Przebłyski
Koledzy „po lufie”
Wśród studentów Uniwersytetu Warszawskiego krąży wspomnieniowa anegdota prof. Andrzeja Rzeplińskiego z lat młodzieńczych. Otóż pan profesor miał to szczęście, że podczas studiów prawniczych był na przeszkoleniu wojskowym z samymi braćmi Kaczyńskimi. Są to więc jego koledzy „po lufie”. Zapamiętał, że jak kapral ustawiał ich kompanię podług wzrostu, obaj bracia K. znajdowali się na szarym końcu, co powodowało, że zawsze musieli ciągnąć za wszystkimi cholernie ciężki stojak do karabinu maszynowego, męcząc się okropnie, pocąc i budząc śmiech
Czy Pawliccy doją abonentów?
Czy człowiek, który nie tylko sam kasuje telewizję publiczną za jeden program z paru tytułów (za scenariusz, prowadzenie, produkcję), ale jeszcze ma żonę, która też musi coś z abonamentu telewizyjnego wyrwać, powinien być zlustrowany ekonomicznie? Czy powinien podać do powszechnej wiadomości, ile trzeba wpłat emerytów, urzędników, studentów itp., by państwo Pawliccy mogli się wyżywić z TVP? Czy Polacy w trosce o wiarygodność programu „Polacy” i samych Pawlickich nie powinni wiedzieć, ile nas oni kosztują? Czy płace w telewizji publicznej muszą być tajne?
Tylko dla działaczy PiS
Istnieje sposób, by uniknąć karzącego ramienia sądów 24-godzinnych. Przykład dali działacze Prawa i Sprawiedliwości. Robert S., radny PiS z Zielonej Góry, któremu prokuratura zarzuciła używanie przemocy fizycznej i lżenie funkcjonariuszy, oświadczył, że zachował się tak, bo z nieznanych mu powodów stracił świadomość, więc należy go zbadać. Dariusz K., działacz PiS z Sulęcina, zatrzymany za jazdę po pijaku, również ujawnił kłopoty ze zdrowiem. Obaj uniknęli trybu przyśpieszonego, bo specjalistycznych badań lekarskich nie da się przeprowadzić natychmiast. Jak widać,
Liberał likwidator
Co można uznać za szczyt absurdu w IV RP? Z pewnością powołanie na kierownicze stanowisko w danej instytucji osoby, która otwarcie głosi, że zamierza daną instytucję zlikwidować. Śmieszne, prawda? Przestaje być jednak do śmiechu, gdy instytucją tą jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych, a propozycję – cofającą nas do XIX w. – składa przewodniczący rady nadzorczej tej instytucji, Robert Gwiazdowski. Taki właśnie pogląd został przez znanego prawnika – przez media usilnie kreowanego na „eksperta” w dziedzinie ekonomii – przedstawiony na łamach
TVP Segregator-Polonia
Czego jak czego, ale absurdów nam nie brakuje. A życie i tak dostarcza ciągle nowych. Także „Życie Warszawy”, do którego trafił jakiś desperat z TVP Polonia, który przyniósł instrukcję spłodzoną przez nową dyrektorkę tej stacji, Agnieszkę Romaszewską-Guzy. Wiele głupot już widzieliśmy, ale pani Agnieszka od razu przebiła się do czołówki. Czegóż chce od pracowników nominatka PiS? Dobrych pomysłów i audycji? A po co? Chce stałych pisemnych sprawozdań, co każdy zrobił w ciągu dnia. Czy posegregował pocztę, jakie formularze wypełnił, co przepisał na komputerze
Z kasą Murdocha na Rydzyka
Sieroty po Wildsteinie nie płakały długo. Żałoba nie trwała nawet miesiąc. Przyzwyczajone do krociowych zarobków, jakie bez większego wysiłku miały w telewizji publicznej, gdzie oprócz kasy pilnowały głównie interesów PiS, mają już nową miłość. Telewizję Puls, w której udziały ma magnat medialny, Rupert Murdoch, chcący z tej zapyziałej stacji katolickiej zrobić konkurenta dla TVN i Polsatu. No i dla TVP. Dominika Długosz (jeszcze niedawno „Wiadomości”), bliżej nieznana z osiągnięć zawodowych, tak przebiera nogami, że ogłosiła, iż nie będzie czekać
Przystawki poza superrządem
Jak sobie radzić z koalicjantami, czyli jak mówią w PiS, z przystawkami przyprawiającymi premiera o nieustanny ból głowy? Jakiś bezimienny (jeszcze!) mądrala znalazł i na to sposób. Wymyślono superrząd. W rozbudowanej jak nigdy od 1918 r. Kancelarii Premiera każde ministerstwo ma swojego nadzorcę. Mniej lub bardziej jawnego. W przypadku przystawek oczywiście mniej. Każdy nadzorca stara się, jak może, dwoi i troi. Kontroluje, analizuje i donosi. Jest też pierwszy w kolejce do zastąpienia nadzorowanego ministra. Czas pokazać
Gawędziarze
Dziennikarze „Dziennika”, zapytani z okazji Dnia Kobiet przez redakcyjne koleżanki, za co kochają kobiety, wypełnili stosowną ankietę i ogłosili ją drukiem. Robert Mazurek – żartobliwie, rzecz jasna – zaczął od wątku homoseksualnego, choć przecież gołym okiem widać, że gejem nie jest, a skończył na Róży Luksemburg, której nie kocha. Igor Zalewski wyznał – żartobliwie, rzecz jasna – że ma przyjaciela, który ma w mieszkaniu dużo męskich aktów, ale on sam woli oczywiście kobiece krągłości. Piotr Zaremba natomiast lubi patrzeć na kobiety
Dobry agent?
Red. Igor Janke na łamach „Rzeczpospolitej” twierdzi, że dziennikarze słusznie będą lustrowani. „Donosiciele nie powinni być dziennikarzami”, pisze. Święte słowa. Nie powinni. I dlatego czekamy, kiedy zażąda, by dziennikarskie szeregi oczyszczono z czynnych agentów obecnych służb specjalnych. Przecież mogą oni znacznie skuteczniej wpływać na działania czwartej władzy niż dawni współpracownicy SB sprzed 20 lat. Chyba red. Janke nie sądzi, że były dziennikarz donosiciel jest zły, a obecny już dobry?
Macierewicz lobbysta
W raporcie o WSI dużo napisano o fińsko-polskim transporterze opancerzonym Rosomak. Miał on tonąć podczas prób. I do niczego się nie nadawać. Tak podawał Antoni Macierewicz. Tymczasem okazuje się, że tonął, owszem, ale transporter konkurencji. A co do nieprzydatności – dziwnym trafem transportery te przeszły właśnie z powodzeniem testy w Kuwejcie i będą podstawowym wyposażeniem naszych żołnierzy w Afganistanie. Ambasador Finlandii załamuje ręce: rosomaki miały być eksportowane, a kto teraz kupi transporter, o którym takie rzeczy pisze własny rząd? Jerzy Szmajdziński






