Czeski film na granicy

Czeski film na granicy

Decyzje podejmowane przez polski i czeski rząd podczas walki z epidemią pokazały, że oba kraje nie są zbyt chętne do współpracy

Na polsko-czeskiej granicy znowu wrze. Trudno już zliczyć, ile razy w ostatnich tygodniach mieszkańcy Cieszyna i Czeskiego Cieszyna protestowali. Najpierw podczas kilku demonstracji, oficjalnie nazywanych spacerami, domagano się otwarcia polsko-czeskiej granicy dla pracowników transgranicznych, którzy w wielu przypadkach przez decyzje Warszawy i Pragi o całkowitym zamknięciu państw stracili pracę i jedyne źródło dochodu. W najliczniejszym proteście na granicy „spacerowało” nawet tysiąc osób. Kiedy rząd Mateusza Morawieckiego pozwolił wreszcie części polskich pracowników transgranicznych wrócić do swoich zajęć w Czechach, tłum żądał tego samego prawa dla lekarzy i pielęgniarek, którzy pracują w kraju sąsiada.

Kiedy to wywalczono, wydawało się, że to koniec protestów. W miniony poniedziałek jednak znów kilkaset osób demonstrowało w Cieszynie, tym razem przeciwko decyzji czeskiego rządu, który zamknął granicę dla mieszkańców województwa śląskiego. W manifestacji wzięli też udział samorządowcy, m.in. burmistrz Cieszyna Gabriela Staszkiewicz i starosta cieszyński Mieczysław Szczurek.

Nikt nic nie wie

Wszystko zaczęło się optymistycznymi zapowiedziami o otwarciu granicy, a skończyło się w stylu czeskiego filmu, czyli nikt nic nie wie. Polskie władze podjęły decyzję o otwarciu polsko-czeskiej granicy od 13 czerwca (sobota). Dlaczego nie uzgodniły tego z Czechami, którzy zapowiedzieli otwarcie granicy z Polską dopiero dwa dni później, od 15 czerwca (poniedziałek)? Na to, jak i na inne pytania dotyczące tej sprawy polskie MSZ nie zdążyło odpowiedzieć przed oddaniem tekstu do druku.

Zatem od minionego poniedziałku po wielu tygodniach sytuacja na granicy miała wrócić do normalności, a turyści i zwykli mieszkańcy – bez żadnych przeszkód podróżować do kraju sąsiada. Wcześniej możliwe było jedynie przekroczenie granicy przez pracowników transgranicznych czy w celach służbowych. Kiedy rzesza polskich fanów czeskiego piwa szykowała się do odwiedzenia Czech, a rodziny żyjące – zwłaszcza na Śląsku Cieszyńskim – po obu stronach granicy planowały pierwsze od połowy marca spotkania, w piątek niespodziewanie rząd w Pradze poinformował, że granica polsko-czeska zostanie otwarta, ale nie dla osób mieszkających w województwie śląskim. Powód? Czesi uważają, że Polacy nie radzą sobie z epidemią koronawirusa na Śląsku. Czeski minister zdrowia Adam Vojtěch ogłosił, że wysokie ryzyko zarażenia koronawirusem jest w Portugalii, Szwecji i w polskim województwie śląskim. Dodał też, że także Czesi wracający z tych miejsc do swojego kraju muszą przy przekroczeniu granicy okazać aktualny negatywny test na COVID-19 albo czeka ich dwutygodniowa kwarantanna.

– Polski i czeski rząd podjęły nieszczęśliwe decyzje. Najpierw nie potrafiono ustalić jednej daty otwarcia granicy. Potem rząd czeski zaskoczył nas decyzją w sprawie zamkniętej granicy dla mieszkańców województwa śląskiego i Czechów, którzy chcieliby odwiedzić to województwo – mówi Gabriela Hřebačková, burmistrzyni Czeskiego Cieszyna. – Przecież o koronawirusie wśród pracowników polskich kopalń wiemy od dawna. Dlaczego takie decyzje podejmuje się w ostatniej chwili? – zastanawia się Hřebačková. Jej zdaniem decyzja czeskiego rządu jest przesadzona. – Chorzy w Polsce są leczeni, osoby z podejrzeniem COVID-19 są na kwarantannie. Granica powinna zostać otwarta, a władze powinny apelować o rozsądek i zachowanie zasad higieny – uważa.

Decyzję rządu w Pradze krytykują też polscy samorządowcy. – Jesteśmy zdumieni i wstrząśnięci. Wypatrywaliśmy otwarcia granicy, powrotu do funkcjonowania w sposób naturalny po obu stronach Olzy. Nie ma w nas zgody na dzielenie Polaków na mieszkańców Śląska i resztę kraju – mówi Gabriela Staszkiewicz, burmistrzyni Cieszyna. Władze Cieszyna mają także zastrzeżenia do działań polskiej dyplomacji. Prawdopodobnie naszym interesom nie pomaga fakt, że polska ambasador w Pradze Barbara Ćwioro została odwoła po zarzutach o mobbing. – Mamy dużo żalu, że nasza dyplomacja nie zareagowała natychmiast. Negatywnie oceniam działanie osób odpowiedzialnych za politykę międzynarodową. Niestety, kolejny raz sprawy bezpośrednio nas dotykające rozwiązywane są bez naszego udziału. Ewentualne rozmowy od początku ogłoszenia epidemii odbywają post factum, ma to znamiona gaszenia pożaru, a nie reagowania i rozwiązywania problemów. Nikt nie mówi o tym, że aktualnie Śląsk jest najlepiej przebadanym regionem, ogniska zakażeń są zdiagnozowane, a osoby chore i potencjalnie narażone na zakażenie są odizolowane bądź w kwarantannie – dodaje Gabriela Staszkiewicz.

Protestuje też starosta cieszyński Mieczysław Szczurek. – Starosta jest zszokowany tym, że po drugiej stronie Olzy obowiązuje prawo, które dyskryminuje osoby zamieszkujące terytorium Śląska w porównaniu z resztą województw. W jego odczuciu mieszkańcy województwa śląskiego zostali głęboko skrzywdzeni przez praskie władze wyłącznie za to, gdzie mieszkają – informuje Sylwia Pieczonka, rzeczniczka cieszyńskiego starosty.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 26/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Marek M. Berezowski/REPORTER

Wydanie: 26/2020

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Szymek
    Szymek 25 czerwca, 2020, 12:32

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy