Czy PiS chce zniszczyć obecne elity intelektualne?

Czy PiS chce zniszczyć obecne elity intelektualne?

Prof. Adam Koseski, rektor Akademii Humanistycznej w Pułtusku
Może nie chce zniszczyć, ale pragnie wykreować nowe elity. Kiedy to się stanie, podejmie próbę wypierania starych elit. Powinno się zakładać pewną ewolucję i ciągłość, tworzenie bowiem elit to nie produkcja maszynowa według sztancy. Tutaj wymagane jest następstwo pokoleń i warto skorzystać z doświadczeń innych krajów, gdzie dokonywał się podobny proces, np. w RFN. W sumie jest bardzo smutne, że w sposób bezwzględny postępuje się z ludźmi o innych poglądach i zapatrywaniach. Nie umiemy się różnić ładnie, jak pisał Norwid, nie ma u nas sporu intelektualnego. Możemy się przecież sprzeczać, ale wypada robić to z kulturą słowa i bez konsekwencji karnych z powodu różnicy poglądów. Urawniłowka, zglajszachtowanie myślenia przywodzi na myśl styl postępowania z przeszłości głębokiej, ale także całkiem niedawnej.

Prof. Henryk Samsonowicz, historyk, b. minister oświaty
PiS nie chce zniszczyć elit. Nigdy tak nie twierdziłem, ale obiektywne działania zaskakują i są dla elit nie do przyjęcia. Nie chodzi tutaj wcale o problem lustracji pracowników nauki, ale np. o upowszechniane opinie o „wykształciuchach” i inne stawiające świat nauki w niekorzystnym świetle, podważające znaczenie rozwoju intelektualnego i dorobek choćby naszych informatyków, lekarzy, humanistów itp. tylko dlatego, że ludzie ci różnią się w opiniach z przedstawicielami obecnej koalicji rządzącej. Jeśli ktoś ma inne zdanie, to warto podjąć dyskusję, rozpocząć poważną debatę, aby przybliżyć sprawy sporne. Warto też przyjąć do wiadomości, że różnica zdań może być bardzo twórcza, bo w każdej krytyce jest przynajmniej ziarno prawdy. Przeciwnicy określonych poglądów powinni być wdzięczni swoim krytykom, a przynajmniej wziąć ich zdanie pod uwagę. Ktokolwiek rości sobie prawo do jedynie słusznej prawdy i wiedzy, może natrafić na sprzeciw i powinien być na to przygotowany.

Prof. Marek Rocki, ekonomista, senator PO
Zniszczyć to za mocno powiedziane, ale z pewnością próbuje się zamienić stare elity na nowe. O świat akademicki i wyższe uczelnie się tak nie martwię, bo chroni je autonomia i doświadczenie. Myślę natomiast o zmianach w zasobie kadrowym służby cywilnej, dla którego nowelizacja ustawy przewiduje kolejne obniżenie kryteriów. W poprzednich przepisach była np. mowa o co najmniej pięcioletnim stażu pracy, teraz ma on wynosić zaledwie trzy lata. Inne kryteria też zostały poluzowane. W zasobie kadrowym może się w zasadzie znaleźć każdy, kto zostanie tam skierowany. Wystarczy podać jego nazwisko, nawet adres kandydata nie jest wymagany, co może sugerować, że ci młodzi, niedoświadczeni ludzie są dobrze znani rządzącym.

Roman Bratny, pisarz
Nie przypuszczam, żeby istniał polityczny spisek prowadzący do niszczenia elit w znaczeniu fizycznej eksterminacji. To jedynie instynktowna działalność półinteligentów i ich niechęć do ludzi na wyższym poziomie intelektualnym.

Prof. Mieczysław Kabaj, ekonomista
Pewne elementy takiego procesu występują. Normalną wymianę pokoleniową w sferze nauki, zastępowanie starszych przez młodszych próbuje się przyśpieszyć sztucznie w celach politycznych i ideologicznych, a to zawsze przynosi szkody. Niektórzy profesorowie politechniki czy uniwersytetów zdobyli sobie wyjątkowo wysoką pozycję w kraju i za granicą, więc wprowadzenie sztucznych kryteriów wymiany kadr będzie niekorzystne dla nauki i badań. Jeśli w takim procesie używa się pozamerytorycznych argumentów, jest to sytuacja nieznana w Europie. Następuje segregacja życia zawodowego i tworzy to bardzo złą atmosferę. Ludzie zaczynają na siebie napadać. Dobre rezultaty przynosi natomiast merytoryczna współpraca ludzi w różnym wieku. Jedną trzecią swojego życia zawodowego spędziłem za granicą, jako ekspert ONZ i MOP. Tam nikt mnie nie pytał o poglądy polityczne ani narodowość. Gdy wróciłem do kraju, byłem zdumiony, że tutaj jest segregacja ekspertów i układanie ich na półki, wedle zmiennych, koniunkturalnych kryteriów.

Prof. Witold Kieżun, prakseologia, teoria organizacji
Przeświadczenie o niszczeniu elit może wynikać m.in. z błędnej, niesłychanie szerokiej definicji współpracy ze służbą bezpieczeństwa, przyjętą w ustawie. Wynika z niej, że każdy, kto pomagał w uzyskaniu tzw. informacji operacyjnych, był współpracownikiem. W latach 70. jedną z najliczniejszych grup zawodowych wyjeżdżających za granicę byli pracownicy naukowi i bardzo wielu z nich było indagowanych po powrocie. Rozmowy te nie miały charakteru donosu, nikt więc nie uważał ich za dowód współpracy, ale w myśl ustawy każdy przesłuchiwany przez funkcjonariuszy był współpracownikiem. Stąd bierze się poczucie zagrożenia i obawa przed określeniem „kłamca lustracyjny”, które oznacza wyeliminowanie z pracy dydaktycznej, naukowej, zakaz publikacji itd. Trzeba inaczej zdefiniować fakt współpracy. Współpracownikiem mógł być najwyżej ten, kto podpisał oświadczenie o współpracy i sam sporządzał raporty.

Prof. Jan Zieliński, onkolog, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej
Nie powinno się w ogóle używać terminu „wykształciuchy”. Jestem człowiekiem gruntownie wykształconym i nie czuję się urażony, jeśli ktoś mówi głupoty. Można tylko ubolewać, że tak się wyrażają elity rządzące. Bez rozwoju intelektu nie będzie postępu. Wielkich odkryć dokonywali zwykle intelektualiści, Nobla za prowadzenie tramwaju się nie przyznaje. Zniszczenie elit intelektualnych byłoby nieszczęściem. Nasi uczeni nie powinni uciekać z Polski. Ci, którzy weszli w skład elit, niech będą ludźmi odpowiedzialnymi i zachowają umiar w ocenach innych. Niestety ludzie się skundlili, bo pieniądz przykrył wszelkie inne wartości. O przynależności do elity nie musi świadczyć wyłącznie dyplom, ale także poziom moralny człowieka, w jakich warunkach wyrastał, jak wychowywał swoje dzieci, jakich sam miał nauczycieli.

Wydanie: 19/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy