Czy „Warszawa” da się lubić?

Czy „Warszawa” da się lubić?

Do kin wchodzi film, któremu przyznanie Złotych Lwów w Gdyni wywołało skandal

Jury tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych wywołało skandal. Obsypanie nagrodami filmu Dariusza Gajewskiego „Warszawa” publiczność wygwizdała, a większość krytyków odsądzała szacowne gremium od czci i wiary. Zapalczywość rzadko sprzyja jednak rzetelnej ocenie. Można bowiem dyskutować, czy „Warszawa” zasługuje na wszystkie przyznane jej nagrody (Złote Lwy, reżyseria, montaż, scenariusz, drugoplanowa rola kobieca). Gwizdy to jednak zbyt surowy wyrok.
Film Gajewskiego wywołuje skrajne reakcje. Na internetowych listach dyskusyjnych obozy zwolenników i przeciwników obrazu są równie liczne. Na ekranie śledzimy dzień z życia kilkorga bohaterów, wszyscy przyjeżdżają do stolicy z jakimś planem. Klara chce zamieszkać ze swoim chłopakiem, Paweł – szukać pracy, ojciec – odnaleźć córkę, Wiktoria (świetna Dominika Ostałowska) – dotrzeć na dworzec, by stamtąd ruszyć w dalszą drogę. Nagromadzenie wątków może drażnić, bo niektóre pozostają nierozwiązane albo znikają, zanim się rozwiną, jak historia zdesperowanego bezrobotnego, który po każdej nieudanej kradzieży oburza się, gdy ktoś nazywa go złodziejem. Rezygnacja z części wątków ułatwiłaby też odczytywanie odniesień kulturowych, którymi naszpikowano film. A tak widz błądzi w ich powodzi.
Dialogi – jak zazwyczaj w polskim kinie – raz są dobre, innym razem irytują. Postać zabłąkanego akowca, krążącego po mieście niczym milczący bohater z „Dekalogu” Kieślowskiego, można uznać za banalne zapożyczenie albo ciekawą metaforę naszego świata. Takich sprzecznych refleksji film rodzi więcej. Reżyser twierdzi jednak, że o to mu chodziło – pozostawić film otwarty na wszelkie interpretacje. Jeśli tak, to cel osiągnął. Refleksja przychodzi tym łatwiej, że opowiadane historie brzmią bardzo prawdziwie. Atutem jest też kreślony w tle obraz Warszawy. Dzięki niezwykłej ostrości widzenia bohaterów, którą daje znalezienie się w nowym, nieoswojonym jeszcze miejscu, oglądamy znane zakątki z nowej perspektywy.
W Gdyni oznajmiono, że nareszcie w polskim kinie idzie nowe. Czego możemy się po nim spodziewać? Kinomani znają już „Zmruż oczy” Andrzeja Jakimowskiego, teraz zobaczą „Warszawę”. Łączy je optymistyczny wymiar przesłania i szczypta idealizmu. Mówią o naszej rzeczywistości, ale unikając publicystyki. To kino, w którym kontemplacja świata wokół jest ważniejsza od akcji.
Jurorzy wybrali film, który im najbardziej się podobał. Według klasycznej maksymy, z takim kryterium się nie dyskutuje, bo każdy swoje gusta określa samodzielnie. Co na to polska publiczność? Nieraz udowodniła, że jeśli chodzi o polskie kino, chce mieć własne zdanie i nie ogląda się na opinie krytyki czy środowiska filmowego.


Paranoje autorów już nikogo nie interesują

Dariusz Gajewski, reżyser filmu „Warszawa”
Ci, którzy po Gdyni krytykowali mój film, tak naprawdę dawali wyraz swojej frustracji z samym filmem niemającej nic wspólnego. Wielu ludzi nie widziało go, a już miało o nim gotową opinię. Dyskusja wokół werdyktu nie dotyczyła jakości filmu, tylko frustracji wywołanej tym, że wywraca on status quo, środowiskową hierarchię. Szum wokół „Warszawy” w środowisku czy mediach ani mu nie pomoże, ani nie zaszkodzi, widzowie najlepiej wiedzą, jaki film chcą zobaczyć.
Nie zgadzam się z opinią, że polski widz jest nierozgarnięty. To największa głupota, jaką wymyśliło środowisko filmowe. Ludzie są mądrzy, chodzą do kina na filmy, które ich obchodzą, i nie przejmują się specjalnie sugestiami krytyków. Reakcja publiczności w Gdyni czy w Kazimierzu była pozytywna.
Oczekiwałem skrajnych reakcji, bo ten film operuje nowym językiem, nowym sposobem rozmowy z widownią. Tak zaczyna wyglądać światowe kino, opowiadać w sposób bardzo daleki od nachalnego interpretowania świata. Paranoje autorów już nikogo nie interesują, już poznaliśmy wszystkie rodzaje depresji itp. Przyszedł czas, że trzeba zostawić widzowi przestrzeń do własnej refleksji.
„Warszawa” opisuje świat, w którym żyjemy. Ten szczególny moment w historii, gdy na pytanie „kim jesteśmy?”, kultura nie podpowiada nam już żadnej odpowiedzi. Warszawa dla bardzo wielu ludzi jest miejscem próby, gdzie trzeba zweryfikować swoje życie. Miastem, które jak lustro odbija bezlitośnie wszystkie nasze złudzenia i słabości. Dlatego ten film ma tytuł „Warszawa” i dzieje się w tym mieście.

 

Wydanie: 45/2003

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy