Reportaż
Opętanie Dominiki
Ani nauczyciele, ani lekarze nie potrafią wytłumaczyć dziwnego zachowania uczennicy liceum w Sanoku Zły duch zawładnął Dominiką w biały dzień, na oczach licznych świadków. Mieli wrażenie, że jej ciało kurczy się. – Włosy straciły kolor, skóra na twarzy napięła się do granic wytrzymałości. Gdy otworzyła usta, wydobył się z nich głos niepasujący do niczego. Był wyzywający, fałszywy, drażnił i przerażał – opowiada Elżbieta Kolendra. – Tułów, ręce i nogi dziewczynki zaczęły się
Wycieczka, proszę za mną
Aktor, psycholog, taktyk i kawalarz. Przewodnik to człowiek od wszystkiego W sobotnie przedpołudnie przed Belwederem zbiera się grupka. – Przechodząc przez bramkę pirotechniczną, zostawiamy na stoliku klucze i stalowe rzeczy – instruuje żołnierz. – A mogę się rozebrać? – zalotnie pyta starszy pan. – Chi, chi – cieszy się starsza pani. – Nie wie pan, że po 11 września się zaostrzyło? W programie mamy zwiedzanie Muzeum Józefa Piłsudskiego. Był bardzo gościnny, wszystkich częstował
Wieś na dwie krowy i kozę
Nic się nie opłaca: ani hodowla, ani uprawa ziemi. I po co ta demokracja? – pytają chłopi w Świętajnie Jak pan Lepper miał przyjechać, to hyr po całej gminie poszedł. Ludzie się szykowali prawie jak na papieża – od Wyroku po Zgon, od Chochoła po Kokoszki – i ci z Koćka też, i ci z Koczka, z Kwiatuszków po Gawrzyjałki, a nawet zza Wąglika. Ale „przyjechoł jakowyś inny, co Lepperem ino frekwencję zanęcał, więc zezłoszczony naród do dom wrócił, bo takich, co ino gadajom, to słuchać nie bedom”. Ludzie w Koczku
Zapomniała o nich śmierć
Granica państwowa wchodzi na ich podwórka. Poprzecinała im życiorysy – długie, często stuletnie – A śmierci gdzie nie widziała po drodze? – pyta mnie dobiegający już setki Aleksander Lach. – Gdzie ona się podziewa, zabłądziła czy co? Siedzę tu i wyglądam, a ta nie przychodzi i nie przychodzi. Razem z Janem Rostkiem, wysokim i prostym jak świeca staruszkiem, maszerujemy w stronę rzeki Świsłoczy, brnąc po kostki w żwirze. Na naprawę tej drogi czekał bez mała pół wieku, a gdy w końcu w tym roku się
Dwa całusy od Pana Boga
Ktoś powinien pomóc im wyrwać się stąd – mówi o utalentowanych bliźniakach ze Świdrów malarz Wiaczesław Janowicz Z asfaltu skręca się w Gąskach przy znaku „Świdry 5” w polną drogę. Potem las, który tworzy ciemnozielony tunel. Po kilku kilometrach w gąszczu drzew prześwituje czerwony dach. Trzeba jeszcze trochę pobłądzić, żeby znaleźć ścieżkę do gospodarstwa Teresy Suskiej. Gliniana chałupka świeżo bielona wapnem, skromne obejście. 11 hektarów łąk, zagon ziemniaków, trochę lasu i kawał
Wódko, pozwól żyć
W sierpniu, ogłaszanym przez Kościół miesiącem trzeźwości, tylko dwóch parafian z Monasterca zobowiązało się nie częstować alkoholem W życiu nie spotkałam tak rozmownego pasażera. Nim dojechaliśmy do Manasterca, wiedziałam o nim, że: ma 36 lat, jest kawalerem, z zawodu traktorzystą, obecnie bez pracy i bez prawa do zasiłku; dziewczyny, jak się upiją, to istny cyrk, ostatnio jedna taka zabrała go na chatę, nie pamiętał nawet jej imienia; sam nie jest święty i też czasem ostro da ognia, ale nie po chamsku, na wesoło; kiedyś lubił wino
Święty Marek od Bezdomnych
Dziesięć dni dzielących śmierć od pogrzebu dały początek legendzie. Są w niej uniesienia, rozczarowania i przełomy. I tragiczny koniec Noc. Mokre powietrze. Z wielkiego telebimu patrzy Kotański. Niemy film, jakieś skrawki scen. Kotan, bo tak Marka Kotańskiego nazywano, mówi z umierającym, nad parującą zupą, w brudnej bramie z wyrostkami, którzy prawie przed nim dygają. Zbliżenie błogo uśmiechniętej twarzy. – Pewnie znowu jakiegoś menela przytula – mówi ktoś ze zrozumieniem. Ekran miga. Dźwięk jest niepotrzebny, bo każdy
Mekintosze poszły w kąt
Córka na wydaniu badylarza spod Grójca nie jest już bogatą partią. Teraz 20-kilogramowa skrzynka jabłek kosztuje w skupie złotówkę Wójt gminy Belsk, Andrzej Małachowski, absolwent Wydziału Mechanicznego Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, miał dziadka i ojca sadowników. Takich na dużą skalę. W PRL sadownik, zwany badylarzem, to był pan: handlował, zarabiał pieniądze, cieszył się względną swobodą. Wójt ma dziś hektar sadu. W skali gminy – uważanej za jabłkowe centrum Polski – to niewiele.
Byłem kłusownikiem
Co noc na mazurskie jeziora wypływa kilkuset złodziei ryby. Na niektórych wodach w pobliżu siebie staje kilkanaście łodzi Przedzieram się przez zarośla ku niewidocznemu brzegowi jeziora Kisajno. Chwila nieuwagi i gałąź uderza w twarz. Komary tną bezlitośnie. Na niebie księżyc w pełni. Przede mną plecy Czarnego. Jest kłusownikiem. Szefem grupy, która wypływa na łupieski rejs. Złodziejski sezon zaczynają w maju. Kończą we wrześniu. W tym roku jest kiepsko. W sieci wpada głównie drobnica, a taka wraca do jeziora.
Kargulowe plemię na sprzedaż
„- Ooo! Człowiek! – Gdzie? E tam człowiek. Musi jakiś tutejszy”. W Lubomierzu, stolicy polskiej komedii, dialogi z „Samych swoich” słychać co krok Tu prawie każdy to aktor. A wszystko za sprawą Sylwestra Chęcińskiego i jego trylogii o Kargulowych i Pawlakowych waśniach. Najstarsi z łezką w oku wspominają swoje filmowe epizody. – To nasza młodość przecie, pani – opowiada Feliksa Baran. – Nie wróci jak film… Dziś pani Feliksa ma 82 lata, a każdą Pawlakową scenę zna






