Czeski film?

Czeski film?

Zanosi się, że październikowe wybory wygra partia ANO premiera Babiša

Czeski film – to określenie, bardzo krzywdzące dla kinematografii naszych południowych sąsiadów, usłyszałem pierwszy raz w latach 60. od starszego kolegi, po obejrzeniu przez niego „Miłości blondynki”. Momenty były, zachwycał się, ale filmu nie zrozumiał. Podobnie jak większość krytyków i widzów w Polsce. Tym werdyktem nie przejęli się jurorzy festiwali w Wenecji i Locarno. A reżyser Miloš Forman później, już po emigracji do USA, zdobył dwa Oscary, za „Lot nad kukułczym gniazdem” i „Amadeusza”. Zekranizował także musical „Hair”. „Skandalista Larry Flint” zdobył berlińskiego Złotego Niedźwiedzia i kolejną nominację do Oscara. Innym czeskim laureatem Oscara za reżyserię jest Jan Svěrák. Nominacji i zdobywców Oscarów w pomniejszych kategoriach liczą Czesi w tuzinach. Tyle na temat przewag filmu czeskiego nad polskim.

Ostatnie 30 lat w realu

O ile łatwo porównać liczbę nagród, o tyle w przypadku porównywania sytuacji politycznej naszych krajów w ostatnich 30 latach robi się trudniej. W tym czasie czeską scenę polityczną zdominowały trzy osobistości: Václav Havel – prezydent Czechosłowacji/Czech w latach 1989–2003, jego następca Václav Klaus – prezydent w latach 2003-2013, i wreszcie Miloš Zeman – stojący na czele państwa od 2013 r. Dwaj ostatni to również wieloletni premierzy z ramienia swoich partii, ODS (centroprawica) i CSSD (socjaldemokracja). Miloš Zeman, w przeciwieństwie do poprzedników wybieranych przez parlament, został prezydentem w wyborach bezpośrednich, ma zatem znacznie większe uprawnienia niż Havel czy Klaus. Jego siła polityczna odpowiada mniej więcej sile prezydenta RP. Kadencja też trwa pięć lat, obecna upływa 8 marca 2023 r.

Najbliższe wybory do Izby Poselskiej odbędą się 8 i 9 października br. Jak zwykle głosowanie będzie trwało cały piątek i w sobotę do godz. 14. Izba Poselska to 200 posłów. Izbę wyższą stanowi 81 senatorów. Jej skład jest odnawiany w jednej trzeciej co dwa lata. Obecnie rząd tworzy partia ANO (Akce nespokojených občanů – Akcja niezadowolonych obywateli) premiera Andreja Babiša w koalicji z czeską partią socjaldemokratyczną. Babiš urodził się jako Słowak, po rozpadzie Czechosłowacji wybrał jednak obywatelstwo czeskie i tu dorobił się majątku, którego wartość określana jest dziś na 4 mld dol., co stawia go na pozycji najbogatszego Czecha. Przed zmianami należał do KPCz, pracował w handlu zagranicznym, jest obwiniany o współpracę ze służbami Czechosłowacji. Jego wielka firma Agrofert (głównie rolnictwo i przemysł spożywczy) znajduje się obecnie w zarządzie powierniczym. Czeski premier jest wrogiem eksportu polskiej żywności do Czech. O jakości naszych wyrobów wypowiada się – bardzo delikatnie mówiąc – niepochlebnie. Instytucje europejskie oskarżają go o sprzeniewierzenie funduszy na inwestycje.

Jeszcze wiosną tego roku jego założona w 2011 r. partia szła łeb w łeb z Piratami i koalicją partii liberalno-centrowych. Wszystkie miały po ok. 20% poparcia. Mniej więcej od czerwca wyniki ANO wzrosły do ok. 25-26%, a wyniki Piratów i Samorządowców oraz koalicji liberalno-centrowej (Spolu) pozostały na poziomie 20-21%. Teraz może je zmienić np. informacja, że BIS (Bezpečnostní informační služba, odpowiednik naszej ABW) podsłuchiwała najbliższych współpracowników prezydenta Zemana, w związku z podejrzeniami o współpracę ze służbami Rosji i Chin. Faktem pozostaje, że polityka Zemana sprzyja tym dwóm mocarstwom. Jednym z podsłuchiwanych miał być Martin Nejedlý, najważniejszy doradca prezydenta, który tajnie jeździ do Moskwy i rozmawia z Rosatomem oraz administracją Putina, nie informując o tych rozmowach rządu ani mediów. A rola doradców jest tym ważniejsza, że Zeman ma poważne problemy z zaawansowaną cukrzycą. Porusza się na wózku, na początku września kolejny raz był hospitalizowany.

W tym sporze może jednak nie być wygranych, ponieważ premier obiecał prezydentowi, że wstrzyma podsłuchy, do czego nie miał prawa. BIS twierdzi, że ma na te działania zezwolenie Sądu Najwyższego, a osoba, która wyjawiła fakt podsłuchu, popełniła przestępstwo. Dotychczasowy mandat szefa BIS, Michala Koudelki, został w połowie sierpnia przedłużony do wyborów. Prezydent Zeman chciałby na tym stanowisku mieć osobę bardziej przyjazną jego polityce.

Każda koalicja jest możliwa

Z badań różnych ośrodków, które regularnie publikuje strona Mandáty.cz (patrz: tabelka), wynika, że potrzebne będą minimum dwie partie lub koalicje do utworzenia stabilnego rządu. Na marginesie pozostają prawicowi populiści z SPD i komuniści. Ci jednak w historii już popierali koalicje mniejszościowe, nie biorąc w nich udziału. Języczkiem u wagi mogą się okazać socjaldemokraci. Jeśli przekroczą próg 5% i zdobędą kilka mandatów, mogą się okazać cennym uzupełnieniem każdej koalicji. W 1998 r., gdy w czeskiej polityce dominowały dwie formacje: ODS Václava Klausa i socjaldemokraci Miloša Zemana, wybory wygrali socjaldemokraci, jednak nie uzyskali wystarczającej większości. Komuniści, również ze względu na twarde stanowisko prezydenta Havla, byli izolowani. CSSD i ODS zawarły „umowę opozycyjną”. W zamian za przewodnictwo Izby Poselskiej dla Václava Klausa i pewne ustępstwa programowe ODS zobowiązała się wstrzymywać od głosu w sprawach najważniejszych dla rządu. I tak obie partie rubelka zarobiły i cnoty nie straciły. Właśnie ten pragmatyzm leży u źródeł możliwości zawarcia po tegorocznych wyborach praktycznie każdej koalicji. Premier Babiš wykluczył wprawdzie sojusz z Piratami i najchętniej stworzyłby rząd z koalicją liberalno-centrową (Spolu), lecz ta nie odniosła się dotychczas do tej oferty, nawet medialnie.

W dłuższej perspektywie dla Polski i Unii Europejskiej najkorzystniejszy byłby rząd złożony z Piratów i Samorządowców oraz koalicji liberalno-centrowej, ewentualnie z poparciem socjaldemokratów. Zakładając jednak, że wygra ANO, na co się zanosi, prezydent zapewne powierzy zadanie tworzenia rządu dotychczasowemu premierowi, a ten jako koalicjanta wybierze Spolu, nawet za cenę ustępstw programowych i stanowisk. Z kolei krótkoterminowo taki układ otworzy możliwość szybszego załagodzenia sporu o Turów. Gdyby bowiem Piraci i Samorządowcy weszli do rządu, zażądaliby Ministerstwa Środowiska. Potencjalna koalicja ANO i Spolu będzie umiarkowanie euroentuzjastyczna, gospodarczo i społecznie liberalna, uwzględni także aspiracje populistycznych wyborców ANO. Spór o Turów przysporzył wyborców partii premiera. Od wiosny jej notowania wzrosły o ok. 6 pkt, z czego zapewne 1-2 pkt to efekt skutecznej polityki wobec Polski w tym sporze.

Czeski pragmatyzm, polskie zadufanie

Różnice między Polską a Czechami najlepiej widać w sporze o Turów, który od 21 września ma nas kosztować pół miliona euro dziennie. To zabezpieczenie nałożone przez TSUE w sporze z Czechami. Jeśli nie będziemy go płacić, zostanie nam odliczone z należnych funduszy.

Czesi w sporze o kopalnię byli do bólu pragmatyczni. Chcieli go rozwiązać polubownie, dyskutować o sposobach, proponowali włączenie tego problemu do programu dwóch wizyt ich ministrów spraw zagranicznych w lutym i maju. Rząd Polski, jak często w historii, nie chciał oddać ani guzika, odda więc garnitur. My jesteśmy przekonani, że byliśmy najlepsi w transformacji. Tymczasem to Czesi są mniej rozwarstwieni majątkowo, a PKB na mieszkańca, wynoszące w Czechach rocznie 20 tys. dol., jest o ok. 6 tys. dol. wyższe niż u nas. Średnia płaca jest wyższa o 200 dol. miesięcznie. Podobnie jest z pozyskiwaniem inwestycji zagranicznych czy z długością autostrad na mieszkańca. Owszem, jesteśmy więksi i mamy, co wielu Czechów docenia, piękną historię powstań. Czeski realizm jest nam obcy. Oni potrafili wywołać powstanie w Pradze 5 maja 1945 r. A i tak po trzech dniach musiała je ratować armia Własowa, która odwróciła sojusze. Dla Polaków i Czechów sojusz jest korzystny.

Fot. PAP

Wydanie: 40/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy