Przebłyski
Prezent od Orbána
Wszem wobec wiadomo, że największym przyjacielem „dobrej zmiany” jest Viktor Orbán. I nawet po tym jak dołożył swojego gola do klęski rządu 27:1, ciągle pozostaje wielkim przyjacielem. Trochę z musu. Może inni są gorsi? 2 marca Orbán wywianował naszą umęczoną ojczyznę nowym ambasadorem, a konkretnie panią ambasador. Ciekawa to nominacja. Pani Orsolya Zsuzsanna Kovács (rocznik 1981) jest m.in. absolwentką prawa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. CV ma nie za bogate: stażystka, osobista
Paliwożerny Andruszkiewicz
Choć wygląda, jakby do trzech nie potrafił zliczyć, główkę do interesów jednak ma. Młody poseł od Kukiza Adam Andruszkiewicz potrafi jeździć nie tylko z Białegostoku do stolicy, ale i po całym kraju, co nie byłoby sensacją, gdyby nie to, że robi to bez prawa jazdy i bez samochodu. Sztukmistrz jakiś czy co? Andruszkiewicz kasuje swoich rodaków via Sejm na ponad 100 zł każdego dnia. Niby nie za dużo, ale w 2016 r. uzbierał prawie 40 tys. zł. Piechotą ta kasa nie chodziła. Poseł Andruszkiewicz uważa, że ryczałt na paliwo mu się należy,
Wnusio
Piotr Walentynowicz to 40-letni wnusio Anny Walentynowicz, która zginęła w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem. Wnusio ma bogate CV. Był już operatorem żurawia, marynarzem, budowlańcem i taksówkarzem. Widać, że chłop żadnej pracy się nie boi. I że do żadnej szczególnie się nie przywiązuje. Serduszko ma za to bardzo czułe. Tak bardzo, że domaga się od państwa kolejnej kasy za cierpienia, jakich doznał po śmierci babci. W oczekiwaniu na kasę Walentynowicz nie pogardził inną pomocą. Od Macierewicza, który urządził go w firmie PIT-Radwar, spółce z Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Wnusio dostał
Przytulanie kasy
Nie zrobiła kariery, a szkoda, czołówka tygodnika „Nie” z połowy marca. Już sam tytuł nęcił: „Jacek Chciwiec-Wolski. Cnotę stracił, ale przytulił parę groszy”. Michał Marszał sięgnął po wyniki kontroli NIK, która wykazała, że w 2001 r. Jacek Saryusz-Wolski, odchodzący sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej, przekazał grant o wartości 1,8 mln zł fundacji Centrum Europejskie „Natolin”, której był prezydentem. Smakowite, prawda? Ale prawdziwy smaczek jest w umowie, dzięki której niedoszły następca Tuska zarobił w Natolinie 423 tys.
Kłamstwa ukarane
Ponad 10 lat czekał Milan Subotić na przeprosiny za kłamstwa, które na jego temat zamieściła „Gazeta Polska” (październik 2006 r.). A i tak miał szczęście, bo niedługo na podobny wyrok sądu nie mógłby liczyć. Nie po to przecież PiS bierze sądy, by Tomasz Sakiewicz i Katarzyna Hejke przegrywali procesy. I by musieli płacić za ogłoszenia w tak dla nich obrzydliwej „Gazecie Wyborczej”.
Tako rzecze Ogórek (Magdalena)
„Z niemałym zdziwieniem zapoznałam się ze stanowiskiem (…) odnośnie do mojego artykułu…”, „Syn Ottona von Wächtera w rozmowach ze mną odnośnie do przekazania do Krakowa skradzionych przez jego rodziców dzieł” („Do Rzeczy”). No i tyle odnośnie do gładkiej polszczyzny wybranki Millera.
Postprawda „Do Rzeczy”
Orle Pióro, czyli spółka wydająca tygodnik „Do Rzeczy”, zwany czasem tygodnikiem Lisickiego, dostała upomnienie od Związku Kontroli Dystrybucji Prasy. Za co ukarano ten czołowy organ moralistów spod znaku PiS? Nie za troskę o moralność narodu polskiego, a zwłaszcza jego lewicowej części, ale za brak troski o prawdę na temat sprzedaży własnego pisma. „Do Rzeczy” zawyżyło swoją sprzedaż w grudniu 2015 r. o ponad 6 tys. egzemplarzy, a w przypadku jednego wydania o 19 tys. Wychodzi na to, że pod latarnią
Terlikowski do Watykanu
Watykan ma świetną dyplomację, ale tego, niestety, nie dopilnował. Wybory papieża bez akceptacji Tomasza Terlikowskiego sprawiły, że ten ultrakatolicki publicysta nie jest zadowolony ze stanu Kościoła. A już z papieża Franciszka jest bardzo niezadowolony. Nawet coraz bardziej. Sytuacja robi się więc groźna. I to nie tylko dla Watykanu. Bo gdyby spojrzeć na wpływy Terlikowskiego, to pora się lękać o przyszłość papieża z dalekiej Argentyny. Najbardziej Terlikowskiego uwiera doktrynalne zamieszanie w Kościele, np. komunia dla rozwodników czy protestantów. I to, że Franciszek rozchwiał łódeczkę Kościoła. Przecież
Zaczęły się odloty
Kiedy do Polski przyleciały bociany, ktoś musiał odlecieć. Padło na Wacława Berczyńskiego, ksywa „Caracal”. To już drugi emigrant z twardego jądra smoleńskiego. Pierwszym był Cezary Gmyz, ksywa „Trotyl”. Nazywany tak z racji znalezienia śladów po materiałach wybuchowych na kadłubie samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem. W nagrodę za epokowe odkrycie „dobra zmiana” rzuciła Gmyza do Berlina. Na bajeczny kontrakt medialny. Płacony oczywiście z naszego abonamentu. A teraz do wylotu szykuje się też ponoć pisowska nadzorczyni prezydenta Dudy,






