Chrześcijański terroryzm na arabskiej ziemi

Chrześcijański terroryzm na arabskiej ziemi

Jeszcze niedawno muzułmanie ginęli w zamachach przeprowadzanych przez „ludzi Zachodu”

W ostatnich latach świat szokują zdjęcia i nagrania ukazujące ataki fundamentalistów islamskich dokonane w europejskich miastach: Nicei, Berlinie, Manchesterze czy Londynie. Ofiary śmiertelne, ciężko ranni, ślady krwi na chodnikach, poczucie zagrożenia. Samozwańcze Państwo Islamskie (IS) rozpoczęło kolejny etap wojny przeciwko cywilizacji Zachodu. Nic nie stanowi usprawiedliwienia dla ataków na bezbronnych cywilów podczas urlopu albo przedświątecznych zakupów. Jest to haniebny akt, którego nie tłumaczy żadna religia, system filozoficzny ani cel polityczny.

Historia jednak bywa przewrotna, czego przykładem są właśnie ataki terrorystyczne. Czy podobne barbarzyństwo jak to będące dziełem islamskich fundamentalistów mogli zgotować ludności arabskiej Europejczycy? Osoby identyfikujące się z wartościami chrześcijańskimi stanowczo zaprzeczą. Miłość i poszanowanie bliźniego jest przecież najważniejszym przykazaniem. Metody charakterystyczne dla islamskich ekstremistów nie mogły być wykorzystywane przez cywilizowanych ludzi Zachodu. Tymczasem niedaleka przeszłość zna przypadki, kiedy to Francuzi i Amerykanie sięgali po metody kojarzone z islamskim terroryzmem i uderzali w arabskich cywilów.

Francuska Algieria i OAS

Zmierzch epoki kolonialnej, czyli przełom lat 50. i 60. XX w., był ciężkim okresem dla francuskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Lata zwierzchnictwa nad koloniami w Afryce i Azji wytworzyły specyficzną więź pomiędzy europejskim centrum a podległymi mu terytoriami zamorskimi. Największy problem stanowiła Algieria, kulturowo i gospodarczo najmocniej powiązana z kontynentalną Francją. Zwolennicy istnienia francuskiej Algierii nie wyobrażali sobie utraty najważniejszej kolonii, ale ludność muzułmańska wierzyła, że Algieria stanie się suwerennym państwem arabskim. Północnoafrykański kraj coraz bardziej pogrążał się w wojennym chaosie, przeciwko sobie stanęli FLN (Front Wyzwolenia Narodowego) i zwolennicy francuskiej Algierii. Początkowe zapowiedzi nowo wybranego prezydenta Charles’a de Gaulle’a dawały nadzieję na kontynuację okupacji algierskiego terytorium. De Gaulle zrozumiał jednak, że kolonializm chyli się ku upadkowi i Algieria prędzej czy później stanie się wolnym krajem. Zwrot polityczny w kierunku przyznania jej niepodległości był dla wojskowych dramatem. Grupa generałów pod dowództwem Raoula Salana zdecydowała się na zorganizowanie rewolty, która miała doprowadzić do zdobycia Algieru, a następnie rozprzestrzenić się na terytorium Francji i odsunąć od władzy de Gaulle’a. Pucz okazał się spektakularną klęską. Duża grupa buntowników wróciła do Francji i trafiła na ławę oskarżonych. Inni, m.in. Salan, nie pogodzili się z porażką i w kwietniu 1961 r. utworzyli podziemną Organizację Tajnej Armii (OAS), która miała zapobiec oddaniu Algierii w arabskie ręce.

Grupa, na której czele stanął Salan, przeprowadziła kilkadziesiąt prób zabójstwa gen. de Gaulle’a. W Algierii dokonywała ataków na arabską ludność cywilną, brutalnie tłumiła manifestacje, nie cofała się przed morderstwami. Arabów miało zastraszyć hasło: „Uderzamy, gdzie chcemy i kiedy chcemy”. 19 maja 1961 r. podczas demonstracji w Algierze bojownicy OAS zamordowali ponad 100 muzułmanów. Strzały i wybuchy na ulicach Algieru były w tamtym czasie codziennością. Terror w wykonaniu OAS paraliżował życie zwykłych ludzi, którzy bali się wychodzić z domu.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 27/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 27/2017

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. majki
    majki 22 lipca, 2017, 02:15

    Gdzie tu terroryzm chrześcijański..?
    Wygląda trochę na manipulację informacją lub najłagodniej ujmując gigantyczną nieścisłość. Zdesperowani generałowie nie chcą dopuścić do zmian politycznych..
    Ludzie zachodu mają różne motywacje robienia złych rzeczy, zazwyczaj nie religijne. Najczęściej ekonomiczne lub ideologiczne.
    Obama nie angażował wojsk amerykańskich ze względu na swoje chrześcijańskie poglądy… Francja nie kolonizowała ze względu na chrześcijańskie poglądy… To względy ekonomiczne. Nie dlatego, że szukali sposobu na przybliżenie im Pana Jezusa, albo z chęci zewangelizowania, wtłoczenia rdzennym mieszkańcom jedynego prawdziwego światopoglądu. Nie chodziło im o styl życia, godny i pobożny, szanujące zwyczaje, tradycje i autorytety duchowe.
    Organizacja Tajnej Armii byłą głównie grupą prawicowych wojskowych, osadników, ale też muzułmańskich tubylców. Ci ludzie mieli różne motywacje: zatrzymanie dekolonizacji, niedopuszczenie do rozpadu francuskiego imperium, antysocjalistyczne poglądy, zmęczenie atakami miejscowych rebeliantów… Nie toczyli wojny religijnej.
    Natomiast są ludzie i grupy, które dokonują zbrodni powołując się na religię i uznanie swojego stylu życia jako jedynego dobrego dla wszystkich. Dobrego do tego stopnia, że uważają iż jeśli ktoś do tego się nie dostosuje, to lepiej żeby umarł… Przypadek podany w artykule nie jest terroryzmem religijnym.
    Wyprawy krzyżowe były formą wojny religijnej, tak jak i wiele z ataków radykalnych muzułmanów. Natomiast pod powłoką terroryzmu religijnego często siedzi chciwość lub jakieś względy własne, bronienie pewnego ładu, swoich interesów… Chciwość tych co są na górze i chcą rozszerzać swoje wpływy i realizować interesy, oraz zradykalizowanie i zmanipulowanie ideologiczne szeregowców. Łączy się to często z ich biedą, z doświadczeniem jakiejś porażki w życiu, brakiem perspektyw, doświadczeniem czy byciem świadkiem przemocy… Tak jak do wypraw krzyżowych dołączali się ludzie zdesperowani, którzy nie widzieli dla siebie żadnych lepszych perspektyw. Ale czasem są to po prostu poglądy religijne…
    „Chrześcijanie” (w cudzysłowie, bo jednak nie ma to NIC KOMPLETNIE wspólnego z Jezusem z Nazaretu i Jego nauczaniem) mają na sumieniu niestety sporo strasznych czynów. Algierski konflikt do tej kategorii nie należy.
    Nawołuję do precyzji i rzetelności co do sposobu podawania informacji!!!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy