Chaveza czar

Chaveza czar

Wieszają na nim psy, ale wszyscy robią z nim świetne interesy Spotkanie zaczęło się od powitania w upalne południe na wysłanych czerwonym dywanem schodach letniego pałacu królewskiego na Majorce, którego nazwa Marivent oznacza w miejscowym dialekcie języka hiszpańskiego Morze i Wiatr. Najpopularniejszy monarcha Europy, który jak wszyscy Burbonowie po ukończeniu sześćdziesiątki zaczął mocno przybierać na wadze, król Juan Carlos w jasnym garniturze oraz nielubiany przez konserwatystów, i nie tylko, prezydent Hugo Chavez w ciemnobłękitnym od Pierre’a Cardina, wymienili uścisk dłoni. Nie obyło się też latynoskim zwyczajem bez wymiany uścisków, czyli wyklepania po ramionach. Ten rodzaj powitania, niemal obowiązkowy w Ameryce Łacińskiej, wywodzi się jeszcze z czasów, gdy dwaj mężczyźni, spotykając się, wymieniali taki uścisk, aby sprawdzić, czy żaden z nich nie ma ukrytego pistoletu, oprócz tego, który widoczny jest u pasa. Tym razem jednak nawet jeśli uściski nie były całkiem szczere, intencje obu stron były jak najlepsze. Spotkali się po raz pierwszy od słynnej riposty Juana Carlosa: „Dlaczego nie zamilkniesz?!”, jaka padła w reakcji na grubiańskie zachowanie prezydenta Wenezueli na zeszłorocznym szczycie panamerykańskim w Santiago de Chile. T-shirt w podarunku od króla Na piątkowym spotkaniu w rezydencji na Majorce król podarował Chavezowi koszulkę z nadrukiem tego zdania. Tym gestem chciał obrócić w żart wspomnienie incydentu. Wenezuelczyk, dziękując za upominek, powiedział: „Królu, jesteś mi winien trochę pieniędzy z tego, co na tym zarobiłeś”. Była to aluzja do T-shirtów z nadrukiem ostrych słów króla, które miały również wielkie powodzenie, podobnie jak sygnał w telefonach komórkowych w Europie i – wśród przeciwników Chaveza – w Ameryce Łacińskiej. „Nic nie zarobiłem, ponieważ nie zainkasowałem honorarium, które mi się należało za prawa autorskie”, odparował ze śmiechem Juan Carlos. Podczas panamerykańskiego spotkania na szczycie w listopadzie ub.r. Chavez kilkakrotnie przerywał wystąpienie hiszpańskiego premiera Zapatera. Protestował głośno, gdy ten stanowczo zareagował na epitet „faszysta”, który padł z ust prezydenta Wenezueli pod adresem szefa poprzedniego, konserwatywnego rządu hiszpańskiego, José Maríi Aznara. Chavez zagroził sankcjami wobec hiszpańskich firm inwestujących w Wenezueli, m.in. koncernu elektrycznego Endesa oskarżanego przez Wenezuelczyków o stosowanie kolonialnych metod wyzysku. Ostatnio, co jest szczególnie dotkliwe dla Madrytu w okresie wielkiego wzrostu cen na paliwa płynne, wielki hiszpański koncern naftowy Repsol tracił wpływy we wszystkich krajach naftowych Ameryki Łacińskiej. Może z wyjątkiem Meksyku prowadzącego przyjazną wobec USA politykę. Po co premierzy pojechali do Limy? Po raz pierwszy próbę naprawy stosunków z Wenezuelą podjął w maju tego roku sam Zapatero, gdy rozmawiał z Chavezem w Limie na V Szczycie Unia Europejska – Ameryka Łacińska i Karaiby. Szefowie rządów Hiszpanii, Niemiec, Francji i innych liczących się w światowej gospodarce krajów Unii, prowadzących na wielką skalę wymianę handlową z Ameryką Łacińską, doskonale wiedzieli, po co tam jadą. Te doroczne spotkania to okazja nie tylko do egzotycznych podróży, lecz także do załatwiania ważnych interesów. Wprawdzie minęły czasy, kiedy Stany Zjednoczone mogły traktować cały ten region jako wewnętrzne podwórko, ale nadal są one jego głównym partnerem handlowym. To się jednak zmienia mimo słabego dolara, który sprzyja eksportowi. Odkąd przed paru laty Unia Europejska zawarła umowy stowarzyszeniowe z Meksykiem i Chile, wymiana między UE a tymi dwoma krajami wzrasta w tempie 25% rocznie. A w dziedzinie inwestycji na terenie Ameryki Łacińskiej Unia wyparła już Stany Zjednoczone z pierwszego miejsca. Zapatero miał więc na majowym szczycie w Limie bardzo konkretną sprawę do załatwienia: umocnienie pozycji Repsolu w Wenezueli i na kontynencie iberoamerykańskim. Hiszpańskie banki, Repsol i inne przedsiębiorstwa zainwestowały w samej Wenezueli, według pisma „El Economista Espańol” z 25 lipca br., 2,4 mld dol. Premier Hiszpanii gotów był puścić w niepamięć zatarg z Chavezem, zwłaszcza że po raz pierwszy od przekształcenia Hiszpanii w państwo demokratyczne po śmierci gen. Francisca Franco (1975 r.) temu dynamicznie rozwijającemu się krajowi zajrzał w oczy kryzys gospodarczy. Odkąd zatrzymał się motor rozwoju hiszpańskiej gospodarki, tj. załamało się całkowicie budownictwo mieszkaniowe, potrzebuje ona tlenu w postaci ekspansji jej zagranicznych inwestycji i zagwarantowanego dostępu do źródeł ropy naftowej. Wenezuela dyktuje warunki Od przeszło dwóch lat

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2008, 32/2008

Kategorie: Świat