Reportaż

Powrót na stronę główną
Reportaż

Zbrodnia i… pojednanie

Syn Bormanna i dziecko Holokaustu spotkali się w Oświęcimiu Gdy kończyła się II wojna światowa, Martin Bormann junior, syn przywódcy III Rzeszy, miał kilkanaście lat, a Romuald Weksler – dziecko Holokaustu – zaledwie kilka. Po upływie kilkudziesięciu lat spotkali się na terenie byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu – ksiądz Martin Bormann jr. i ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel. Czy możliwy jest dialog dwóch ludzi, którzy w jakże odmienny sposób zostali doświadczeni i naznaczeni

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Przecięci na pół

W Tokarach są dwa krzyże, dwaj księża, dwie świątynie i dwie historyczne racje. Tylko granica państwowa jest jedna Gdyby nie nowa czerwona tablica, można by ją przekroczyć nieświadomie, zwłaszcza w taką śnieżycę jak dziś. Resztki zasieków z kolczastego drutu zwisają smętnie nad ziemią, ledwo trzymając się spróchniałych słupków. Przypominają bardziej ogrodzenie pastwiska niż linię rozdzielającą państwa. Wokół żywego ducha, tylko wiatr zawodzi w koronach drzew. Przez chaszcze, krzaki i trawy widać pola po drugiej stronie, ale wsi

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Fort Pana Boga

Benedyktyni z Tyńca, jak nakazuje ich patron, utrzymują klasztor z własnej pracy Mnisi tynieccy o rzeczywistości istniejącej na zewnątrz klasztornych murów mówią często „na świecie”, jakby krakowskie Sukiennice nie leżały o 12 km od Tyńca. Nie lubią obiegowych stereotypów na swój temat. „Mnich”, „klasztor”, „zakon”… to wszystko trąci dziś skansenem – ubolewają. Wycieczki szkolne przychodzą do warownego klasztoru na wzgórzu tynieckim jak do muzeum. Tymczasem klasztor, w którego murach modli się i pracuje 40 benedyktynów, jeden z najludniejszych

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Byłam świadkiem cudów

Trzydzieści razy chirurdzy z Polanicy szyli, pruli i znów szyli mi twarz Jestem tu ostatni raz. Na blok operacyjny wchodzę bez lęku. Gdy proszą, bym się położyła na wózku, bo za chwilę Ewa wstrzyknie mi lek rozluźniający mięśnie, nie dygoczę ze strachu jak kiedyś. Mam wrażenie, że sala operacyjna, cały blok operacyjny, niebieski, sterylny od podłogi po sufit, wypełnia niewidzialna bania nadmuchana spokojem. Czeka mnie zaledwie kilka zygzakowatych cięć, kilkadziesiąt szwów na brodzie i policzku. To już 30. podejście. (…)

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Człowiek na torach

Maszynista, który zobaczył przed lokomotywą samobójcę, może tylko włączyć sygnał ostrzegawczy, hamulec i czekać – Jechałem towarowym na Śląsku. Nagle na moim torze zobaczyłem stojący skład. Włączyłem hamowanie i uciekłem do maszynowni. Położyłem się na podłodze i czekałem. To były najdłuższe sekundy w moim życiu. Witałem się ze śmiercią. Zabrakło jej 20 m. W takiej odległości przed przeszkodą stanęła moja lokomotywa – opowiada Józef Jaworski ze Skarżyska-Kamiennej. Mniej szczęścia miał maszynista prowadzący pociąg osobowy na trasie Poznań-Wolsztyn.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Smak głodu

Dzieci Karasiów najbardziej lubią gotowane buraki i szczawiową. Marudzą tylko nad kiszoną kapustą, choć Karasiowa kaszy zawsze dorzuci, żeby łyżki nie wbijać w rzadkie Bladym świtem Karaś ospale podnosi się z drewnianego tapczanu, żeby zdążyć wyprawić „to większe robactwo” do drogi przy stacji, skąd zabiera je do szkoły PKS. Potem na zasypanych bialutkim śniegiem bezdrożach robi pierwsze ślady we wsi, wydeptując dwukilometrową ścieżkę do „gieesu”. W tym czasie Karasiowa zsuwa się z drugiego tapczanu i rozpala w piecu, zanim

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Ostatni wyjazd furmanów

Czy IPN zrzuci z pomnika Rajsa „Burego”, sprawcę mordu 80 Białorusinów? W zniszczonych rękach okutanych po nos kobiet bieleją wykrochmalone chusteczki z kordonkowym obrębkiem. Widoczne nawet spod chóru, wędrują do oczu przy każdym trzykrotnym powtórzeniu znaku krzyża. To słowa cerkiewnego prypiewu: „Molu Tiebia, Spasitiel moj” budzą taką żałość, przypominają, w jakiej intencji dzisiejsza liturgia: przyszły pomodlić się za dusze swych mężów, braci i ojców – tzw. furmanów, zamordowanych w podobnie mroźny

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Jesteś naszym idolem

Prymus z lubelskiego liceum w finale konkursu Polsatu W każdy poniedziałek portierki ze Staszica przychodziły do pracy niewyspane. – Razem z dziećmi siedziałam przed telewizorem do północy i czekałam na ogłoszenie wyników – słyszę. – Przejdzie, nie przejdzie, zaciskałam palce i aż coś podchodziło mi do gardła. Przeszedł! Hurra! Kochany nasz chłopak. A potem kolejny tydzień niepewności. I znowu przeszedł. Kibicujemy mu wszyscy. Cała szkoła. – Pan też jest za wygraną Krzyśka Zalewskiego? – pytam Jerzego Janowskiego, dyrektora I LO

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Wolonatariusz z wyrokiem

Niepełnosprytni – tak skazani z poznańskiego poprawczaka nazywają chore dzieci, którymi się opiekują Miodzio wrócił z przepustki. Z Ciechanowa do Poznania. – Nie musiałem, ale sąd lepiej patrzy – mówi, patrząc mi prosto w oczy. Całe 16 dni „na wolności” albo siedział w domu, albo odwiedzał kumpli. 5 stycznia grzecznie zapukał do poprawczaka. W Ciechanowie zostawił Emilkę, w Poznaniu czekała Agnieszka. – Opiekuję się nią jak jajeczkiem. Jestem delikatny. Na początku nie lubiła mnie. Wolała poprzedniego wolontariusza z poprawczaka,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Trzcinowe żniwa

Zima na rozlewiskach Biebrzy to czas zbiorów. Magnuszewscy zrywają surowiec gołymi rękami nawet przy 30-stopniowym mrozie – Wam, miastowym, wydaje się, że bagno to dół wypełniony wodą, błotem i torfem. Taka śmierdząca, martwa breja. Ale mylicie się – bagno żyje. Nawet skute lodem wydrąży w nim otwory, przez które paruje. Oddycha. Nie można chodzić po nim w pojedynkę. Nie ma nic gorszego niż zsuwać się w dół w śliskiej mazi, nie czując dna pod stopami… Obok musi

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.