Czas zaprzestać paktowania z PiS

Czas zaprzestać paktowania z PiS

Dziś nie ma żadnych racjonalnych argumentów na rzecz ograniczenia stosowania Karty praw podstawowych w polskim porządku prawnym Kilka miesięcy temu, gdy podpisywany był traktat lizboński, nie sposób było nie odebrać negatywnie decyzji rządu polskiego ograniczającej – poprzez przystąpienie do tzw. protokołu brytyjskiego – zastosowanie Karty praw podstawowych w naszym porządku prawnym. O ile jednak decyzje podjęte w tym względzie przez rząd Jarosława Kaczyńskiego stanowiły naturalny element jego eurosceptycznej narodowo-populistycznej polityki, o tyle postawa rządu Tuska, który podtrzymał ograniczenie w Polsce pełnego wdrożenia karty, była co najmniej zastanawiająca. Premier podniósł wówczas argument, iż obawia się politycznych trudności, które mogłyby się pojawić w naszym kraju na drodze ratyfikacji traktatu reformującego przez polski parlament. Trudno było już wówczas przyjąć ową argumentację, albowiem tam, gdzie chodzi o prawa jednostki, nie wolno wprowadzać ograniczeń wynikających z sejmowej arytmetyki, warto natomiast odwołać się do samych zainteresowanych. Ratyfikacja traktatu lizbońskiego wraz z całą Kartą praw podstawowych, choćby w drodze ogólnonarodowego referendum, już wtedy wydawała się pożądana zarówno z punktu widzenia wartościowego wzmocnienia ochrony praw jednostki, jak i ze względu na losy samego traktatu. Jak widać, owo mające miejsce trzy miesiące temu kupczenie przez rząd Donalda Tuska prawami człowieka nie okazało się skuteczne. Wydaje się, że PiS to partia, która jeśli tylko podać jej palec, pożre całą rękę. Nie warto było decydować się na kosztowne i niestosowne ustępstwa w grudniu, nie warto i dziś. Czas zaprzestać paktowania z Prawem i Sprawiedliwością. W razie niezebrania potrzebnej większości ratyfikacyjnej w Sejmie, można przecież odwołać się wprost do decyzji narodu, ogłaszając w tej sprawie referendum. Trudno wyobrazić sobie, by Polacy, naród euroentuzjastów, mieli w imię interesów wewnętrznych jednej z partii politycznych zablokować tak poważną sprawę. Niezależnie zaś od tego, kto ostatecznie wyrazi zgodę na ratyfikowanie traktatu lizbońskiego: Sejm czy naród, rząd Donalda Tuska powinien podjąć decyzje oraz starania o wycofanie Polski z protokołu brytyjskiego. Dziś nie ma żadnych racjonalnych argumentów na rzecz ograniczenia stosowania Karty praw podstawowych w polskim porządku prawnym. Wydaje się, że przejściowe polskie kłopoty z ratyfikacją traktatu lizbońskiego zaskakująco przynoszą ten plus, że poniekąd niechcący mogą jeszcze zaowocować wzmocnieniem ochrony praw jednostki. Karta praw podstawowych, podniesiona przez traktat reformujący do statusu europejskiego prawa pierwotnego, czyli prawa obowiązującego bezpośrednio i stosowanego w państwach członkowskich w pierwszeństwie przed prawem krajowym, jest nowoczesnym katalogiem praw człowieka umacniającym unijną ochronę praw jednostki. Protokół do traktatu reformującego wynegocjowany przez Brytyjczyków, do którego dołączył się nasz kraj, ogranicza stosowanie karty w odniesieniu do Zjednoczonego Królestwa oraz do Polski w ten sposób, że prawa jednostki i ich gwarancje wynikające z karty nie mogą wykraczać poza te, które można wywieść z prawa i praktyki wspomnianych państw. Brytyjczycy i Polacy z powodu protokołu nie otrzymają więc w zakresie praw podstawowych niczego ponad to, co im się dziś odpowiednio na podstawie prawa brytyjskiego czy polskiego należy. Gdy prześledzimy negocjacje oraz finalny stan prawny, zastanawiając się nad motywacją rządów prowadzącą do wskazanego wyżej ograniczenia, przedstawia się ona inaczej w przypadku Wielkiej Brytanii i Polski. Brytyjczycy obawiali się w szczególności działania praw pracowniczych i osłony socjalnej wynikających z rozdziału IV karty zatytułowanego „Solidarność”, czemu dali wyraz w art. 1. ust. 2 protokołu: „(…) W celu uniknięcia wszelkich wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV karty, nie tworzy praw, które mogą być dochodzone na drodze sądowej (…) [z wyjątkiem przypadków, gdy Zjednoczone Królestwo przewidziało takie prawa w swoim prawie krajowym]”. Teza, że wyłączenie rozdziału „Solidarność” było motywacją również państwa polskiego, wydaje się jednak chybiona. Polska – kolebka „Solidarności”, gdzie nie tak dawno wszczęto walkę związkową, która w efekcie stała się walką o wiele więcej, o wolność, o demokrację, nie może podchodzić selektywnie do praw podstawowych jednostki, zwłaszcza przez ograniczenie praw pracowniczych. Przedstawiciele rządu Jarosława Kaczyńskiego wyjaśniali zresztą, iż przyłączenie się naszego kraju do protokołu brytyjskiego było podyktowane czym innym, mianowicie dążeniem, by dla Polski nie były

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 13/2008, 2008

Kategorie: Opinie