawrocki?
– Nie kojarzę go za bardzo, ale z wypowiedzi nie jest taki najgorszy.
– Byłby dobrym prezydentem?
– Myślę, że tak.
– Wystarczająco propolskim?
– Jak dla mnie – tak.
Jednak Tomek, podobnie jak wiele osób z Radgoszczy, wciąż nie jest pewien, na kogo odda głos 18 maja w pierwszej turze wyborów. Prócz Nawrockiego rozważa kandydaturę Sławomira Mentzena z Konfederacji i Marka Jakubiaka z Wolnych Republikanów. Na pewno będzie to kandydat ze środowiska konserwatywnego. Dla Tomka religia jest ważna. Katolicka. Mówi, że ta religia u nas dominuje, więc lepiej, by i prezydent był katolikiem.
– A zna pan w Radgoszczy kogoś, kto głosuje na PO?
– Nie – uśmiecha się. – Tu jest zagłębie PiS. Konserwatywne.
Mentzen? „Umie tak dołożyć, tak dowalić, że wow!”
„Unia Tarnów” na przystanku, traktor przy drodze, wjeżdżający z podporządkowanej polonez na jeszcze czarnych blachach TAO, bo kiedyś było tu województwo tarnowskie, siatkowe ogrodzenia i deszcz. Taką drogą jedzie się do gminy Radgoszcz, gdy już się zjedzie z A4. Momentami jest tak wąsko, że mijające się samochody muszą mocno zwolnić. Powietrze jest przejrzyste, ostre, a poglądy konserwatywne, jak mówi Tomek.
W wyborach parlamentarnych w 2019 r. PiS zgarnęło w Radgoszczy 80,28% głosów. Z pozostałych partii liczyło się tylko PSL (9,47%). PO poległa (3,09%). W 2023 r. PiS miało
Największy partner handlowy
W ostatnich latach polsko-niemiecka współpraca handlowa okazała się bardziej korzystna dla Warszawy niż dla Berlina
Liderzy Prawa i Sprawiedliwości od lat przekonują, że nasz kraj stał się rosyjsko-niemieckim kondominium, Koalicja Obywatelska reprezentuje nad Wisłą interesy Germanów, a premier Tusk to człowiek Angeli Merkel, który robi wszystko „dla Niemiec”, czyli „für Deutschland”.
Prawda jest inna. Nasza gospodarka rozwija się szybciej niż gospodarka niemiecka. Polskie firmy coraz śmielej inwestują nad Renem. Niemcy zaś wysoko cenią możliwości inwestycyjne w naszym kraju. Jeśli przez dekady bilans obrotów handlowych był dla Warszawy niekorzystny, to od kilku lat jest odwrotnie. Więcej towarów i usług sprzedajemy Niemcom, a mniej kupujemy.
Od stycznia do listopada 2024 r. nasz eksport do Niemiec wyniósł 87,6 mld euro, import z Niemiec do Polski zaś 56,3 mld euro i był o 3,5% niższy niż w roku poprzednim. Czy obecny rok będzie równie dobry? Wszak niemiecki przemysł chemiczny i motoryzacyjny znalazł się w kryzysie.
Niemcy nas wykupują
Gdy pod koniec listopada zeszłego roku okazało się, że ponad 90% udziałów w spółce Bulk Cargo-Port Szczecin, największym przedsiębiorstwie przeładunkowym w porcie szczecińskim, posiada firma Rhenus Beteiligungen International, część działającej na europejskim rynku logistycznym niemieckiej grupy Rhenus, posłowie PiS ruszyli z kampanią „Platforma rozpoczęła wyprzedaż Polski”.
Rzecz w tym, że jeszcze w grudniu 2022 r. spółka Rhenus dysponowała ponad 40% udziałów w Bulk Cargo-Port Szczecin i deklarowała chęć zakupu kolejnych. Ministrowie z rządu Mateusza Morawieckiego nie reagowali, mimo że skarb państwa miał prawo pierwokupu i mógł powstrzymać działania Niemców. Nie zrobił tego, gdyż pewnie nie chciał się mieszać w transakcję między dwoma prywatnymi podmiotami. Oskarżanie dziś rządu Tuska o wyprzedaż wydaje się hipokryzją, lecz straszenie Niemcami zawsze opłacało się politycznie.
Nie zmienia to faktu, że nasz kraj od lat jest atrakcyjnym miejscem do inwestowania dla niemieckich firm. Do największych inwestorów z branży motoryzacyjnej należą Grupa Volkswagen, posiadająca m.in. fabrykę w Poznaniu, oraz Mercedes-Benz, który pod koniec 2022 r. ogłosił plany budowy fabryki elektrycznych samochodów dostawczych za 1,3 mld euro. Symbolicznie jej budowę rozpoczęto w połowie grudnia 2024 r. w Jaworznie, na terenie Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Invest Park. Ma tam znaleźć zatrudnienie 2,5 tys. osób. Pewnie dlatego rząd Mateusza Morawieckiego przyznał Niemcom dotację w kwocie ponad 89 mln zł.
W Dobromierzu na Dolnym Śląsku ma powstać nowy zakład firmy Bosch, produkujący pompy ciepła. Wartość inwestycji to ok. 1,2 mld zł. W nowej fabryce do 2027 r. zatrudnienie znajdzie 500 osób. Dotychczas niemiecki koncern zainwestował w naszym kraju ponad 1,4 mld zł.
Trochę skromniejsze są inwestycje koncernu chemicznego BASF, który w Środzie Śląskiej wybudował największą w Europie fabrykę katalizatorów samochodowych. Pracę w niej znalazło
Hukiem i groźbą
PiS zakrzykuje koalicję. A ta się cofa
Czy PiS kompletnie zakrzyczy koalicję? Jeśli będzie się działo tak jak do tej pory, uda mu się. Jeżeli będzie wygrywać opinia, że to tylko gadanie, że oni, pisowcy, tak mają, więc nie ma co zwracać na to uwagi – też im się uda.
Mamy bowiem sytuację niesłychaną, choć akurat dla dziennikarzy „Przeglądu” nie jest ona zaskakująca. PiS swoim krzykiem zaczyna zagłuszać resztę polskiej sceny politycznej – za chwilę nie tylko ją stłumi, ale wręcz zacznie nadawać jej ton. I to będzie koniec. Zerkam na informacje z ostatnich dni. Prokuratura zaprezentowała częściowy raport z audytu postępowań prowadzonych przez ten organ za czasów Zbigniewa Ziobry. 200 spośród 600 spraw. To m.in. postępowania dotyczące „dwóch wież”, wypadku Beaty Szydło, syna Jacka Kurskiego czy kilometrówek Ryszarda Czarneckiego. Prokuratura Krajowa wspomina o licznych nadużyciach i naciskach, o tym, że co do 112 spraw są poważne zastrzeżenia (tak to delikatnie nazwano), które powinny skutkować odpowiedzialnością karną i dyscyplinarną. – Tak naprawdę trzech prokuratorów stawiło opór swoim przełożonym i starali się postępować zgodnie z literą prawa i orzecznictwem – mówiła prokurator Katarzyna Kwiatkowska, szefowa zespołu, który przeprowadzał audyt. – Po drugiej stronie jest cała reszta prokuratorów, niektórzy się powtarzają. Dlatego te sprawy karne czy dyscyplinarne będą dotyczyły ok. 50-60 prokuratorów – dodała.
Na raport odpowiada Zbigniew Ziobro, który pisze: „Wielokrotny przestępca Bodnar, który regularnie łamie prawo i dopuszcza się licznych nadużyć, chce dziś udawać sprawiedliwego. (…) Dziś Bodnar oskarża z pozycji siły i przemocy. Wymyślił 200 politycznych spraw, ale jutro sam stanie przed sądem”.
Całe dziennikarskie życie przypominano mi, że przestępcą można nazwać tylko kogoś, kto jest skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Do momentu uprawomocnienia się wyroku jest osobą niewinną. A Ziobro opowiada o Bodnarze rzeczy niestworzone, za które w normalnych czasach trafiłby pod sąd. I co? Cisza.
Czyli w Polsce tak można? Bo Ziobrę chroni immunitet poselski? Może zatem trzeba go uchylić? Bo immunitet nie może być tarczą, zza której rzuca się pomówienia. A milczenie rozzuchwala. Nie dziwmy się więc, że pisowcy poczynają sobie coraz bezczelniej. Regularnie, niemal w każdej audycji, w której biorą udział, grożą i zapowiadają odwet.
„Będziemy pamiętali o tych, którzy złamali porządek prawny. Odpowiedzą w wolnej Polsce karnie i majątkowo”, straszy Michał Wójcik, poseł PiS, oddany ziobrysta. Nawet wypowiadająca się zwykle w sposób wyważony Małgorzata Wassermann mówi o rządzących: „Kryminał. Rozliczymy karnie, cywilnie i finansowo”. A Mariusz Błaszczak, też przecież nie pistolet, biada: „Polska pod rządami koalicji 13 grudnia nie jest krajem demokratycznym. Polska jest krajem, w którym siłą zmieniany jest ustrój”.
Te wypowiedzi można mnożyć, politycy PiS wręcz ścigają się na groźby. I to jest ton, który oczywiście nadaje Jarosław Kaczyński. Prezes do wcześniejszych opinii, że Polska jest kondominium niemiecko-rosyjskim i w zasadzie znajduje się pod okupacją (stąd te opowieści Wójcika o „wolnej Polsce”, bo wolna jest tylko wtedy, kiedy jest rządzona przez PiS), dodaje nowe. Że prawo w Polsce nie istnieje, że sędziowie nie są sędziami, „w sądownictwie dochodzi do nowych zjawisk”. „Dokonuje się zmiany polegającej na tym, że grupę (…) tzw. neosędziów przesuwa się do wydziału, w którym nie podejmuje się żadnych istotnych decyzji, a w szczególności nie wydaje się wyroków”. A celem tego jest „przeprowadzenie procesów politycznych przeciwko PiS”. Faktycznie więc Kaczyński ogłasza stan okupacji. I wzywa do oporu przeciwko obecnej władzy, do nieposłuszeństwa.
To są niebezpieczne zabawy ludzi, którzy dla władzy zrobią wszystko. Kaczyński – bo musi rządzić. Ekipa skupiona wokół niego, ci wszyscy pożal się Boże politycy, dziennikarze, urzędnicy, różnej maści funkcjonariusze – bo nigdy w życiu tak dobrze nie mieli, bo opływali w miliony, a teraz mają mniej. Niektórzy boją się śledztw, co jeszcze bardziej ich radykalizuje. Wołają, że to koniec Polski, a to tylko koniec ich osobistej prosperity. Krzyczą zatem, rozkręcają emocje. Biorą na swoich zakładników miliony Polaków, którzy im kiedyś zaufali i którzy nie chcą się pogodzić z myślą, że zostali oszukani. I żeby sprawa była jasna –
Upamiętnienie czy upolitycznienie?
Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu dzieli, zamiast skłaniać do refleksji
27 stycznia 1945 r. bramy KL Auschwitz otworzyli żołnierze Armii Czerwonej, uwalniając ok. 7 tys. więźniów w Birkenau i Monowitz. Paradoksalne wydarzenie, bo, jak czytamy na stronie Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, „żołnierze będący formalnie przedstawicielami totalitaryzmu stalinowskiego przynieśli wolność więźniom totalitaryzmu hitlerowskiego”. Czy dla więźniów za drutami obozu zagłady miało jednak znaczenie, kto ich wyzwala?
80. rocznica wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego upamiętnia nie tylko 1,1 mln ofiar Auschwitz, ale przede wszystkim 6 mln zamordowanych Żydów i ofiary z pozostałych grup, w tym Romów, Sinti, osoby homoseksualne i z niepełnosprawnościami, więźniów politycznych i członków pozostałych narodów, którzy zginęli wskutek działań inspirowanych nazistowską ideologią (w tym Polaków, Ukraińców i Rosjan). Pamięć o ich męczeństwie przyćmiewają niestety dyskusje polityczne.
27 stycznia do dawnego obozu Auschwitz w celu upamiętnienia ofiar przybędą koronowane głowy oraz przywódcy Europy i nie tylko. Na oficjalnej liście potwierdzonych delegacji znaleźli się królowie i królowe Danii, Hiszpanii, Niderlandów, Szwecji i Wielkiej Brytanii, prezydenci sąsiadów Polski czy szefowie rządów. Wciąż jednak nie ma delegacji Stanów Zjednoczonych ani Izraela. Nie bez znaczenia jest zapewne fakt, że nad premierem Beniaminem Netanjahu wisi nakaz aresztowania wydany przez Międzynarodowy Trybunał Karny, a w Stanach Zjednoczonych Donald Trump oficjalnie rozpoczyna urzędowanie. Czy po 20 stycznia, dacie inauguracji jego prezydentury, na liście dojdzie do istotnych zmian? Być może na to liczył prezydent Andrzej Duda
Jerzy Owsiak: zło wcielone
Czym podpadł polskiej prawicy naczelny dyrygent Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
Jak co roku przed finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy prawicowe media wzięły na celownik Jerzego Owsiaka. Prym w szczuciu wiodą przekaźniki nadwornego propagandysty PiS Tomasza Sakiewicza: Telewizja Republika, „Gazeta Polska”, „Gazeta Polska Codziennie” i portal Niezależna.
Hejt trafia na podatny grunt. Szef WOŚP otrzymuje liczne groźby, w tym pozbawienia życia. Policjanci zatrzymali 71-latka, który zadzwonił do fundacji WOŚP i w rozmowie stwierdził, że Owsiaka trzeba zastrzelić. Mężczyzna przyznał się do winy (usłyszał zarzut kierowania gróźb karalnych powiązanych ze znieważeniem). Prokuratorowi wyjaśnił, że jego działanie było motywowane jednym z reportaży Telewizji Republika, który pokazywał WOŚP w niekorzystnym świetle. Inny zatrzymany przez policję mężczyzna za pośrednictwem mediów społecznościowych groził, że zastrzeli Owsiaka, a nawet oferował pieniądze za jego zabójstwo.
Nie tylko zwykła zawiść
Szczucie na Jerzego Owsiaka trwa od wielu lat, jest działaniem przemyślanym, dobrze zorganizowanym i, jak wiele na to wskazuje, ma błogosławieństwo prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Szef WOŚP nie ukradł ani nie zdefraudował powierzonych jego fundacji pieniędzy. Nie mieszka w pałacu, nie jest właścicielem działek, dworków, apartamentów, nie zrobił sobie zębów w Turcji, nie chodzi w markowych ciuchach za kilkadziesiąt tysięcy złotych, nie jeździ maybachem, nie dostał nawet volkswagena od bezdomnego. Politycznych hejterów bardzo uwiera to, że rockandrollowcowi o liberalno-lewicowych poglądach udało się stworzyć fundację charytatywną, która od ponad 30 lat porywa miliony Polaków do hojnego wspierania publicznych szpitali. Dotychczas WOŚP zebrała ponad 2 mld zł.
Za te pieniądze kupiono ponad 70 tys. urządzeń do placówek ochrony zdrowia w całej Polsce.
W podzięce za hojność i pracę wolontariuszy Jerzy Owsiak organizuje bezpłatną plenerową imprezę muzyczną (najpierw był to Przystanek Woodstock, a od 2018 r. jest to Pol’and’Rock Festival), która każdego roku gromadzi kilkaset tysięcy osób. Przez kilka dni uczestnicy (zdarza się, że bawią się wspólnie dzieci, rodzice, a nawet dziadkowie) nie tylko słuchają koncertów. Oprócz muzyki stałym elementem wydarzenia są spotkania z wybitnymi osobami ze świata kultury, sztuki, mediów, życia społecznego i polityki. Wszystko to odbywa się w atmosferze radości, szacunku, tolerancji i rockowego luzu.
Sitwa atakuje
Popularność Owsiaka i jego antypisowskie poglądy od dawna wywołują wściekłość prawicy. Ponieważ szefowi WOŚP nie można niczego nagannego wytknąć, wymyśla się absurdalne zarzuty. Paranoja i teorie spiskowe są bowiem nieodłączną cechą polskich środowisk określających się jako niepodległościowe, patriotyczne, katolickie i narodowe.
„Za Niemca popularne było hasło »Tylko świnie siedzą w kinie«. Dziś proponuję nowe: »Tylko komuszki wrzucają do puszki«. Nie wątpię, że nawet pieniądze od samych komuszków wystarczą do kolejnego pobicia rekordu zbiórki WOŚP. Istota III RP polega na tym, że parę ubeckich sitw ma więcej pieniędzy niż wszyscy uczciwi Polacy razem wzięci. Zapewne w tym roku nie uda nam się jeszcze zniechęcić do Owsiaka tylu Polaków, by WOŚP padła. Ale atak na nią to romantyczny czyn ideowej, marzycielskiej garstki bohaterów, przeciwko wrogiej, zakłamanej potędze, manipulującej masami. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej czystego i szlachetnego”, pisał w 2014 r. w „Gazecie Polskiej” Piotr Lisiewicz.
Ten paranoiczny wywód








