Czy polskimi sprawami zagranicznymi rządzą dyplomatołki?

Czy polskimi sprawami zagranicznymi rządzą dyplomatołki?

Prof. Krzysztof Gorlach, socjolog, UJ
Myślę, że Władysław Bartoszewski ma absolutną rację. Wymieniam trzy elementy: a) polityka personalna – oparta nie na merytorycznych podstawach, ale enigmatycznym zaufaniu do jednych i braku zaufania do drugich. To owocuje m.in. nieobsadzeniem różnych ważnych stanowisk, albo obsadzeniem ich przez protegowanych jakichś typów spod ciemnej gwiazdy (vide: nominacje w Ameryce Łacińskiej pod wpływem p. Kobylańskiego); b) fatalny PR Polski w prasie zagranicznej; c) pogorszenie stosunków z Niemcami; d) dąsy i fochy w relacjach z OBWE i UE. To chyba wystarczy.

Prof. Zdzisław Krasnodębski, filozofia społeczna, Uniwersytet w Bremie, UKSW
Bardzo mnie rozczarowała wypowiedź prof. Bartoszewskiego, jeśli chodzi o niego samego. Gdyby dokonał rzeczowej, a nie emocjonalnej krytyki służb zagranicznych, byłoby lepiej dla opinii publicznej i dla Polski, jednak to, co powiedział, potwierdza emocjonalny charakter słów. Chciałbym, aby polska polityka zagraniczna była najskuteczniejsza i najbardziej profesjonalna, ale będzie niedobrze, jeśli będziemy mieli tylko wybór pomiędzy profesjonalnym konformizmem a nieprofesjonalnym buntem i opieraniem się pewnym trendom. Mam wrażenie, że po tej wypowiedzi prof. Bartoszewski stawia nas przed taką alternatywą. Jednak mitem jest, że poprzednia polityka zagraniczna była taka skuteczna, jak też mitem jest jej dzisiejsza nieporadność.

Leszek Mazan, publicysta, szwejkolog, założyciel Partii Łysych
Zarysował się dylemat pomiędzy prowadzeniem polityki „na kolanach” i polityki „z pozycji siły”. W Polsce mamy ogromne tradycje polityki z pozycji siły, bo już Król Maciuś Pierwszy, na którym wychowało się wiele pokoleń polityków, pisząc prośbę o pożyczkę, kończył słowami: „Będzie świństwem, jeśli nam nie pożyczycie”. Byłbym też skłonny przywołać Dzielnego Wojaka Szwejka, który stwierdzał, że niektórzy ludzie dostrzegają u siebie objawy idiotyzmu, osobliwie ku wieczorowi. Chociaż Szwejk nie wskazał konkretnie, o jakich ludziach myśli, można przypuszczać, że o dyplomatach, przyjęcia dla nich bowiem organizuje się zwykle wieczorami. Powiedziałbym jeszcze więcej na ten temat, ale aż do bólu staram się być wierny czeskiej zasadzie – myślę, więc jestem ostrożny.

Maciej Łętowski, publicysta, b. dyrektor Programu dla Zagranicy w Polskim Radiu
Zgadzam się z profesorem o tyle, że uważam, iż polską dyplomacją nie powinny rządzić dyplomatołki. Czy rządzą, to już kwestia do dyskusji. Z pewnością jest wielu bardzo kompetentnych ludzi, jak wiceminister Waszczykowski, który bardzo konsekwentnie prowadzi negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej. Jest wielu innych właściwych ludzi na właściwym miejscu, jak choćby Adam Cichocki, który w sprawach zagranicznych doradzał w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego. Z pewnością tacy ludzie nie przynoszą ujmy służbie zagranicznej, ale są też inni, którzy mają małe kompetencje i marne kontakty, ograniczające się np. do pewnego biznesmena z Argentyny.

Stefan Zgliczyński, dyrektor „Le Monde Diplomatique Edycja Polska”
Zgadzam się z tym pytaniem, ale nie wpadam w zachwyt nad prof. Bartoszewskim, który swego czasu poparł interwencję w Iraku, nazywając ją akcją i wychwalając demokrację amerykańską. Zdaniem Bartoszewskiego, wszystko, co robią Amerykanie, jest w porządku. Bartoszewskiego kreuje się na wzorzec z Sevres przyzwoitości, co jest przesadą, ale co do oceny polityków PiS, pani minister Fotygi i całej reszty, to się z nim zgadzam.

Prof. Adam Bromke, prorektor Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji
Obecna dyplomacja w dużej mierze składa się nadal ze starych ludzi, więc prof. Bartoszewski wykonał strzał do własnej bramki. Usprawiedliwieniem dla niego jest to, że mówił teraz z innej pozycji niż wcześniej.

Prof. Jerzy Chłopecki, prorektor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie
Wystąpienie prof. Bartoszewskiego było oratorsko znakomite, ale nie ma się z czego cieszyć. Jeszcze niedawno prof. Bartoszewski uważał, że prezydenta nie powinno się krytykować. Widać, że granica została przekroczona. Pani Fotyga ma doskonałe kompetencje, aby pełnić funkcję sekretarki. Zna język, ale nie umie mówić (sekretarka nie musi), wyraźnie nie ma poglądów własnych, a tylko te z rozdzielnika, o którym decyduje. Pani Fotyga jest najgorszym ministrem spraw zagranicznych, jaki mógł się Polsce przydarzyć, ale nie jest to jedyna osoba, która dzięki polityce kadrowej PiS osiągnęła poziom swojej niekompetencji. Jarosława Kaczyńskiego jako polityka charakteryzuje przemożna skłonność do przyjmowania postawy paranoicznej. Postrzeganie świata przez pryzmat spisków, węszenie za układami, nieufność wobec ludzi sprawiają, że: ławka kadrowa musi być krótka, bo do niewielu ludzi można mieć zaufanie, a i tak liczba tych, którzy zaufanie zawiodą będzie zaskakująco duża (kazus Kaczmarek, Netzel and Co.); ludzie akceptowani nie mogą wyróżniać się samodzielnością myślenia i działania, bo samodzielność kłóci się z tym stopniem wierności i posłuszeństwa, które sprostać może normom określanym przez postawę paranoiczną; w konsekwencji ludzie, którzy mogą sprostać wymogom paranoicznej polityki kadrowej, nie mogą być dobrymi fachowcami (w rezultacie na prezesa NBP wybiera się człowieka, którego główną zaletą jest fakt, że jego nazwisko nic nie mówi Balcerowiczowi).

 

Wydanie: 41/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy