Czy Europa wierzy w mit „Solidarności”?

Czy Europa wierzy w mit „Solidarności”?

Prof. Wojciech Sady, filozofia idei, UMCS Nie spotkałem się na Zachodzie z ludźmi, którzy wierzyliby w mit „Solidarności”. Wydaje mi się, że oni nie doceniają tego, co tutaj się zdarzyło, choć wiedzą w ogólnym zarysie, że nastąpiły przemiany. Jednak zasadniczym wydarzeniem jest nadal przewrócenie muru berlińskiego, a nie walka „S”. Wkład Polski w zmianę kształtu Europy nie jest uznawany, nie uchodzimy za bohaterów przemian ani w Niemczech, ani we Francji, Anglii czy Belgii. Wiedza o Polsce jest tam zresztą szczątkowa, schematyczna i odnosi się to do całej historii najnowszej. Pokolenie, które nie przeżyło wojny, nie słyszało w szkole o realiach okupacji w Polsce, o powstaniu warszawskim. Wciąż jeszcze świadomość myślenia o Europie kończy się na Odrze, a brak mitu „Solidarności” na Zachodzie jest tylko częścią ogólnego podejścia do Polski i niskiego poziomu wiedzy o nas. Zbigniew Bujak, współzałożyciel NSZZ „Solidarność” w Ursusie, b. szef GUC To nie jest kwestia wiary. Bez „Solidarności” i bez jej zasady prowadzenia walki bez użycia przemocy nie byłoby Polski ani w NATO, ani w UE. Wyszliśmy z konfliktu niemal zbrojnego, co stało się istotą „Solidarności” i było konsekwentnie kontynuowane w stanie wojennym. To także okres najskuteczniejszej polityki zagranicznej w historii powojennej. Późniejsze negocjacje i podpisanie członkostwa to tylko proceduralna konsekwencja, którą trudno już było zepsuć. W tym sensie „S” jest ze swoją ideą jednym z filarów europejskiej i atlantyckiej kultury politycznej. Także dzisiaj wobec zagrożeń terrorystycznych i pokusy rozwiązywania konfliktów na drodze zbrojnej przykład „S” jest dobrą alternatywą. Bogdan Lis, prezes Fundacji Centrum „Solidarności” w Gdańsku, jeden z twórców NSZZ O to trzeba zapytać Europę. My dysponujemy sporą wiedzą o „Solidarności”, ale musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. Europa kieruje się swoim doświadczeniem i ma nieco inne interesy. Kiedy ruch „S” powstawał, Zachód patrzył na nas jak na ewenement i bardzo hojnie pomagał. Teraz czas jest trochę inny i mit „Solidarności” nie gra już tak jak w tamtym okresie. Europa solidaryzuje się z innymi środowiskami i społecznościami, na co dzień jednak jest nastawiona bardziej na ochronę własnych interesów. Teraz już nie można liczyć na tak wielkie poparcie, jakiego doznawaliśmy w sytuacji szczególnej, dramatycznej. Podobną solidarność odczuwały np. niedawno kraje dotknięte falą tsunami. Dziś o ofiarach się zapomina i znów powraca do własnych spraw. Dr Anna Szustek, Zakład Najnowszej Historii Politycznej, WDiNP, UW Lubimy sobie pomyśleć, że Europa dostrzega wszystko to, co związane jest z „Solidarnością”, i nieustannie sympatyzuje z nami. Nie można jednak zapominać, że poza wielką fascynacją, którą ruch wywołał w zachodnich społeczeństwach, były też obawy, że powtórzy się dramat, jak w 1956 r. na Węgrzech, że dojdą nowe kłopoty z falą emigracji, a tego społeczeństwa lepiej sytuowane nie lubią. Nagminnie cytujemy tezy dotyczące sukcesów ówczesnych przemian w Polsce, dokonane np. przez Timothy’ego Gartona Asha w książce powstałej na świeżo w tamtej atmosferze lat 80. Trzeba sobie jednak zdać sobie sprawę, że to jest trochę polonocentryczne, choć przy tak uroczystej okazji jak rocznica 25-lecia „Solidarności”, gdy szykuje się koncert Jeana Michela Jarre’a itp., można sobie na szczyptę polonocentryzmu pozwolić. Ewa Turska, korespondentka Polskiego Radia w Londynie Brytyjczycy kojarzą nazwisko Wałęsa (Waleza), wiedzą, że to człowiek-symbol ze Stoczni Gdańskiej, dzięki któremu powstały pierwsze w krajach komunistycznych niezależne związki zawodowe. Wielu jednak sądzi, że Wałęsa jest nadal prezydentem, bo przeciętnemu Anglikowi trudno zrozumieć, że w Polsce tyle razy zmieniały się rządy i ekipy, nie wyznaje się w tym całym politycznym chaosie. Druga postać to polski papież, o którym najbardziej światli Anglicy, publicyści i historycy wiedzą, że uruchomił całą lawinę. Jednak nikt nie kojarzy powstania „Solidarności” ze zburzeniem muru berlińskiego i aksamitną rewolucją w Czechosłowacji. O „S” wspominano natomiast niedawno, kiedy w zamachach terrorystycznych 7 lipca w Londynie zginął Giles Hart, współzałożyciel jej brytyjskiego odłamu, Polish Solidarity Campaign, bardzo zasłużony w organizacji pomocy materialnej i opiece nad emigrantami. Ryszard Bugaj, ekonomista, polityk, założyciel Unii Pracy Pojecie mitu jest rozpowszechnione ponad rozsądną miarę. Uważam, że Europa o „Solidarności” mówi jak o czymś rzeczywistym, wierzy i praktykuje w swoich społeczeństwach pewne zasady i wartości,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2005, 34/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia