Chopin wciąż mało znany

Chopin wciąż mało znany

Wątpliwe, by film spopularyzował twórczość wielkiego kompozytora
Premiera nowego filmu „Chopin – Pragnienie miłości” w reżyserii Jerzego Antczaka i Jadwigi Barańskiej nie wzbudza w naszym kraju entuzjazmu co najmniej z kilku powodów. Jednak najważniejszym jest fakt, iż sama postać głównego bohatera filmowego romansu wciąż pozostaje mało znana rodakom. Wiedza o Fryderyku Chopinie sprowadza się w zasadzie do stwierdzenia, iż… wielkim kompozytorem był. Kiedy przychodzi wymienić, co takiego stworzył, zaczynają się kłopoty. Z tego powodu wiele dialogów i argumentów padających w filmie jest niezrozumiałych dla przeciętnego widza i trafia w próżnię. „Pragnienie miłości” staje się więc jedynie opisem trudnego romansu bez happy endu młodego muzyka z dużo starszą kobietą, zaś nieśmiertelne utwory Chopina (w filmie wykorzystano aż 52 fragmenty jego dzieł) stanowią zaledwie niewiele znaczącą oprawę dźwiękową.

Muzyka – trudna zagadka
Kilka lat temu przeprowadzono wśród młodzieży szkolnej badania obejmujące wyłącznie uczniów klas, w których organizowane były zajęcia wychowania muzycznego, a więc wśród wyselekcjonowanej grupy „lepiej” przygotowanych. Prezentowano badanym nagrania muzyki Bacha, Monteverdiego, Chopina i Pendereckiego, czyli utwory stylistycznie i brzmieniowo bardzo się różniące. Okazało się jednak, że tylko 40% badanych potrafiło bezbłędnie wytypować muzykę Chopina spośród przedstawionych propozycji.
Nie trzeba specjalnej inteligencji, aby przewidzieć, jakie byłyby wyniki testu na znajomość muzyki Chopina wśród uczniów, których ominęły nieobowiązkowe zajęcia wychowania muzycznego, a takich jest większość.
Grzegorz Michalski, dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, uważa, iż polska szkoła w obecnym kształcie może, poczynając od podstawówki aż po uniwersytet, wyprodukować absolwentów, którzy nie zetkną się z muzyką Chopina w ogóle, bowiem wszystko, co wiąże się jakoś z tą sztuką, jest w programach nauczania nieobowiązkowe i rzeczywiście rzadko wybierane. -Niestety, brak nam wciąż popularnych opracowań odnoszących się do życia i muzyki Fryderyka Chopina, bo nie mamy zbyt wielu specjalistów w tym zakresie. Instytut ma za zadanie realizować odpowiedni program naukowy i pomnażać kadrę chopinologów, ale środki, jakie otrzymuje, wystarczają tylko na jałowy bieg tej instytucji. Gdyby naukowcy mogli rozwijać swoje prace, z czasem skutkowałoby to popularnymi opracowaniami, które mogłyby zainteresować młodzież i początkujących miłośników muzyki, a nie tylko znawców. Publikacje popularyzatorskie nie powstaną jednak, jeśli nie będzie za nimi stała solidna wiedza akademicka – podkreśla.
Prof. Kazimierz Gierżod, pianista, muzykolog, a zarazem prezes Towarzystwa im. Fryderyka Chopina, sądzi, iż przeciętny Polak słyszący muzykę fortepianową w radiu prędko ją rozpozna, gdy grane są utwory Chopina. Mowa tutaj jednak o słuchaczach, którzy świadomie włączają radiostacje nadające muzykę klasyczną. Pozostała większość nie ma z nią żadnego kontaktu i niewiele o niej wie.
– Na pewno znajomość muzyki Chopina jest mniejsza, niż by się chciało – dodaje. – Ale wszystko zaczyna się od domu rodzinnego i od szkoły, która uczy i wychowuje, tymczasem przedmiot o nazwie „wychowanie muzyczne” staje się coraz bardziej marginesem w naszym programie edukacji. I to bardzo źle.

Chopin dojrzewających dziewcząt
– A tak niewiele trzeba, by zainteresowanie pobudzić, bo prawdziwe piękno trafia do wszystkich – kontynuuje prof. Gierżod. – Po jednym z koncertów, które dałem w sali gimnastycznej szkoły w Nisku k. Sandomierza, dziewczyna 17-, 18-letnia wyznała, iż pierwszy raz w życiu słuchała Chopina i jest nim zafascynowana. „Otworzył się dla mnie świat. Od dziś będę tego słuchać” – takie były jej słowa. Taka postawa jest oczywiście zasługą wychowawców, którzy potrafią uwrażliwić młodzież i sprawić, by się poddała temu, co przedstawiałem. Z tą szkołą w Nisku nawiązały się kontakty. Byłem tam już trzy razy, bez honorariów i pieniędzy, bo szkoły na to nie stać, ale teraz młodzież pisze do mnie listy. A zaczęło się od Chopina granego w sali gimnastycznej ma zwykłym pianinie i od paru słów komentarza, które wygłosiłem.
Prof. Gierżod, któremu Japonia jest bardzo bliska i często w niej bywa, mówi, że tam ze znajomością Chopina jest dużo lepiej niż w Polsce, ludzie więcej wiedzą o jego muzyce.
– Zgadzam się z tą tezą – potwierdza dyr. Grzegorz Michalski. – Chopin w Japonii trafił do obiegu muzyki popularnej. Powstało tam też bardzo dużo opracowań popularnych.

Kochać się jak w filmie?
Ani Towarzystwo im. F. Chopina, ani Narodowy Instytut, niestety, niepałające do siebie miłością, ani inne fundacje i stowarzyszenia, które mają nazwisko kompozytora w nazwie, nie zastąpią szkoły, choć mogłyby uczynić wiele dobrego w dziedzinie popularyzacji i edukacji. Do tego grona dołączyli obecnie twórcy filmu „Chopin – Pragnienie miłości”, którzy na bazie obrazu kinowego stworzyli nawet popularyzatorski program zajęć lekcyjnych do przeprowadzenia w szkole po obejrzeniu dzieła Antczaka i Barańskiej.
Autorzy „Pragnienia miłości” z równym szacunkiem i przyjaźnią odnieśli się do skłóconych i zawistnych instytucji – TiFC i Instytutu Chopina. W siedzibie towarzystwa, Pałacyku Ostrogskich w Warszawie, nakręcono kilka scen filmu, zaś kostiumy i fotosy z „Pragnienia miłości” towarzyszyły specjalnemu koncertowi zorganizowanemu przez instytut.
Kontakty towarzystwa i instytutu przypominają zresztą nieco burzliwy romans George Sand i Fryderyka Chopina. Obie instytucje łączy uwielbienie dla muzyki, ale wiele też dzieli – ambicje, pieniądze i tradycje. Towarzystwo jest starsze, bardziej zamożne i obrosłe w koneksje, nie chce więc układać się ze skupiającym wielkie nazwiska i talenty samolubnym instytutem. Towarzystwo ma zresztą nadzieję, że instytut, podobnie, jak jego wielki patron, długo już nie pociągnie…
Pytanie, czy gdyby połączyć wszystkie siły i pieniądze, umiejętności i kontakty (film Antczaka i Barańskiej miał wielu możnych sponsorów, np. PKO BP, TVP, ITI itd.), polska szkoła dałaby się namówić choć na kilka obowiązkowych lekcji pt. „Po czym poznaje się Chopina”? Czy potężne media z telewizją publiczną na czele wsparłyby takie dzieło, którego efektem stałoby się upowszechnienie podstawowej wiedzy o jednym z filarów kultury narodowej? Czy takie pragnienie pozostanie tylko w sferze marzeń?

Wydanie: 11/2002

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy