Co znaczy: PiSać historię samemu?

Co znaczy: PiSać historię samemu?

Prof. Andrzej Garlicki, historia najnowsza, UW
Słowa Jarosława Kaczyńskiego zostały zaczerpnięte z przemówienia Piłsudskiego, który tak zwracał się do byłych legionistów i zachęcał ich, by pisali własną historię Legionów, bo inni, głównie endecy, ją fałszują. To tyle. Powiedzenie to nie ma żadnej dodatkowej wartości poza nawiązaniem do przeszłości. Oczywiście Jarosław Kaczyński wypowiedział te słowa w konkretnej sytuacji obchodów rocznicy powstania Wolnych Związków Zawodowych, dając do zrozumienia, że PiS chce stworzyć własną wizję ich powstania, a inni się z tym nie zgadzają. Wracając do Piłsudskiego – jego apel o pisanie własnej historii nie przyniósł żadnego efektu, bo niebawem był przewrót majowy i nie było już takiej potrzeby, mieli całą władzę w ręku. Piłsudski był w ostrym konflikcie z częścią historyków i wyższych oficerów, m.in. z Sikorskim, o ocenę przeszłości. Chodziło m.in. o wojnę roku 1920, zarzucał zresztą historykom, że część archiwów została zniszczona, co okazało się nieprawdą. Toczyła się walka o prawdę, a ta prawda jakoś uciekała.

Prof. Andrzej Chwalba, historia Polski, UJ
Pisanie historii na nowo to stałe zajęcie historyków. Właściwie historię pisze się na nowo każdego dnia, o każdej godzinie i nie wynika to z jakichś ukrytych zamiarów. Po prostu wciąż pojawiają się nowe źródła, dowody, coś się ujawnia, dokumenty, fotografie, filmy itp. Ktoś, kto to bierze do ręki, pisze na nowo o tym, co dotąd było nieznane, dokonuje jakichś odkryć. Na tym polega uroda historii jako nauki. Trzeba jednak przyznać, że historię pisze się w odniesieniu do świata własnych wartości i jest ona zawsze subiektywna. Z jednej strony więc chcemy poznać prawdę, z drugiej ona wciąż ucieka, i to szybciej, niż nam się wydaje.

Prof. Mieczysław Gogacz, historyk filozofii
Historyk potrzebuje wykształcenia i wiedzy. Bez tego są to wypowiedzi prywatne i nawet jeśli są akceptowane, to nie znaczy, że mają jakąkolwiek wagę i znaczenie dla naszej historii i kultury. Niepokoi mnie łatwość i dowolność wypowiadanych słów, nie zawsze miarodajnych. Historyk musi się obracać w świecie ludzi rozumnych i wykształconych, bo inaczej zamyka się w bardzo wąskich perspektywach, nie wspina się na wyżyny służby społecznej, nie pracuje dla ludzi i przez ludzi.

Prof. Andrzej Piasecki, historia, marketing polityczny, Akademia Pedagogiczna w Krakowie
Choć historia się nie zmienia, to każde pokolenie pisze historię we własnym ujęciu. Tak było przed tysiącem lat, tak jest w czasach najnowszych. Weźmy spór, kto bardziej się zasłużył dla niepodległości, Piłsudski czy Dmowski. Podobnie jest w sporze o przemiany w ostatnim ćwierćwieczu. Póki nie wymrze pokolenie, które było uczestnikiem tamtych wydarzeń, to spory będziemy mieli. Jednak organizowanie imprez, które są w istocie „historyczną wycinanką”, odmawianie głosu konkurentowi, robienie obchodów bez niego – to już są metody czysto stalinowskie, a nie dochodzenie do prawdy. Historycy nie będą się przejmowali „wycinankami”, ale dokonywali ocen według zasług, a nie bieżących potrzeb. Sądzę, że za 500 lat w historii Polski znajdzie się linijka o Wałęsie, a o Kwaśniewskim i Kaczyńskim nie będzie nawet wzmianki.

Prof. Maria Szpakowska, antropolog, historyk idei
Wszystko na ten temat napisał już George Orwell, i nie ma nic do dodania.

Dr Teresa Maresz, Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz
Kto powinien pisać historię? Dla kogo chcemy pisać historię? Czy autorom książek i podręczników szkolnych do historii chodzi o przedstawienie „obiektywnej historii”, czy też „historii pisanej na zamówienie lub na własne potrzeby”? Należy sięgać do wszystkich źródeł historycznych, a jeżeli bohaterowie opisywanych wydarzeń jeszcze żyją, to należy dotrzeć do wszystkich uczestników. Nie ma faktów i wydarzeń jednoznacznie brzmiących. Ilu uczestników, tyle jest ich interpretacji. Czy „pisać historię samemu”, według własnego subiektywnego podejścia do faktów, czy też „pisać historię będącą prawdą historyczną”? Należy przedstawiać różne oceny wydarzeń, ale nie można jednej z tych interpretacji narzucać odbiorcy. Możemy mieć inne zdanie o przeszłości, możemy inaczej oceniać, inaczej interpretować, ale nie możemy zmieniać faktów. Pamiętajmy, że to, co już się wydarzyło, czyli „historia”, nie jest niczyją własnością.

Prof. Wiesław Władyka, historia najnowsza, dziennikarstwo
W demokracji polityk mówi: wybierzcie mnie, bo gwarantuję lepsze życie. W PiS mówi się często: wybierzcie mnie, bo szedłem do was przez całe dzieje, by dać wam wolność. Dlatego próba zawłaszczania historii jest tu najsilniejszym argumentem obok walki z korupcją. Wmawia się nam, że tylko PiS szło właściwą drogą. Nawet ten, kto był na tej drodze, ale odszedł, dziś przeszkadza. Gdyby Bogdan Borusewicz był w PiS, nazywano by go bohaterem. Taki mechanizm prostytuowania historii, chamskiego wysługiwania się nią, ma jednak nikłą siłę perswazyjną i nie jest polityką trafioną. Wyposaża jedynie zwolenników buczenia i gwizdania na prawdziwych bohaterów.

Notował Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 38/2008

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy