Choćby najgłupsze złożenie kilku słów lub dźwięków ma swego autora, a zestawienie ze sobą paru kawałków materiału, dające w efekcie przedmiot użyteczny, w świetle prawa pozostaje bezimienne W ogólnym ujęciu pod pojęciem twórczości rozumiemy pracę koncepcyjną, której wynik zawiera nowe pierwiastki, materialne lub myślowe, dotychczas nieznane w skali światowej. Zatem tworzenie zawsze jest procesem intelektualnym, w dużym stopniu zróżnicowanym jakościowo i ilościowo, w jakiejś części związanym zazwyczaj z działaniem materialnym. W tym rozumieniu twórcą jest np. stolarz wykonujący wymyślony przez siebie mebel, inżynier projektujący maszynę lub budowlę, naukowiec poszerzający obszar wiedzy, lekarz wprowadzający nowe terapie, ekonomista wymyślający recepty na opłacalność, czy wreszcie organizator czegoś, obojętnie czego. Dziwnym trafem słowo twórczość zawłaszczone zostało przez kulturę i sztukę, jakby cała reszta osiągnięć naszej cywilizacji wynikała sama z siebie lub spadała z nieba w gotowej postaci. Zapewne wiele osób, oczywiście spoza kręgów kultury, zadaje sobie pytanie: jak w takim razie określać wszelkiego rodzaju biura projektowe, konstrukcyjne czy technologiczne, laboratoria i pracownie naukowe, kliniki medyczne, a wreszcie warsztaty i fabryki? Czyżby pojęcie twórczości tam już nie sięgało? A jeśli nie, to skąd bierze się ciągły postęp cywilizacyjny? Wszędzie, gdzie powstaje coś nowego, istnieją twórcy. Oni wpierw mają pomysł i koncepcję rozwiązania, którą następnie realizują w procesie twórczym. Obojętne, czy to będzie mebel, samolot, obrabiarka, czy sposób produkcji, czyli technologia, jakiś system, sposób leczenia, hipoteza lub nawet czysta myśl, ostatnio tak modna. A jeśli są twórcy, to powinny funkcjonować jakieś ich prawa i przywileje pozostające w poszczególnych dziedzinach w przyzwoitej proporcji. Lecz tak nie jest, prawa nie są jednakowe dla wszystkich rodzajów twórczej działalności ludzkiej. Być może działa tu tradycja lub też życiowe uregulowania rozwoju cywilizacyjnego, nie znoszącego sztywnych reguł. Tradycja, ponieważ kulturą i sztuką zajmowały się i ją wspierały najwyższe sfery drabiny społecznej we współdziałaniu z elitami intelektualnymi epoki, one zatem pierwsze zadbały o swoje interesy. Natomiast technika, a szczególnie rzemiosło, uważane było za domenę działalności plebejskiej, a tam nie myślano o chronieniu “własności intelektualnej”, ani nie istniała możliwość jego stworzenia. Duże znaczenie odgrywa tu zapewne łatwość chronienia dzieł kultury, ponieważ ukończony twór pozostaje niezmienny. Nie można go poprawić, ani przerabiać, a jeśli, to mamy np. transkrypcję lub motywy, zawsze z odniesieniem do czegoś stałego lub… plagiat. Natomiast rozwój cywilizacyjny, z wyjątkiem kultury, odbywa się na zasadzie ciągłego przerabiania i udoskonalania oraz wymyślania nowych, też później wciąż modyfikowanych przedmiotów twórczej działalności. Nie ma tam niczego stałego, wszystko wre, zatem i ochrona bywa trudniejsza. Gorzej, ochrona mogłaby temu rozwojowi przeszkadzać. Nikt nie wyobraża sobie, aby samolot braci Wright z 1903 r. w nie zmienionej postaci mógł funkcjonować współcześnie. Przytoczyłem celowo przykład z lotnictwa, gdyż droga rozwoju aeronautyki, jak rzadko która, usłana jest trupami i nikt nigdy nie użalał się nad wdowami i sierotami po nich. Lecz na dobro wdowy po twórcy w sferze kultury właśnie powoływał się niedawno, skądinąd rozumny, publicysta, chwaląc w felietonie obecną nowelizację prawa autorskiego. 70 lat po śmierci tegoż twórcy! Na marginesie dodam, iż ostatni z braci Wright zmarł w 1948 r., więc gdyby do tego twórcy stosować krytykowaną nowelizację, to trzeba by jego spadkobiercom od każdego samolotu i pasażera wypłacać tantiemy aż do 2018 r. Technika w ciągłym biegu cywilizacyjnym wypracowała w tym względzie ostre reguły. Aby stać się twórcą wynalazku, czyli rozwiązania autentycznie nowego problemu, projekt wynalazczy musi przejść pracochłonną (obszerna dokumentacja z uzasadnieniem) i kosztowną drogę, trwającą nawet do 3 lat. Każdy krok postępowania wymaga niemałych opłat, a po uzyskaniu patentu za każdy rok ochrony trwającej tylko 15 lat trzeba uiszczać coraz wyższe opłaty. Jeśli twórca w tym okresie wynalazku korzystnie nie wdroży lub nie sprzeda – straci. Z tego powodu twórcy często nie podejmują ryzyka i wiele godnych pomysłów pozostaje poza ochroną. W zasadzie żadnej ochrony z nielicznymi wyjątkami nie posiadają miliony rozwiązań bez zdolności patentowej, chociaż wnoszą cenny wkład w rozwój. Z tego właśnie powodu firmy
Tagi:
Kazimierz Gnat







