Cena spokojnej śmierci

Cena spokojnej śmierci

Hospicjum czeka na pieniądze, a nie na litość

Władze Warszawy tak dzielą pieniądze. W zeszłym roku na jednego bezdomnego wydano 103,38 zł, na bezdomne zwierzę – 67,56 zł, a na pacjenta hospicjum – 32,92 zł. Poza tym, że pieniędzy na umierających jest coraz mniej, wypłacane są z kilkumiesięcznym opóźnieniem. W 2004 r. przelew może być jeszcze później, bo radni zastanawiają się, czy w ogóle nie przestać bawić się w dzielenie funduszy i zainwestować w profilaktykę, a nie w umieranie. Na razie, by nikogo nie skrzywdzić, nikomu nic nie dali.
Na tym tle znakomicie wypada mazowiecki oddział NFZ – płaci w terminie.
Pracownicy placówki nie znoszą próśb, by jeszcze trochę poczekali na dotację z urzędu miasta. – To nie hospicja czekają na pieniądze, ale chorzy ludzie czekają na zwykłą przyzwoitość – tłumaczą lekarze. – To nie jest umieralnia, nie jest to przytułek, ale miejsce, gdzie nie rezygnuje się ze specjalistycznego leczenia – mówi Zofia Bogusz, od 12 lat przełożona pielęgniarek. Dodaje, że radni powinni się pospieszyć. Przeciętny okres pobytu w hospicjum to 25 dni.

Pielęgniarki spokoju

Majowe przedpołudnie. Hospicjum położone jest na wzniesieniu, w cudem ocalałej ciszy na tyłach Centrum Onkologii.
– Ma nie śmierdzieć i nie boleć – tak krótko o opiece paliatywnej mówi znakomity specjalista, prof. Jacek Łuczak. I ursynowskie hospicjum spełnia te proste normy, nieosiągalne dla wielu innych warszawskich oddziałów szpitalnych.
Trwa obchód. Od łóżka do łóżka. Kroplówki, leki, poduszka wyżej, potrzymanie dłoni. Na piętrze, w zacienionym kącie poddasza jest minikaplica. Kto nie da rady tam wejść, może czekać na uwielbianego w hospicjum księdza, któremu można zadać każde pytanie. Sam ksiądz woli rozmawiać o tym, co dobrego zrobiliśmy na ziemi, nie o tym, co nas czeka po drugiej stronie.
Zofia Bogusz uważa, że opieka paliatywna wymaga wrażliwości porównywalnej tylko z tą potrzebną na oddziale noworodkowym. Do pracy przyjmuje tylko osoby doświadczone, które są także dobrymi psychologami. – Rozmowa i cierpliwość są tutaj równie ważne jak leki – mówi i dodaje, że opieką otoczony jest nie tylko pacjent, ale i wyczerpana stresem rodzina. Swoim podwładnym powtarza też, że przed wypaleniem uratuje je próba (nigdy to się nie uda do końca) zrozumienia śmierci.
Każda pielęgniarka ma w pamięci puste łóżka, które bolały szczególnie. Zofia Bogusz mówi o pewnej energicznej urzędniczce otaczanej opieką domową. Po prostu się zaprzyjaźniły. Tym większa była radość, gdy kobieta nabrała sił i wróciła do pracy. Kontakt się urwał. Pewnego dnia do hospicjum przyszedł mąż urzędniczki. Nastąpił tak gwałtowny nawrót choroby, że Zofia Bogusz nie zdążyła się pożegnać. Do dziś niemoc powraca w myślach.

Pokazać cierpienie

Dr Ryszard K. Szaniawski, prezes Fundacji Hospicjum Onkologiczne, przyznaje, że w tym roku skupił się na liczeniu pieniędzy. – Będzie mi brakowało 500 tys. zł – tłumaczy. – Poprosiłem miasto o 400 tys., już wiem, że dostanę o wiele mniej. Od sponsorów wpłynie pewnie ok. 200 tys., zawsze mogę liczyć na wsparcie fundacji pani prezydentowej. Mam nadzieję na zainteresowanie najbliższą aukcją win. Ale na razie, gdy większość pieniędzy jest jeszcze wirtualna, musiałem wprowadzić oszczędności. Zeszły rok przebiedowaliśmy, teraz stoimy na skraju bankructwa.
Pracownikom hospicjum obcięto pensje o 250 zł (z kilkudziesięcioosobowego zespołu nikt nie odszedł), trochę zaoszczędzono na pralni, dostawiono też kilka łóżek. Ale żelazne wydatki – leki przeciwbólowe, pampersy, dieta – pochłaniają te same kwoty. Sypie się sprzęt. Rachunki są płacone z opóźnieniem.
Co jakiś czas dzwoni telefon. Od lat nic się nie zmienia. W kolejce czeka około 20 osób. Dr Szaniawski prosi o kilkudniową cierpliwość, o przygotowanie dokumentów. – Będziemy w kontakcie – kończy każdą rozmowę.
Z hospicyjnych statystyk wynika, że dom na wzgórzu przestał być miejscem dla dziadków. Pacjenci są coraz młodsi, dziś tych poniżej 65 lat jest już około 35%. Ale zdaniem dr. Szaniawskiego, największe zmiany zaszły w nas samych. Nie tylko społeczeństwo obywatelskie okazało się mitem, zwyczajnie brakuje nam życzliwości. Poza tym wszyscy – także politycy – kierują się emocjami. I dlatego dr Szaniawski wyliczając „strukturę wydatków” i kreśląc plan rozbudowy, popełnia błąd. Może powinien więcej mówić o misji, poświęceniu. Może powinien pokazać cierpienie, a nie pisać budżety.
Tyle że od tego nie przybyłoby świeżej pościeli ani leków.


Ósma aukcja win na rzecz hospicjum „Szlachetni ludzie, szlachetne wina, szlachetny cel” odbędzie się 30 maja w warszawskim hotelu Marriott, początek o godz. 17.00. Honorowy patronat już po raz kolejny objęła Jolanta Kwaśniewska.
Hospicjum Onkologiczne jest największą placówką tego typu w Warszawie, opiekuje się około tysiącem osób rocznie – 400 osób przyjmowanych jest do placówki, pozostali odwiedzani są w domach. Zatrudnia 44-osobowy zespół lekarzy, pielęgniarek, psychologów i rehabilitantów.
Strona internetowa: www.fho.org.pl

 

Wydanie: 22/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy