Reportaż
Liczy się tylko urobek
Jakby kopalnia padła, całe miasto umrze. Dlatego w Rydułtowych nie chcą, aby prokurator szukał winnych pięciu śmierci na dole Kościół, szpital, wielka hałda i kopalnia. Całe Rydułtowy. Tu się mówi po śląsku, więc łatwo rozpoznać każdego przybysza. I ignorować go, gdy pyta o przyczyny pięciu wypadków śmiertelnych w roku 2002. Sobota, 23 marca. Dziesięciu górników z brygady konserwacyjnej usuwało na głębokości tysiąca metrów stalowe zapory nieczynnego chodnika. Nic nie wskazywało na to, że może nastąpić jakaś
Tata przywiezie euro
W opolskich wsiach prawie nie ma mężczyzn. Wyjechali za robotą na Zachód Wygaszone okna, pustka na ulicach, czasem tylko gdzieś zaszczeka pies. W śląskich wioskach wieczorami słychać jedynie ciszę. Mężczyźni w sile wieku wyjechali pracować w Niemczech i Holandii, a kobiety wcześnie kładą spać dzieci i nie otworzą drzwi obcemu, nawet gdyby wzywał pomocy. Emeryci tym bardziej. Udają, że nie ma ich w domu. Są powody do strachu. Ostatnio w Kosorowicach noc w noc złodzieje plądrują posesje, jakby wyznaczyli sobie marszrutę według zamożności
Kradzione na Wigilię
Przed Bożym Narodzeniem rusza pospolite ruszenie kłusowników. W lasach dokonywana jest rzeź Dzik rozejrzał się czujnie wokół. Podniósł z legowiska. Otrząsnął z igliwia. Błyszcząca sierść, wielkie, białe szable. Ważąca ponad 100 kg bryła mięśni. Król lasu. Wyruszył w grudniową noc, by zaspokoić głód. Gdy ścieżka w młodniaku robiła się zbyt wąska, roztrącał na boki kilkumetrowe sosny. Przy kolejnej bramce poczuł stalowy ucisk na ryju. Coś go zatrzymało. Wpadł we wnyki. Zaczął ryć
Wołanie o pomoc
Czy polscy rybacy uwięzieni na statkach w Urugwaju wrócą do kraju na święta? W andrzejkowy wieczór Elżbieta Jurga ze Świnoujścia nie wróżyła sobie ani z wosku, ani z żadnych fusów. Nie wróżyła, ale pytała samą siebie: – Czy on wróci na święta? Zaklinała, żeby wrócił, bo jest już u kresu sił… Któż by przypuszczał, że dalekomorski rejs, w który, jak od lat, wyruszył jej mąż, Ryszard, zamieni się piekło już ponadrocznego oczekiwania na jego przyjazd. Elżbieta pamięta jak dziś: To było 3 grudnia 2001 r.
Na początku był krzyk i ogień
Połączył ich pożar w hali Stoczni Gdańskiej. Wzięli ślub Nazywają siebie parą pożar-pożar, bo gdyby nie tragedia w hali stoczni osiem lat temu, pewnie nigdy by się nie poznali. On i ona, Agnieszka z Pruszcza Gdańskiego i Marko z Gdyni. W samym momencie katastrofy nawet nie wiedzieli o swoim istnieniu, nie spotkali się też w szpitalu – Marko leżał w Siemianowicach na Śląsku, a Agnieszka w Trójmieście. Po raz pierwszy zobaczyli się rok po pożarze, w podbydgoskim Szteklinie na wyjeździe poparzeńców. Przemknęły wtedy Markowi przed oczami
Śmierć czarna jak węgiel
Czterech chłopców zginęło pod kołami pociągu ekspresowego w Katowicach Załężu. Poszli na tory po opał Dla Dawida był to zwykły dzień. Wrócił ze szkoły, zjadł zupę pomidorową i poszedł piętro wyżej do Artura pograć w gry komputerowe. Zupa ugotowana na resztkach rosołu ze świątecznego poniedziałku przyciągnęła go z powrotem do domu. Wziął jeszcze pajdę chleba i powiedział babci, że wróci koło dziewiątej. Kilkanaście minut po 21 ktoś zadzwonił do drzwi. – Myślałam, że to mój wnuk, więc wybiegłam boso do sieni, żeby mu otworzyć –
Rzeczpospolita babska w Dynowie
O fotel burmistrza walczyły dwie kobiety, jedna z różańcem w ręku. Wygrała druga – faworytka SLD W swej pierwszej oficjalnej wypowiedzi w roku 1998 Krystyna Dżuła, która teraz żegna się z fotelem burmistrza Dynowa, oświadczyła, że podejmuje się kierowania miastem, by zmienić sposób rządzenia, wydawania pieniędzy oraz funkcjonowania miejskiej władzy jako takiej. Od słów szybko przeszła do czynów: arbitralną decyzją wstrzymała rozpoczęte przez poprzedniczkę na tym stanowisku inwestycje i kazała rozmieścić krzyże we wszystkich pomieszczeniach zajmowanych
Oskarżam lekarzy
Przez osiem miesięcy ginekolodzy utrzymywali mnie w przekonaniu, że urodzę zdrowe dziecko. Kilkanaście dni przed porodem dowiedziałam się, że moja córeczka nie ma szans na samodzielne życie Codziennie gdy stoję nad grobem mojego dziecka, zastanawiam się, czy tak musiało być. Gdzie popełniłam błąd, dlaczego dostałam się w ręce niekompetentnych lekarzy. Mieszkam w jednej z największych aglomeracji w Polsce, a moją ciążę prowadzono jak w ciemnogrodzie. Miałam prawo do legalnej aborcji, która zaoszczędziłaby cierpień mnie, mojej rodzinie i tej małej kruszynce. Mojej Marysi nic już nie zwróci
Historia ukryta w daszku
Sto lat temu w szkole w Rydzynie zamurowano pewną informację. Każdy kolejny remont budynku to nowe wieści ukryte w murach – We wrześniu ubiegłego roku – opowiada woźny podstawówki w Rydzynie – dużo padało. Zobaczyłem, że przecieka daszek nad wejściem do szkolnego budynku. Pan dyrektor Janusz Hoffmann postanowił, że trzeba to naprawić. Kiedy dekarz rozebrał daszek, we wnęce znalazł dwie butelki. Zawołał mnie na rusztowanie. Serce zabiło mi mocniej, czułem, że odkryliśmy jakąś tajemnicę tego
Pętla
Zanim popełnił samobójstwo, napisał do swego wspólnika i księgowej: „Czy teraz jesteście zadowoleni?” Zadzwoniła do męża około godz. 11. Wiedziała, że powinien być w domu. Telefon nie odpowiadał. Pomyślała: wyszedł, zapomniał zabrać komórkę. Dzwoniła ponownie po kilkunastu minutach. Wciąż nie odbierał. Z każdą chwilą niepokoiła się bardziej. Złe myśli kotłowały się w głowie. Jego słowa wypowiedziane wielokrotnie: Najlepiej, gdyby mnie nie było. Wsiadła do samochodu. Z Żagania do Zielonej Góry jest 60 km. Jechała niespełna godzinę. Samochód męża






