Chrząszcze, Pinochet i literatura

Chrząszcze,  Pinochet i literatura

Overview

Wyrastałem w mieście o prawicowej tendencji, w czasach, gdy nie wolno było mówić o polityce

Diego Vargas Gaete – chilijski pisarz, stypendysta Ministerstwa Kultury swojego kraju oraz Fundacji Pabla Nerudy. Na naszym rynku niedawno ukazała się nakładem Czytelnika powieść „Chrząszcze na wyginięciu”. Stowarzyszenie Krytyków Sztuki w Chile uznało ją za najlepszą powieść 2016 r.

Chrząszcze pewnego gatunku (Ceroglossus magellanicus, znane jako peorro) w sytuacji zagrożenia wydzielają odór – tak pan pisze w swojej powieści. Powalania wroga smrodem nie uznamy za heroizm, a zatem jest to broń słabych lub odrażających?
– Istnieją sztuki walki, według których heroizm to niewinna bezmyślność, zawoalowana droga do samobójstwa, gdy istnieje nierówne rozłożenie sił między rywalami. Dlatego wspomniane sztuki uczą, jak oszacować swoje szanse, i dopuszczają możliwość wycofania się, by powrócić na pole walki w bardziej sprzyjających warunkach. Ceroglossus magellanicus nie przekracza 3 cm długości, a nieraz musi się bronić przed dużo większymi drapieżnikami. Tak przy okazji: dziś największym zagrożeniem dla niego jest ambicja człowieka, który wycina lasy i zmienia użycie gruntów według własnych zachcianek. Wydaje mi się, że biorąc pod uwagę rozmiar chrząszcza, jego mechanizm obronny jest doskonały.

Trudno we współczesnym świecie oddzielić dobro od zła? Pisze pan w wydanej właśnie w Polsce książce, że do wyginięcia chrząszczy przyczyniły się genetycznie modyfikowane nasiona, którymi obsiewano pola i dzięki którym osiągnięto wyższe plony co doprowadziło do zmniejszenia głodu w Etiopii.
– Jako pisarz lubię niedopowiedzenia i przemilczenia, przestrzenie ciszy, które ma wypełnić sam czytelnik. Dostarczam mu wskazówek, by niczym detektyw śledził każdy nowy trop, aż dotrze do własnych wniosków i ostatecznie będzie mógł spojrzeć na rzeczywistość z różnych perspektyw. Pisarz nie może się domagać dla siebie monopolu prawdy (po to mamy politykę i profetów), bo to, co dziś uważamy za absolutną prawdę, zwykle jest stworzone z nietrwałego materiału. W minionym stuleciu kobieta nie miała prawa głosu, co było zupełnie oczywiste. Przytaczano nawet serie argumentów usprawiedliwiających tę sytuację. Nie oznaczało to jednak, że wspomniana prawda była niepodważalna, i rzeczywiście nie była, jak się z czasem okazało.

Ważną rolę odgrywają w pana powieści Niemcy, którzy osiedlali się w Chile od początku XX w., a w dużej liczbie po II wojnie światowej (uciekający nazistowscy zbrodniarze). To metafora? Niemieccy faszyści jako symbol dyktatury, zbrodni, deprawacji w pana kraju?
– W powieści przedstawiam fikcyjny obraz Temuco, miasta na południu Chile, założonego w 1881 r. Temuco znajduje się w regionie zamieszkiwanym uprzednio przez rdzenną ludność Mapuczów, znaną do dziś jako naród wojowniczy. W końcu XIX w. w Temuco pojawili się Chilijczycy z innych części kraju oraz obcy osadnicy, w tym Niemcy, którzy chcieli rozpocząć nowe życie na terenach kojarzonych z bujną roślinnością, surowym klimatem i znaną przemocą. Wraz z rozwojem gospodarczym zaczęły napływać nowe fale imigrantów, również po II wojnie światowej. Miasto wiele im zawdzięcza, jeśli chodzi o rozwój architektury, edukacji i kultury. Ale nie można też zapomnieć, że do Chile przybył np. Walter Rauff, oficer SS, twórca mobilnych komór gazowych, jednego ze środków masowej zagłady. Później reżim gen. Augusta Pinocheta zatrudnił go jako doradcę tajnej policji politycznej DINA. Doradzał w kwestiach tortur i tworzenia więzień.

Trzeba również wspomnieć o Paulu Schäferze, członku Hitlerjugend, który w roku 1960 stworzył na południu Chile Colonia Dignidad – osadę o cechach sekty, w której dopuścił się molestowania ogromnej liczby chłopców. Colonia była wykorzystywana do przetrzymywania i torturowania więźniów politycznych za dyktatury Pinocheta. W ostatnich tygodniach w Niemczech został skazany na więzienie oskarżony o pedofilię Hartmut Hopp, zastępca Schäfera w przewodzeniu Colonią.

Czyli „Chrząszcze na wyginięciu” to powieść realistyczna?
– Nie, to metafora; chwilami flirtuję nawet z gatunkiem fantasy, stawiając w centrum wielką tajemnicę ukrywaną w piwnicy przez wiele pokoleń. W kraju, w którym wciąż się poszukuje detenidos desaparecidos

Czyli?
– To osoby zaginione, ofiary prześladowań politycznych w czasach dyktatur wojskowych w Chile i Argentynie, których los jest nieznany. W kraju, w którym w wielu kwestiach panuje bezkarność, pisarz musi się posłużyć fikcją, by móc opisać wszelkie przemilczenia i odpowiedzieć na wątpliwości, które wciąż unoszą się w powietrzu. A jeszcze co do Niemców w Chile – głęboko wierzę, że wspomniani zbrodniarze są wyjątkiem w grupie ludzi, którzy bezsprzecznie przyczynili się do rozwoju chilijskiego społeczeństwa.

Najbardziej znani chilijscy pisarze byli zaangażowani w politykę, opowiadali się po stronie prezydenta Allende – jego krewna Isabel Allende, Luis Sepulveda (współpracownik obalonego prezydenta), Roberto Bolaño, którego zatrzymano, gdy 11 września 1973 r. jechał z pomocą lewicowemu prezydentowi. A pan, rocznik 1975, też tkwi w polityce?
– Dyktatura była ścieżką dźwiękową mojego dzieciństwa. Ledwie słyszalna z oddali melodia, która czasem docierała do moich uszu. Niby bezgłośna, ale makabryczna. Była jak tchnienie smoka – żeby pozostać w konwencji baśni wpisanych w dziecięcy świat – nagle zionęła ogniem, który zniszczył całą wieś. Wyrastałem w czasach, w których nie wolno było mówić o polityce, w mieście o silnie prawicowej tendencji, gdzie wszystko odbywało się w złowieszczej ciszy. Moje pierwsze zetknięcie z tym, co się działo poza wygodnym kloszem nieświadomości, pod jakim żyłem, odbyło się poprzez lekturę zabronionych czasopism ukrywanych przez rodziców w szafie w łazience. Nagle zacząłem jako młody chłopak czytać o losach studentów palonych żywcem podczas manifestacji lub o na pozór zwyczajnych domach, gdzie w piwnicach torturowano i mordowano ludzi.

Moja babcia ze strony matki z powodu naruszenia zasad i przeciwstawienia się władzy została usunięta ze stanowiska sędziego i w ramach sankcji skazana na ponadroczne zamieszkanie na wsi. Wydarzyło się to, jeszcze zanim się urodziłem. Babcia czasami pojawiała się u nas w domu, by zburzyć nasz spokój. Swoim wyjątkowo imponującym i pozbawionym nutki strachu głosem snuła opowieści o przyjaciołach, którzy zostali aresztowani, po czym ślad po nich zaginął. Część mojej rodziny żyła na wygnaniu, od czasu do czasu docierały do nas pocztówki lub prezenty, przypominające mi o tym, że mam kuzynów i wujków mieszkających w innych częściach świata.

A panu jak się żyło?
– Byłem na swój sposób szczęśliwy. Miałem przyjaciół, kundla i kaczkę – maskotki. Na przerwach w szkole bawiliśmy się w ujmowanie terrorystów. Jako że byłem wysoki i silny, świetnie się nadawałem do roli policjanta chwytającego swoich kolegów. Nigdy nie chciałem być terrorystą, bo się bałem, że mogłoby to zdradzić poglądy polityczne moich rodziców. Mając takie doświadczenie, człowiek uczy się sztuki przemilczania, tak wartościowej w pisaniu. Dziś nie należę do żadnej partii politycznej, ale jestem przekonany, że pisarz, jako artysta, odgrywa ważną rolę w społeczeństwie, ponieważ zajmuje się przestrzeniami, na które nie ma miejsca w oficjalnej debacie. Jest odpowiedzialny za naświetlenie nieuwidocznionych obszarów, na co oczywiście rzutuje jego biografia, doświadczenia, sposób postrzegania świata. Jest to, moim zdaniem, bez wątpienia akt polityczny.

Czy społeczeństwo Chile jest dziś jeszcze podzielone w ocenie przeszłości? Czy wciąż budzi emocje konflikt Allende kontra Pinochet, wartości lewicowe kontra dyktatura i kapitalizm?
– Dyktatura wojskowa Pinocheta zaczęła się we wrześniu 1973 r., a skończyła w marcu 1990 r., gdy do władzy doszedł prezydent Aylwin, wybrany w demokratycznych wyborach. Jednak Pinochet wciąż był u władzy, jako że pozostał szefem sztabu armii Chile aż do 1998 r. Do dziś korzystamy ze spadku po nim, bo system gospodarczy i aktualna konstytucja zostały stworzone podczas dyktatury, a po niej jedynie trochę załatane. Radykalna zmiana wymagałaby znaczącej większości parlamentarnej. W takich warunkach nietrudno o to, by pewne sektory społeczne wciąż cierpiały na syndrom sztokholmski, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że środki masowego przekazu skłaniają się ku prawicy, a ta pochwala system gospodarczy stworzony przez Pinocheta i próbuje minimalizować wyrządzone narodowi zło, zachęca, by zapomnieć o łamaniu praw człowieka w czasach dyktatury i o grubych kontach dyktatora w rajach podatkowych.

Dziś w Chile żywe są światowe tendencje – tu również odżył klimat zimnej wojny i rodzi się poczucie zagrożenia światowym konfliktem zbrojnym, zderzenia ideologicznego, które po raz kolejny niesie groźbę użycia broni nuklearnej. W takich okolicznościach Allende jest jedynie dalekim wspomnieniem, przedstawicielem utopii, która trwała zaledwie trzy lata, po czym została wyrwana z korzeniami, twórcą epizodu w historii Chile zakończonego cierpieniem. Na całym pokoleniu pozostawiło to wrażenie przygnębiającej porażki.

Jaka jest ocena Augusta Pinocheta? Kilkanaście lat temu, gdy generał przebywał w Londynie, dwóch naszych polityków i dziennikarz (Michał Kamiński, Marek Jurek i Tomasz Wołek) udało się do niego z wyrazami poparcia i ryngrafem Matki Boskiej. Znaleźliby u większości Chilijczyków zrozumienie?
– Historia już rozliczyła się z Pinochetem, uznając go za dyktatora, który systematycznie łamał prawa człowieka, nielegalnie się wzbogacił i podstępem uchylił od wyroku sądowego, przedstawiając dokumenty lekarskie stwierdzające brak pełnej sprawności umysłowej. Był podręcznikowym przykładem dyktatora. W Chile nie ma wielu osób, które publicznie by go chwaliły. Ale jak wspomniałem, jego cień wciąż jest obecny w formie sieci instytucji rządzących, a pewien sektor społeczny wciąż go popiera. Co zaś do podarowania mu ryngrafu Matki Boskiej w Londynie… Widzę tę scenę. Wyobrażam sobie zmęczonego Pinocheta, rozumiejącego tyle co nic z tego, co mówią do niego ci trzej mężczyźni, trochę po polsku, trochę po angielsku. Przyjmuje ryngraf, usiłując przy tym od razu ustalić jego wartość, i myśli, że już jest stary, że byłoby dużo lepiej wyjechać na wakacje, na jakąś ciepłą plażę, zamiast przyjeżdżać do Europy, gdzie z winy światowego spisku przeciwko niemu – jak mniemał – skończył w areszcie domowym w takim zimnym, deszczowym mieście.

Podobno prowadzi pan warsztaty kreatywnego pisania dla młodzieży dotkniętej ubóstwem i zagrożonej wykluczeniem społecznym. Skąd taki pomysł? W jakim zakresie tym ludziom może pomóc literatura?
– Nie mam dobrego doświadczenia, jeśli chodzi o tradycyjny system edukacyjny, który nie ceni kreatywności, a raczej stawia na natychmiastowe wyniki. Literatura rozwija się w innej przestrzeni, pełni funkcję zapisu pamięci i zachęca do znalezienia rozwiązań, które być może nie istnieją. Dlatego kreatywne pisanie odgrywa ważną rolę w emocjonalnym kształtowaniu młodych ludzi, ucząc ich stawiania czoła obawom i wyrażania własnych frustracji. Literatura miesza w głowach (pozytywnie), bo dowodzi, że nie wszystko można jednoznacznie kategoryzować jako złe lub dobre. Zwykle na zakończenie warsztatów powstaje książka w oprawie z tektury, zbiór tekstów stworzonych w ciągu całego roku w sali lekcyjnej. To wspaniałe uczucie widzieć tych młodych ludzi, do których nagle dociera, że napisali książkę i stali się pisarzami.

Jaką rolę widzi pan dla swojej literatury?
– Literatura zajmuje się tym, co własne, codzienne, tajemnicze i zapomniane. Traktując to jako punkt wyjścia, z pomocą fikcji tworzy historie uniwersalne, mające na celu poruszyć czytelnika, zasiewając w jego sercu pytania, które wcześniej nie istniały.

A jakie książki i którzy pisarze są dla pana najważniejsi?
– To oczywiście się zmieniało w zależności od wieku. W dzieciństwie: „Papelucho” Marceli Paz, „Serce” Amicisa. W młodości „Mgła” Kinga, „Buszujący w zbożu” Salingera. Dorosłość przyniosła mi nowe fascynacje: „Wszystko za życie“ Jona Krakauera, „Bractwo winnego grona“ Johna Fante’a. To tytuły, które od razu przyszły mi na myśl.

Wydanie: 37/2017

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy