Człowiek tysiąclecia

Człowiek tysiąclecia

WIECZORY Z PATARAFKĄ

To teraz bardzo modne. Mamy prezydenta tysiąclecia, papieża tysiąclecia, premiera, prymasa i kogo tam jeszcze. Ale czy dałoby się rzeczywiście stwierdzić, kto w całym tym minionym tysiącleciu dokonał największego dzieła, kto w całym tym tysiącleciu był najważniejszy? Wiem, jakie to złożone i, co tu dużo gadać, wątpliwe zadanie. Najbardziej uwielbiani mężowie stanu przemijają, a ich dzieła na ogół niedługo trwają. A cóż dopiero tysiąc lat! Więc i nie może to być żaden prezydent, król czy papież, kandydaci muszą się wywodzić z dziedzin raczej odmiennych. Mógłby to być wielki odkrywca, reformator czy święty. A więc na przykład Kolumb, Luter, święty Franciszek, Einstein czy Pasteur.
Ale ja mam jeszcze poważniejszego kandydata, zresztą nawet nie wymyślonego przeze mnie. Otóż byłem na targach książki we Frankfurcie nad Menem, oglądałem to kolosalne przedsięwzięcie, właściwie całe miasto z samobieżnymi chodnikami, autobusami, gastronomią itd. Wprost z tego handlowego i naukowo-literacko-kulturalnego giganta zrobiłem wypad do Moguncji, rodzinnego miasta Jana Gutenberga.
Moguncja ma już dwa tysiące lat, wspaniałe zabytki ze wszystkich epok i niezwykłą historię, ale z tego wszystkiego jedną postać wyniosła na posągi i ozdobiła mianem właśnie “człowieka tysiąclecia” – nieślubnego syna kanonika katedralnego, bankruta i biedaka, rzemieślnika – Jana Gutenberga. Próżno szukać dzisiaj jakiejś jego podobizny, zachowały się za to miejsca, gdzie mieszkał. Przy katedrze, gdzie teraz stoi pomnik dobrze znanego w Warszawie Thordwaldsena, ogólnoświatowe muzeum Gutenberga i obeliski poświęcone dziejom, pisma. Zresztą losy wielkiego wynalazcy są dość dobrze znane, od urodzenia, mniej więcej w roku 1400, po śmierć w 1468 r. Ale z pewnym zażenowaniem dowiadujemy się, że zapożyczonego na koszta wynalazku wyzuł sprytny wierzyciel dosłownie ze wszystkiego, z prawem do wynalazku i warsztatem na pierwszym miejscu. Skąd my to znamy? Sokrates i Kolumb skończyli przecież nie inaczej.
W każdym razie pierwsza drukowana książka ukazała się w 1455 r. i od tego momentu należy, moim zdaniem, liczyć epokę nowożytną. Bo ruchoma czcionka Gutenberga umożliwiła rewolucję umysłową w każdym zakresie. Powszechne zastosowanie druku sprawiło, że edukacja objęła stopniowo całą ludzkość, a dzięki prasie czy poprzedzającym ją druczkom politycznym zrewolucjonizowała się świadomość tłumów, całych narodów. To właśnie druk umożliwił rozwój medycyny, chemii, geografii i wszelakich nauk, i umiejętności. Po prostu wszystkiego. Można spokojnie rzec, że nie byłoby cywilizacji nowoczesnej, gdyby nie wynalazek Gutenberga. A imponujące targi frankfurckie to wręcz bezpośrednie dziecko mincerza z Moguncji i drobny przyczynek do tego wszystkiego – i złego, i dobrego – co się od tamtych czasów stało na świecie. Można by o tym pisać bardzo długo, ale rzecz jest oczywista i właściwie nie ma lepszego dowodu na przechodzenie ilości w jakość…
Zauważmy, że od połowy XV wieku poczynając, wszystkie idee posługują się drukiem. Nie ma dosłownie niczego, co mogłoby się bez druku obyć. Już druk pierwszej książki, Biblii, stanowił rewolucję, bo było już nie kilka, ale niemal 200 egzemplarzy dzieła. Odtąd książka stała się osiągalna dla każdego, a przecież niewiele wcześniej stanowiła koszt całej wioski albo i kilku. Nauka i literatura mogły się rozwijać jedynie w oparciu o bardzo rzadkie i trudno dostępne ośrodki, a poza tym nie rozwijały się wcale. Największe skryptornie starożytne i średniowieczne nie wystarczały nawet na jedną milionową potrzeb, niewiedza i ciemnota musiały dominować nad wszystkim. Druk umożliwił i powołał nowe potrzeby, po prostu odmienił świat.
Wszyscy jesteśmy dziedzicami Gutenberga, jego duchowymi dziećmi. Czy można by to powiedzieć o jakimkolwiek innym człowieku drugiego tysiąclecia?

Wydanie: 48/2000

Kategorie: Opinie