Czy Polacy są narodem, który lubi czytać?

Czy Polacy są narodem, który lubi czytać?

Prof. Jacek A. Wojciechowski, bibiotekoznawstwo, UJ
Statystyki czytających co najmniej jedną książkę rocznie nie są w Polsce ani kompromitujące, ani olśniewające. To jest 65% populacji. W Holandii i Szwecji to jest 85%, w Danii 83%, w Zjednoczonym Królestwie 82%, w Finlandii, Austrii i w Niemczech zaś – 79%. Ale we Włoszech to jest 64%, w Hiszpanii 59%, w Portugalii 51%, a na Malcie 46%. Tacy, którzy czytają ponad pięć książek rocznie: w Szwecji 60%, w Holandii, Danii i w Zjednoczonym Królestwie 55%, a w Polsce 33%. Ale w Belgii też 33%, w Hiszpanii 23%, a we Włoszech 20%. Warto pamiętać, że w krajach zachodnich, znacznie wcześniej niż u nas, wprowadzono powszechnie kształcenie na poziomie średnim, a na poziom obiegu książki ma to wpływ ogromny. Odsetki czytających co najmniej pięć książek rocznie są wszędzie wyższe od odsetków osób korzystających z internetu. To nie znaczy, że stan czytelnictwa nie ulegnie redukcji. Żeby tak nie było, w wielu krajach przeznacza się spore środki publiczne na promocję książek i czytelnictwa. Efekty widać. U nas takiego wsparcia nie ma. Przeciwnie – resort kultury lansuje ideę likwidacji zapisu ustawowego, który chroni biblioteki publiczne przed łączeniem z innymi instytucjami. Jeśli tak rzeczywiście się stanie, to o żadnej promocji czytelnictwa nie będzie mowy. Czyżby ktoś uwierzył, że skoro jest u nas z czytelnictwem „jako tako”, to najwyższa pora, żeby było gorzej?

Prof. Anna Przecławska, pedagogika społeczna, UW
Taka akcja jak „Cała Polska czyta dzieciom” i inne tego typu świadczą o tym, że rozumiemy potrzebę, że wracamy do wartości, którą może przynieść słowo. Mamy kręgi elitarne, które kulturę czytelniczą rozwijają, a równocześnie współczesna cywilizacja obrazowa, szybkość przekazu, tempo życia, technologia odbioru kultury wirtualnej i internetu zubaża i język, i umiejętności korzystania z języka. Nadal ważna jest troska o słowo, o kulturę słowa i przypomnienie, że to jest świat, w którym można poznać wartości, doznać satysfakcji, przyjemności, i to jest warte wysiłku pedagogów, wysiłku całego społeczeństwa.

Prof. Bronisława Woźniczka-Paruzel, bibliotekoznawstwo, bibliologia, biblioterapia, UMK
Nie jesteśmy najgorsi. Spadek czytelnictwa jest tendencją ogólnoświatową. Na szczęście u nas czytelnictwo książki i literatury dziecięcej, zarówno takiej „Poczytaj mi mamo”, a więc dla grupy przedczytelniczej, jak i wczesnej szkolnej wypada całkiem dobrze. Grupa dzieci czytających samodzielnie gdzieś koło trzeciej klasy szkoły podstawowej doznaje zachłyśnięcia się książką, i tak to trwa do końca szkoły podstawowej. Totalny bunt następuje natomiast w gimnazjum, a nawet pierwszych klasach liceum. Ponury obraz potęguje fakt, że ta młodzież nie tylko mało czyta, ale też to, co się jej oferuje, odbiega od oczekiwań. Po literaturę obowiązkową, czyli „upierdliwą”, młodzież nie będzie sięgać, a w polskich bibliotekach jest głupi zwyczaj, że młodzież gimnazjalną odsyła się z bibliotek dla dorosłych do bibliotek dla dzieci i młodzieży, i mówi tym młodym ludziom: „Twoja biblioteka jest gdzie indziej”, a oni wstydzą się pójść do „dziecięcej”. Jednak lamenty na łamach prasy o upadku czytelnictwa wynikają po części także z tego, że sami dziennikarze mało czytają. Zyski wydawcom książek nabija przede wszystkim literatura dziecięca, a także bestsellery. Dobrze, że rodzice sporo kupują dla swoich dzieci, bo oni już rozumieją, że „literatura nie szkodzi”, a wręcz przeciwnie. Chłopcy czytają bardzo niewiele, a mężczyźni prawie wcale, poza prasą sportową i świerszczykami. Czytelnictwo w górę dźwigają od bardzo długiego czasu nasze kobiety.

Michał Jagiełło, pisarz, działacz kulturalny, b. wiceminister kultury, b. dyrektor Biblioteki Narodowej
Bez przesady w żadną stronę. Badania prowadzone od dziesięcioleci przez Instytut Książki wskazują, że nie jest dobrze. Notujemy spadek czytelnictwa, ale nie tylko u nas. Mnóstwo ludzi ma kontakt ze słowem drukowanym w formie elektronicznej i dramatu chyba nie ma. Niestety grupa zapalonych czytelników, którzy czytają choćby pięć-sześć książek rocznie, jest bardzo wąziutka. To znikomy procent.

Adam Kamiński, poeta, prozaik, dramaturg, krytyk literacki, współtwórca i sekretarz redakcji kwartalnika artystycznego „Bliza”
Z doświadczenia wiem, że Polacy częściej mówią, że czytają, niż czytają. Czytanie jest trudne, wymaga nie tylko zaangażowania, ale przede wszystkim ciszy, wyłączenia z szalonego tempa życia. Tempo życia jest w tej chwili ściśle związane z wiekiem. Najtrudniej ze spokojem u młodych ludzi, żyjących często online, czyli wciąż aktywnych na Facebooku lub innych portalach społecznościowych, najłatwiej u starszych, którzy nie zasmakowali słodyczy i gorzkości internetu. Ci ostatni czytają więcej, a przede wszystkim w tradycyjny sposób. Młodzi ludzie przede wszystkim oglądają. Jeśli sięgają z własnej woli do literatury, czynią to raczej poprzez audiobooki czy odtwarzane na syntezatorach mowy e-booki niż przez tradycyjną książkę. Co ciekawe, wszyscy w miarę inteligentni Polacy mówią, że czytają. Bo wypada tak powiedzieć, bo czytanie to pozytywny snobizm.

Wydanie: 19/2010

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy