Bo w Stuposianach się chce

Bo w Stuposianach się chce

Dzieci z maleńkiej bieszczadzkiej szkoły uzbierały najwięcej pieniędzy w akcji Góra Grosza. W przeliczeniu na jednego ucznia – 113,15 zł Dwadzieścioro uczniów. Tyle w zeszłym roku liczyła trzyklasowa szkoła podstawowa w bieszczadzkich Stuposianach. Uczniowie wzięli udział w ogólnokrajowej akcji Góra Grosza, z której dochód przeznaczany jest corocznie m.in. na dzieci z domów dziecka. I zebrali najwięcej w całej Polsce. Zostawili w tyle ponad 10 tys. szkół! Dziewięcioletnie bliźniaczki Gabrysia i Kamila Banach ze Stuposian zbierały groszówki drugi rok z rzędu. W przyszłym roku szkolnym może też będą zbierać – pod warunkiem że szkoła, w której rozpoczną kolejny etap nauki, przystąpi do konkursu. Ten od dziesięciu lat organizowany jest przez warszawskie Towarzystwo „Nasz Dom”. Usypywana każdego roku przez uczniów z tysięcy polskich szkół Góra Grosza jest tak ogromna, że pozwala albo na budowę, albo na kupno, albo na doposażenie domów, w których skrzywdzone przez los lub swoich rodziców dzieci mogą dorastać w poczuciu bezpieczeństwa. Właśnie dlatego Gabrysia i Kamila tak chętnie ciułały grosz do grosza, wspomagane przez rodziców, sąsiadów, krewnych i nauczycieli. – Bierzemy udział w tej akcji od początku, starsze dzieci przekazują zapał młodszym i tak to się toczy – mówi Elżbieta Bąk, kierowniczka szkoły w Stuposianach. Elżbieta Prządka z Towarzystwa „Nasz Dom”: – Z zeszłorocznej akcji Góra Grosza udało nam się otworzyć m.in. dwa domy w Przemyślu. Walnie przyczynili się do tego uczniowie ze Stuposian. W domach tych mieszka do 14 wychowanków, to taka namiastka domu rodzinnego. Dla dzieci jest to miejsce na odbudowanie własnej wartości, na rozwijanie pasji i zainteresowań. 15 kilometrów do szkoły Szkoła jest parterowa, ma dwie sale lekcyjne i pokoik dla pedagogów, który często przeradza się w pokoik zwierzeń małych uczniów. Zwłaszcza tych z zerówki i pierwszaków. Idą do nauczycielek jak do mamy, ufni, że zostaną wysłuchani i zrozumiani. – Mamy tych dzieciaków tak niewiele, że grzechem byłoby nie poświęcić im uwagi – podkreśla Elżbieta Bąk. – To wielka zaleta małej szkoły, bo jest więcej czasu na to, żeby popracować z uczniami indywidualnie. W Stuposianach na etatach uczą dwie nauczycielki. Więcej nie potrzeba – klasy są łączone. Zerówka z klasą pierwszą, druga z trzecią. Zajęcia dodatkowe, wynikające z programu nauczania, prowadzą też anglista i fachowiec od rytmiki, a religii uczy dojeżdżający 14 km ksiądz. Ale co tam ksiądz, on jest dorosły. Do Stuposian dojeżdżają przede wszystkim dzieci – z Ustrzyk Górnych (14 km), z Bereżek (12 km), z Tarnawy Niżnej (15 km), z Mucznego (10 km). Bliżej mają te z Pszczelin i Procisnego (3 km). – Kiedyś musieli je dowozić własnym transportem rodzice, ale później wójt gminy Lutowiska zorganizował dowóz busem – tłumaczą nauczycielki. – Minęły już na szczęście czasy, kiedy zimą drogi były często nieprzejezdne. Teraz można dojechać wszędzie, jezdnie są regularnie odśnieżane, nawet w największe zawieje. Bieszczadzkie dzieci są zahartowane. Dziwią się, kiedy dziennikarze zadają im pytania o trudności w dotarciu do szkoły, wczesne wstawanie, znoszenie siarczystych mrozów. Stuposiany często nazywane są biegunem zimna albo małą Syberią. To tu w ostatnich latach notowano temperatury sięgające -37 stopni Celsjusza. Słupek rtęci często spada poniżej 30 kresek. A już w sąsiednich Pszczelinach, położonych zaledwie 3 km dalej, było zawsze o kilka stopni cieplej. – Mamy tu chyba jakiś szczególny mikroklimat – twierdzi sołtys Janina Świergocka, która codziennie wczesnym rankiem odczytuje temperaturę na termometrze Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, umieszczonym w budce naprzeciwko jej domu. – Zobaczymy, jak będzie tej zimy. Padnie nowy rekord czy nie? Szkoła mała, ale potrzebna Stacja pomiarowa istnieje od kilkudziesięciu lat i jakoś wyróżnia Stuposiany. Przed wojną była to jedna z największych i najludniejszych bieszczadzkich wsi. Teraz – odwrotnie. Ale może jeszcze się odrodzi. Od kilku lat funkcjonuje tu placówka straży granicznej. W przylegającym do niej budynku mieszkają rokujące na przyszłość i przyrost naturalny młode rodziny. Gorzej, że reszta mieszkańców żyje głównie z pracy sezonowej w lesie. A tej jest już nie za wiele. Szkoła w Stuposianach jest drugą w gminie Lutowiska, w której prowadzi się naukę w klasach I-III. Podobnie jest w Zatwarnicy. Jeśli idzie o Bieszczady, to ewenement.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2010, 49/2010

Kategorie: Kraj