Czy we wrześniu 1939 r. Anglia i Francja mogły ocalić Polskę?

Czy we wrześniu 1939 r. Anglia i Francja mogły ocalić Polskę?

Prof. Romuald Turkowski, historia Polski i Europy Środkowej, Akademia Humanistyczna w Pułtusku
Gdyby chciały, toby pewnie ocaliły, ale było inaczej. Zaważyły względy natury politycznej i militarnej. Ówczesne kierownictwa Anglii i Francji, osoby już w starszym wieku, wolały ustępować Hitlerowi. Dzień po dniu dojrzewała decyzja, czy się angażować, czy nie, i tak aż do 13-14 września, dosłownie za pięć dwunasta francuskie dowództwo wojskowe wstrzymało machinę wojenną – Francja nie zareagowała militarnie. Mogli to zrobić, mieli potencjał, doskonale uzbrojoną armię liczącą 2 mln żołnierzy. Zabrakło woli. Jak później mówiono, nikt nie chciał umierać za Gdańsk. Studiowałem dokładnie tę sprawę. Mówiono o Polsce, że byliśmy za słabi, ale przyszedł rok 1940 i Francja też uległa Hitlerowi, skończyła się Republika Francuska. Polska armia mogła wytrzymać napór Niemców do 14-15 września. Gdyby armią francuską dowodził De Gaulle, który był dużo młodszy od naczelnych dowódców pamiętających jeszcze I wojnę światową, być może zapadłyby inne decyzje. Ale de Gaulle był wówczas oficerem średniego szczebla i to on w końcu uratował honor Francji. A więc ówcześni sojusznicy Polski ponoszą ewidentną winę, wykazali się brakiem myślenia perspektywicznego i przewidywania, podejmowali doraźne działania i to zgubiło nie tylko nas, lecz także ich. Dopiero gdy premierem Wielkiej Brytanii został Winston Churchill, postanowił agresję III Rzeszy zatrzymać.

Dr Wojciech Mazur, historia dyplomacji i wojskowości, UJ
Na najbardziej podstawowym poziomie odpowiedź jest prosta: w okolicznościach, które zaistniały we wrześniu 1939 r., zachodni sojusznicy Polski ocalić nie mogli. Pomóc Polsce (co bynajmniej nie znaczy uratować ją) mógł jedynie szybki atak na osłaniającą Niemcy od strony zachodniej linię umocnień – tzw. Linię Zygfryda. Nie był on jednak w pierwszych dniach wojny ani możliwy (koncentracja sił i środków musiała potrwać), ani nawet poważnie rozpatrywany. Co więcej – nie przewidywały go w zasadzie nawet międzysojusznicze brytyjsko-francuskie ustalenia, w których już z początkiem kwietnia 1939 r. przyjęto defensywny wariant działań lądowych w pierwszej fazie ewentualnego konfliktu zbrojnego. Alianci zachodni skłonni byli zaoferować Polsce przede wszystkim ograniczone wsparcie lotnicze oraz pomoc materiałową. Jednak i to byłoby możliwe przede wszystkim w sytuacji, w której front wschodni okazałby się względnie choćby trwały. Stronie polskiej owe uzgodnienia (sprzeczne z zapisami zawartych z nią umów) nie były znane. Jednakże nawet polsko-francuski protokół, podpisany w Paryżu 19 maja 1939 r. przez ministra spraw wojskowych gen. Tadeusza Kasprzyckiego, nie przewidywał, że główne francuskie uderzenie nastąpi przed 17 września. Stąd brały się dobre nastroje panujące w polskim Sztabie Naczelnego Wodza 16 września – dochodziły tam informacje o sukcesach grupy wojsk pod dowództwem gen. Kazimierza Sosnkowskiego, oczekiwano też rychłego uruchomienia francuskiej ofensywy. 17 września przekreślił i te nastroje – i jakiekolwiek nadzieje na oczekiwaną pomoc z Zachodu. Paradoksalnie jednak nie uważam, by uzasadniona była w sposób oczywisty teza o tzw. zdradzie Zachodu we wrześniu 1939 r. Ale to już odrębna kwestia.

Dr Radosław Sikora, historyk wojskowości
Gdyby w umówionym terminie z zachodu ruszyła ofensywa na Niemcy, polski front byłby znacznie odciążony. Po pierwsze, lotnictwo ze wschodu przerzucono by na zachód. Po drugie, część dywizji także. Po trzecie, zapewne Stalin nie zdecydowałby się na atak w tym terminie, w którym nastąpił. To dałoby naszemu wojsku czas na dotrwanie do jesieni we wschodniej Polsce. Tylko co dalej? Nasza baza gospodarcza leżała na zajętych przez Niemcy do połowy września terytoriach. Na ich odbicie nie mieliśmy szans. Zapasy amunicji w optymalnym dla nas scenariuszu skończyłyby się w listopadzie 1939 r. Skąd wziąć nową? Z Francji przez Rumunię? Mało realny scenariusz, zważywszy na to, że Francja i tak za mało miała jej u siebie. Summa summarum, walczylibyśmy może dwa-trzy miesiące dłużej. Ale nie sądzę, żeby w ostatecznym rachunku wiele to dało. No może jakiś cud, który czasem się zdarza… Ale gdyby do wojny przyłączył się Związek Radziecki, to i na cuda bym nie liczył.

Dr Józef Skrzypiec, prezes wydawnictwa Bellona
Gdyby te państwa dotrzymały warunków umów z Polską, moglibyśmy zostać ocaleni. Francja była pod względem uzbrojenia porównywalna z Niemcami, i to w każdej kategorii broni. A mówimy tylko o zasobach Francji. Siły brytyjskie były na początku gorzej przygotowane do wojny, ale też wiedziały, na co się zanosi, spodziewały się niemieckiego ataku. Gdyby dotrzymały umowy, historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej. Wydajemy bardzo dużo książek poświęconych zagadnieniom II wojny światowej, opublikowaliśmy nawet kilka książek z zakresu, co by było, gdyby… choć gdybologii namiętnie nie uprawiamy. Nasi czytelnicy zdecydowanie preferują jednak fakty.

Wydanie: 36/2010

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy